Gdy tylko gospodarze zostawiają nas samych, w kuchni zapada niezręczna cisza, którą przerywają jedynie radosne okrzyki moich bratanków, gdzieś na piętrze. Deszcz uderza o szyby, pogoda jest naprawdę paskudna tej wiosny. Odwracam wzrok od okna, by nie patrzeć na ten ponury widok i obejmuję pomieszczenie spojrzeniem.. Jest sterylnie czyste i urządzone w bardzo minimalistycznym stylu. Nie mam na czym zawiesić wzroku, nawet na głupiej etykiecie na puszcze z kawą. Siłą rzeczy muszę w końcu na nią spojrzeć.
O dziwo, ona wcale nie ma z tym problemu, patrzy mi prosto w oczy. Obejmuje kubek z herbatą dłońmi, jakby chciała się od niego zagrzać i przygląda mi się z łagodnym uśmiechem. Siedzi na podwiniętej pod tyłek prawej nodze, a lewą ma przyciągniętą do brody, a ja nawet po tylu latach nie umiem zrozumieć, jakim cudem jest jej w taki sposób wygodnie.
Wiele się zmieniło przez ten czas. Przyglądam się jej bezwstydnie - patrzę, jak w kącikach oczu pojawiają jej się powoli drobne zmarszczki, jak w ściętych na krótko włosach pojawiają się dyskretne srebrne pasma siwizny, jak na serdecznym palcu odcina się złota obrączka.
Są też pewne niezmienne rzeczy - nadal emanuje od niej dziwny rodzaj spokoju, który zawsze dodawał mi otuchy, nawet w tych burzliwych i nie do końca jasnych momentach, jej obecność koi nerwy mimo tego wszystkiego, co się między nami wydarzyło.
- Starzejesz się, Peter. - W końcu to ona przerywa ciszę. Dopija do końca herbatę i odstawia kubek na blat. - Taka ilość siwych włosów przed czterdziestką nie wróży dobrze.
- Miałem sporo zmartwień w ostatnich latach - odpowiadam, ciekaw co zrobi z tą informacją.
- Wiem, sama byłam powodem wielu z nich. Przykro mi z powodu kontuzji przed Igrzyskami - mówi, przygryzając lekko dolną wargę po prawej stronie ust. Jak zawsze, gdy się denerwowała. - W ogóle chciałabym cię przeprosić za wszystko. A w szczególności za to, w jaki sposób odeszłam. Nie powinnam tego kończyć w taki sposób.
- Nawet przez myśl mi nie przeszło, że chciałaś kiedykolwiek cokolwiek kończyć - mówię bezlitośnie.
Nie chcę jej karać, już dawno pozbyłem się żalu, a tak przynajmniej mi się wydaje. Przedwczesne zakończenie kariery było tylko i wyłącznie moją winą, choć faktycznie nieco nieracjonalne podejście do obciążeń treningowych, jakie na siebie nakładałem miało związek z moim stanem emocjonalnym. Chciałem wszystkim, a przede wszystkim sobie udowodnić, że potrafię. Że jej odejście wcale mnie nie złamało. Że umiem sobie bez niej poradzić.
I potrafiłem. Ale przesadziłem i stało się. Mój ortopeda stwierdził, że pierwszy raz widzi osobę, która za jednym zamachem uszkodziła sobie niemal wszystkie więzadła w kolanie.
Tak czy siak - do skakania to ono już się nie nadawało.
Alicja nie wydaje się zbita z tropu moimi słowami. Wie o wszystkim, co się działo u mnie przez te wszystkie lata. Cene i Katka na pewno jej wiele opowiedzieli przez ostatnie dni. Ona wciąż jednak ma wiele do opowiedzenia o ostatnich ośmiu latach.
- Prawda jest taka, że nie powinnam kiedykolwiek, czegokolwiek w ogóle zaczynać - odpowiada. - Byłeś jednak zbyt uparty i na tyle przekonujący, że uwierzyłam ci, że mogę cię szczerze pokochać. I nie żałuję tej decyzji, bo tak właśnie się stało. Tak samo, jak nie żałuję, że poznałam Klemensa. Bo on doprowadził mnie do ciebie, a razem sprawiliście, że osiągnęłam to, co mam teraz. Bez was nie byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz. W jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Żałuję jedynie tego, że byłam wówczas na tyle niedojrzała, że zraniłam praktycznie wszystkich wokół siebie.
Alicja milknie, a ja uświadamiam sobie, że w sumie to w jakiś sposób ją rozumiem. W krótkim okresie przeżyłem dwa wielkie zawody, potem jeszcze kontuzja, ale właściwie jestem zadowolony ze swojego życia. Wiele nauczyłem się przez te lata, z perspektywy widzę, że ja również popełniłem wiele błędów w relacji z Alicją. Błędów, do których długo nie umiałem się przyznać, zrzucając całą odpowiedzialność na nią.
Dopijam zimną już herbatę i odsuwam od siebie kubek. Ala poprawia się na krześle, opiera brodę na pięściach i uśmiecha się do mnie nieśmiało.
- Nie wiedziałam, czego się po tobie spodziewać, Peter - wyznaje. - Tego, że rodzice przyjmą mnie z otwartymi ramionami byłam pewna, zresztą miałam silną kartę przetargową. Po Kasi spodziewałam się krzyków, wyrzutów i długiej kłótni oraz stopniowego odzyskiwania zaufania i to właśnie otrzymałam. Bałam się spotkania z Klemensem, ale wiedziałam, że jedyne z czym będę mieć problem, to z upewnieniem się, że jestem dla niego tą samą osobą, którą on jest dla mnie. A jeśli chodzi o ciebie... - Ala zawiesza głos i ponownie przygryza wargę. - Czego mam się spodziewać po tobie, Peter? - pyta.
- Pytań - mówię po chwili milczenia. - Możesz spodziewać się pytań, bo mam ich całkiem sporo.
- Więc pytaj, w końcu mamy czas. Chyba, że Cene i Katka nas wyrzucą, ale to byłoby nieludzkie przy tej pogodzie. - Krzywi się, wskazując na okno. - Choć nie powiem, że nie zasłużyłam.
- Zrobię nam najpierw herbaty - mówię i podchodzę do czajnika, który stoi na blacie za jej plecami. Nalewam wody i pstrykam przełącznik, a Ala obraca się w moim kierunku, siadając okrakiem na krześle.
Nie muszę pytać, jaką herbatę jej zrobić. Nadal wiem, jaka jest jej ulubiona. Katka też chyba pamięta, bo bez problemu znajduję ją w szafce nad blatem. Jakby wiedziała, że jeszcze wróci i będzie pić herbatę w tej kuchni. Ja chyba nie do końca w to wierzyłem.
- Jesteś szczęśliwa? - zadaje pierwsze pytanie, które przychodzi mi do głowy, gdy podchodzi do mnie, by odebrać swój kubek.
Opiera się o blat pośladkami i potakuje krótko.
- Jestem. Teraz nawet bardzo. Męczy mnie tylko pytanie, czy ty jesteś szczęśliwy?
- Myślę, że tak. - Opieram się o ścianę naprzeciw niej. - Niczego mi nie brakuje. Nie skrzywdziłaś mnie, jeśli się o to martwisz. Przynajmniej nie tak mocno, jak sądzisz.
- I tak chcę cię za to bardzo szczerze przeprosić. Właściwie to po to wróciłam. Żeby domknąć wszystkie sprawy. Rozplątać to, co zaplątałam. Dać sobie szansę, byście mieli okazję mi wybaczyć. I chyba poszło mi całkiem nieźle. - Ala uśmiecha się niepewnie.
- Gdzie byłaś cały ten czas, Ala? Co robiłaś?
- Byłam w Ameryce. Może nie cały ten czas, najpierw się nieco powałęsałam po świecie. Szukałam... oczyszczenia. Nowej perspektywy. I ją znalazłam. A nawet dużo, dużo więcej.
I opowiada mi o Nowym Jorku. O śmiertelnie chorym mężczyźnie, któremu dała najcenniejszy dar - spokój w obliczu śmierci. Opowiada mi o Paryżu i złotych obrączkach, z których jedna lśni teraz na jej palcu. O tym wszystkim, co Jason zmienił w jej życiu, wszystkim co jej uświadomił i to w bardzo krótkim czasie, bo nie miał go przecież wiele. O jego odejściu i wszystkim, co po nim pozostało - złożona obietnica powrotu do domu i... córka.
- Jest w wieku małej Any - mówię, gdy Ala opowiada o Dianie. - Jakbyście się z Katką umówiły.
- Nie planowałam tego. Tak jak i wielu innych rzeczy. Ale nie żałuję żadnej decyzji. Mimo iż niektóre zraniły wiele osób. Ale każda z nich mnie czegoś nauczyła i coś zmieniła w moim życiu na lepsze. Czas spędzony z tobą był naprawdę cudowny i chyba nigdy nie czułam się bardziej kochana niż wtedy. Nie mogłam jednak być szczęśliwa wiedząc, że nie jestem w stanie dać ci tyle, ile ty mnie.
- Od dawna jesteś tutaj? Znaczy się w Europie? - pytam.
- Wróciłam do Polski przed świętami. Zaczęłam od rodziców. Potem pojechałam do Zakopanego, a na początku marca zebrałam się na odwagę, by stawić czoła Katce i... tobie.
Kiwam głową. Jest tylko jedno pytanie, które mnie dręczy. Nie umiem przejść obok tego tematu obojętnie.
- A Klemens? Dobrze się wam razem układa? Jest tak, jak marzyłaś?
Ciąży mi świadomość, że z nas dwóch to on ostatecznie był jej przeznaczony. Przełamali w końcu to fatum i ich ścieżki w końcu się zbiegły w jedną, po wielu latach krzyżowania się raz po raz.
- O czym ty mówisz, Peter? - Alicja marszczy brwi i spogląda na mnie zaskoczona.
- Przecież to dla niego zostałaś. Sama mówiłaś, że już nie masz zamiaru nigdzie się ruszać.
Wpatruje się we mnie dłuższą chwilę, aż nagle zaczyna się głośno śmiać.
- To nie tak. Owszem, to Klemens przekonał mnie do zostania, uświadomił mi, że wszystko, czego potrzebuję jest po tej stronie Atlantyku. Ale nic nas nie łączy, nic poza przyjaźnią, tak jak było na samym początku.
- Jak to?
- Po prostu. Nadal jest moją bratnią duszą, ale nie jest miłością mojego życia. Nigdy nią nie był, tak naprawdę. Żaden z was nią nie był. Nawet Jason. Ale każdy z was dał mi coś, za co jestem wam bardzo wdzięczna. I każdego z was w jakiś sposób kochałam. - Alicja wyjmuje mi kubek z dłoni i wraz ze swoim odstawia na blat, po czym bierze mnie ostrożnie za ręce. - A przede wszystkim, nie chcę was stracić. Dlatego pytam: Peterze Prevcu, czy uczynisz mi ten zaszczyt i mi wybaczysz oraz pozostaniesz już na zawsze moim przyjacielem?
- A co, jeśli nadal się jeszcze z ciebie nie wyleczyłem? - pytam całkiem poważnie.
- Peter. - Alicja spogląda na mnie z łagodnością, ale też lekkim politowaniem. - Przecież widzę, że to już dawno za tobą. Już zawsze będę w twoim sercu, tak jak ty w moim. Ale sam dobrze wiesz, że to nie jest i nigdy nie będzie to samo. Zresztą... zdaje się, że coś wkrótce się zmieni w twoim życiu?
- Mój brat to największa papla na świecie - wzdycham. O moich planach wiedziała tylko najbliższa rodzina.
- Tym razem wiń Domena, nawet nie pytałam, bo nie chciałam wiedzieć, a on wszystko mi wyrecytował, gdy tylko przekroczył próg mieszkania. To on zresztą mnie tutaj ściągnął. To jak? - ponawia pytanie.
- Okej, ale pod jednym warunkiem - biorę głęboki oddech i kończę z uśmiechem - musisz nauczyć mnie zmieniać pieluchy. Katka jest okropną nauczycielką.
- Wcale nie! - Rozlega się ze schodów i po chwili moja szwagierka dołącza do nas z Aną na biodrze. - Widzę, że się nie pozabijaliście, więc wybaczcie, ale muszę zrobić dzieciom kolację. Niko, nie biegaj! - upomina pięciolatka.
- Jesteś okropną nauczycielką, brakuje ci cierpliwości - zauważa złośliwie Ala.
- Wychowuję dwoje prevcowych dzieci, czy sądzisz, że pozostały mi jeszcze jakiekolwiek pokłady cierpliwości? - Odsuwa od twarzy ręce Any, która usiłuje wetrzeć jej we włosy kawałki plasteliny.
Alicja pomaga jej przygotować kolację, a ja przysłuchuję się jak przekomarzają się po polsku, prawie, jakby tych ośmiu lat nie było w ogóle.
Ma rację. W moim życiu szykowało się wiele zmian. Myślę, że z Alicją łączy mnie więcej w tej kwestii, niż myślałem. Ona ma Dianę, a ja...
- To ile mamy czasu na naukę? - pyta Ala, gdy zasiadamy w piątkę przy stole.
- Podpisałem już wszystkie dokumenty. Agencja adopcyjna mówi, że to kwestia dni. - Uśmiecham się. - Trochę to trwało, już nie mogę się doczekać. Choć bardzo się boję.
- I będziemy przy tobie. Wszyscy - zapewnia mnie Ala.
- A ty?
- Muszę wrócić do Polski pozałatwiać jeszcze kilka spraw, ale dostałem pracę w Ljubljanie od września. Więc będę pod ręką. Gdy tylko będziesz mnie potrzebować, Peter - mówi całkiem poważnie.
Uśmiecham się z wdzięcznością. Faktycznie będę potrzebował teraz wsparcia. Już za parę dni czekają mnie całkiem nowe wyzwania. W końcu do wychowania dziecka ponoć potrzebna jest cała wioska, a moja rodzina wydaje doskonale się do tego nadawać.
Katka ma rację - każdy z nas potrzebuje kogoś do kochania. Czasem tę osobę znajdujemy w zupełnie innych okolicznościach, niż mogłoby się nam wydawać.
- Będziesz wspaniałym ojcem, Peter - mówi Ala. - Zawsze to wiedziałam.
- Ty za to jesteś okropną matką - wytyka jej Katka. - Zostawianie trzylatki z wujkiem Domenem to jest bardzo zły pomysł, prawda Ana? - zwraca się do córki.
- Tak! - wykrzykuje mała. Podczas gdy wszystkie dzieci w jej wieku przeżywają okres na "nie", ona upodobała sobie słowo "tak". Cene śmieje się, że jeszcze weźmie przez przypadek jakiś kredyt przez telefon, albo jakiś telemarketer sprzeda jej zestaw garnków.
- Domen skręca łóżeczko dla Petera, będzie zbyt zajęty, by ją uszkodzić - odpowiada niefrasobliwie Ala.
- Ale nie zauważy też, jak Diana połknie garść śrubek. Jesteś okropną matką - wzdycha Katka, a Alicja wzrusza ramionami.
- Jeśli przeżyje to popołudnie to uznam, że jest wystarczająco twarda, by iść do przedszkola.
- Może lepiej pojadę i zobaczę jak mu idzie - proponuję. - Dołączycie potem?
- Tak - potakuje Katka. - Ala, znalazłam te twoje pocztówki na górze. Chodź, opowiesz mi wszystko.
Biorą kawę i siadają w salonie, z dziećmi bawiącymi się u stóp. Katka wyciąga z ogromnego pudła pocztówki od Ali. Przysyłała je średnio co tydzień, podpis zastępując tylko jednym słowem - "Przepraszam". Teraz objaśnia Katce jakie miejsca i jakie zdarzenia kryją się za tymi kartkami, zalewa ją obrazem wspomnień z ośmiu lat. Przyglądam się temu z uśmiechem, gdy zakładam buty i z niejakim żalem opuszczam dom brata.
Mamy czas. Teraz, po latach w końcu mamy dla siebie czas. A przede wszystkim możemy go mądrze wykorzystać.
Wszystko jest na swoim miejscu, a na naszej drodze nie ma już zakrętów.
Kiedy wsiadam do auta dzwoni telefon.
- I jak?
Chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Nadal ją kocham - mówię i nie ma w moich słowach kłamstwa. - A wiesz za co najbardziej? Za to, że osobą, którą kocha najmocniej jest ona sama.
Mój brat długo milczy, słyszę szum oznaczający, że siedzi w busie zmierzającym do domu. Chyba wygrał dzisiejsze zawody. Godny następca. Mogę być dumny.
- Ty też nauczyłeś się kochać siebie, Peter. Wszyscy powinniśmy się tego od was uczyć - mówi w końcu Cene.
- Szkoda tylko, że zajęło nam to tyle czasu.
Odkładam słuchawkę i odpalam silnik.
Katka miała rację mówiąc, że Alicja jest osobą trudną do kochania. Tak trudną, że tylko ona sama potrafi temu podołać. Nauczyła mnie wielu rzeczy, ale przede wszystkim tego, że nie można uzależniać swojego szczęścia od osób trzecich. Nawet jeśli są to osoby, które bardzo kochamy.
Jedyną osobą, którą powinniśmy całe życie uszczęśliwiać to my sami.
______
To JEST dodatek do "Odchodzę".
Ale - plottwist - to NIE JEST drugi dodatek do "Odchodzę". Tylko trzeci. Drugi nadal się pisze. A ten powstał, bo nie chciało mi się pisać drugiego. Mickiewicz byłby dumny, nie?
Swoją drogą, pragnę zamknąć ten rozdział moje pisarskiego życia zatytułowany "Odchodzę, bo kocham" i jestem na bardzo dobrej drodze.
To powyżej może nie jest wybitne, ale potrzebowałam zwizualizować sobie spotkanie Ali z Katką (retrospektywnie) i Peterem. Przecież wiem, że ich kochacie, no!
Tyle. Zaskoczeni, prawda?
Buziaki, E_A
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz