Strony

Ogłoszenia drobne

W tej chwili mało się tutaj dzieje, nieco więcej dzieje się na moim Wattpadzie, ale pracuję nad tym. Oczekujcie wieści na Twitterze :)
Zakładka Aktualności zniknęła, bo była mało... aktualna. Może kiedyś wróci. Może.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość to coś więcej niż tylko uczucie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość to coś więcej niż tylko uczucie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2019

Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie

Jako, że właśnie udało mi się opublikować nowy rozdział, postanowiłam, że i tutaj trochę o tym napiszę. Skoro już poniekąd reaktywowałam to opowiadanie, którego historia jest długa i burzliwa, to nikt nie zabroni mi trochę o nim pogawędzić, prawda?

Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie to opowiadanie, które częściej chyba figuruje jako Linos, bo tytułowa bohaterka jest o wiele bardziej rozpoznawalna niż przydługi tytuł, prawda? Linos - historia Śródziemia, taki tytuł też może się trafić, ot choćby na Wattpadzie, gdzie się aktualnie przeprowadzam ze wszystkim (i stamtąd również ta ładna grafika poniżej).
Pikanterii i zamieszania dokłada fakt, że bohaterka gdzieś po drodze zmienia imię na Lileea. Imię, które znane może Wam być z mojego oneshota o nazwie Była człowiekiem, który to oneshot jest... fanfickiem do Linos.
Kosmos, nie?
Mówiłam, że to skomplikowana historia... dlatego może lepiej będzie, jak przedstawię to chronologicznie.

A zaczęło się bardzo, bardzo dawno temu. Na lekcji polskiego w pierwszej klasie gimnazjum, gdyż mój ówczesny polonista jest wiernym fanem twórczości Tolkiena. To pchnęło mnie i moją przyjaciółkę ze szkolnej ławki (dobrze kombinujecie, tak, chodzi o Szurniętą) do zapoznania się z - na początek - filmami.
Nastolatka + film/książka = fanfick, to chyba oczywiste. A dwie nastolatki to dwa fanficki. Tylko o dziwo nie było to dzieło Szurniętej, która swój fanfick trzymała szczelnie zamknięty w swojej głowie. Natomiast inna koleżanka podjęła temat. I powstały trzy blogi - jeden wspólny pisany przez nas trzy, gdzie powstawały miniatury i nasze pseudo-przemyślenia o Śródziemiu (twór szczęśliwie nigdzie nie figuruje, a nosił dumną nazwę Władca Strzał), który miały spajać w całość dwie historie fabularne. Jedną o Lejli, elfickiej księżniczce, która stworzona została przez naszą koleżankę, a druga... 
A druga to właśnie Linos.
Lejla pojechała po bandzie o wiele bardziej, niż ja, to naprawdę była luźna wariacja na temat na tyle, że załapała się do jakiejś analizatorni. Linos też otarła się o analizę, bo takiego przykładu Mary Sue, jaką była w pierwotnej wersji to ze świecą szukać. Szczęśliwie - oryginalny twór zniknął w cyberniebycie wraz z zamknięciem platformy onet.blog i jego jedyna kopia tkwi na moim dysku.
(Lubię się nią czasem samobiczować. Ot tak, dla prewencji.)
Lejla pomysł rzuciła, Władca Strzał umarł śmiercią naturalną, Szur tematu nie podjęła i została jedynie wierną czytelniczką Linos, która w mniejszych bądź większych bólach powstawała dalej. Jakieś cztery lata zajęło mi dotarcie do końca tej historii. A przynajmniej tego końca, który podaje Tolkien w Powrocie Króla.
Ja jednak miałam luźno zaplanowany ciąg dalszy tej historii, czytelnicy (tak, byli jacyś!) wymogli na mnie ciąg dalszy, a ja, głupia, się zgodziłam.
Moja częstotliwość wynosiła jakąś jedną notkę na dziewięć miesięcy (tak akurat, żeby się coś urodziło, heh). Po dwóch, czy też trzech się poddałam. Streściłam ciąg dalszy w formie mocno rozciągniętego epilogu i pożegnałam się z tą historią.
Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.
Trzy lata temu zajrzałam w czeluści mojego dysku, przeczytałam pierwszy rozdział, załamałam się pięciokrotnie, trzy razy chciałam popełnić seppuku klawiaturą i dla odreagowania tego stresu napisałam ten pierwszy rozdział jeszcze raz. To, co napisałam, spodobało mi się na tyle, że na fali tego entuzjazmu opublikowałam to w wersji blogspotowej, wcześniej napisawszy prolog, bo w międzyczasie stałam się wyznawcą literackiej religii "historia bez prologu to nie historia".
(Właściwie, jak teraz patrzę, to najpierw był prolog, a dopiero po ponad roku pierwszy rozdział, więc zapewne przez ten rok go po prostu kończyłam.)
No a potem było długo, długo nic.
Gdzieś w międzyczasie onet.blog upadł, znak mojej hańby zniknął z cyberprzestrzeni i tyle.
Dopiero w tym roku powstał za jednym kopem drugi, trzeci i 3/4 czwartego rozdziału. Ten rozdział skończyłam dzisiaj i dlatego wylądowałam tutaj. Czynnikiem zapalnym o ile się nie mylę był wówczas Hobbit, który leciał w TV, gdzie nie wiedzieć czemu występował Legolas, a że darowanemu Orlando w zęby się nie zagląda, to i historia poszła do przodu.
A przy okazji przeprowadzki na Wattpad wylądowała tam również i ona, odnalazła czytelników, więc chyba nie mam wyboru i muszę brnąć w to dalej.
Zresztą - mam do tej historii ogromny sentyment i chyba chcę jej dać drugie, lepsze życie. Takie, na które zasługuje, bo sama w sobie nie była zła. Była tylko źle napisana. Dlatego chcę się do niej przyłożyć, a Wy macie za zadanie mnie w tym działaniu pilnować (tak, to dyskretna namowa do komentowania, tak).

No a teraz, skoro wiecie, skąd to wszystko się wzięło, to zapraszam serdecznie.
Łapcie informacje i do czytania marsz!
(Żartowałam.)


Tytuł: Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie
oraz
Bohaterowie: Linos, Legolas, Gandalf, Aragorn, Gimli, hobbci, pozostali kanoniczni bohaterowie Władcy Pierścieni
Czas akcji: ok. TE 3018 -  CE 25
Czas trwania: kwiecień 2016  - nadal
Status: w trakcie
Liczba rozdziałów:  4
Planowana liczba rozdziałów: 30
Opis: 
Długo bronili się przed uczuciem, które ich połączyło. 
Kiedy jednak już pozwolili mu sobą zawładnąć, świat zmusił ich do rozłąki.
Ale miłość to coś więcej, niż tylko uczucie. 
To więź ponad wszelkie więzi. Czar ponad wszelkie czary.


Z dodatkowych informacji
Chyba nic nowego. Próbuję nadgonić ze wszystkim i nie wiem, w co ręce włożyć. Ogółem, wen nie śpi. Więc oczekujcie na więcej!
E_A

niedziela, 27 maja 2018

Bajka o dobrym trollu

Dawno, dawno temu w Mrocznej Puszczy mieszkał sobie mały troll. Nazywano go Małym, ponieważ, nie dość, że był najmłodszym trollem w okolicy, był także trollem najmniejszym. Bawił się jednak z innymi małymi trollami, które choć były większe od niego, traktowały go jak równego sobie. Ale nic nie trwa wiecznie. Każda trollowa mama pilnowała, by jej dzieci stały się prawdziwymi trollami. Strasznymi i bezwzględnymi. Małe trolle zaczęły walczyć ze sobą, aby przygotować się do dorosłego życia. Sprawiało im to szaloną przyjemność. Jedynie mały troll nie mógł zrozumieć, jak takie brutalne zabawy mogą ich tak ekscytować.
- Mały, pobaw się z nami! - wołały inne trolle.
On jednak odpowiadał:
- Nie chcę. To nie jest zabawa. Wy się po prostu bijecie!
- Ale to jest na prawdę zabawne, Mały! - przekonywały go dalej - Widziałeś jaką Gorgul miał miną, gdy powaliłem go na ziemię?
Mały jednak tylko kręcił głową i odchodził.
Jago mama także na próżno namawiała go do zabawy. Gdy namowy na nic się nie zdały zaczęła go do nich zmuszać, ale Mały zaparł się, że nie będzie się bawił z innymi trollami.
Wkrótce trolle zaczęły go unikać. U trolli odwagę mierzy się ogromem brutalności. Mały nie posiadał jej wcale. Inne małe trolle zaczęły go wyśmiewać i zaczepiać. Mały na całe dnie znikał w lesie i pogrążał się w smutku.
"Ja chciałem być tylko dobrym trollem... Czemu nikt mnie nie lubi?"
Młode pokolenie trolli powoli zaczęło dorastać. Znajomi Małego rozrośli się do rozmiarów sporych głazów i z każdym dniem stawali się coraz bardziej brutalni, bezwzględni i spragnieni krwi. Wszystkie matki były dumne ze swych dzieci. Jedynie matka Małego patrzyła z obawą na swego syna, który nadal wyglądał mizernie i nie przejawiał żadnej ochoty do najmniejszej nawet bójki. Patrzyła najpierw z obawą, a potem z obrzydzeniem.
Pewnego dnia, gdy młode trolle miały ostatecznie wkroczyć w dorosłość poprzez zabicie swojego pierwszego człowieka dorosłe trolle wezwały Małego.
- Masz ostatnią szansę. Albo udowodnisz dziś, że jesteś trollem, albo będziesz musiał opuścić wioskę.
Mały wzruszył ramionami.
- Zrozumcie... ja... ja nie potrafię zrobić komuś krzywdy. To... to dla mnie niemożliwe. Nie potrafiłbym przestraszyć człowieka, a co dopiero zabić... - tłumaczył się gęsto, patrząc z nadzieją na matkę.
Matka jednak spojrzała na niego chłodno.
- Idź już, Mały. Skoro nie jesteś godzien miana trolla, nie jesteś też godzien miana mego syna...
Mały siąknął cicho nosem i odszedł w las pociągając nogami. Przez kilka dni błąkał się bez celu po lesie. Nawet nie zauważył, gdy wyszedł z ostępów, zamieszkałych przez trolle w część lasu, do której ludzie zapuszczali się znacznie częściej. Było też tam zdecydowanie więcej zwierząt. Mały bardzo chciał z nimi porozmawiać, ale szybko uciekały na jego widok. Mały stawał się coraz bardziej ospały. Nic mu się nie chciało.
- Ja tylko chciałem być dobry... - mamrotał po nosem - Dlaczego nikt mnie nie lubi...?
W końcu zmęczony długą wędrówką osunął się na ziemię i zasnął.
Gdy obudził się poczuł na sobie jakiś ciężar. Zerwał się, a coś z piskiem uciekło w krzaki. Mały spojrzał w tamtym kierunku i zauważył ogromne oczy zająca.
- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy... - Mały usiadł na ziemi i usiłował się nie ruszać. Upodabniał się tedy do dużego omszałego głazu. W końcu siedzenie w bezruchu dało efekty - zając powoli wychynął z kryjówki.
- Ty... Ty naprawdę mnie nie zjesz?
Mały powoli pokręcił głową.
- Nie zjem cię. Ja nikogo nie zjadam.
Zając jeszcze mocniej wytrzeszczył oczy.
- Bo... bo ja słyszałem, że trolle są straszne...
- Nie wszystkie. Niektóre są. Ale nie wszystkie.
- Nie?
- Nie. Ja nie jestem.
- No, nie wiem... - zając nadal był niezdecydowany - I myślałem... myślałem, że trolle są większe... Myślałem, że jesteś głazem, więc sobie na tobie usiadłem - dodał szybko, tłumacząc swoje zachowanie.
- Nie mam ci tego za złe. I, owszem, masz rację. Trolle są większe. Tylko ja jestem taki... Mały.
- Mały?
- Tak, to moje imię.
- A... A jak duże są trolle? - dociekał zając.
- Gdzieś mniej więcej takie - Mały zamachał rękami, pokazując przestrzeń większą od niego jakieś dwa razy.
Zając jeszcze bardziej wytrzeszczył oczy. Po chwili jednak znów zapytał.
- A... Mały, co ty tu robisz?
Troll smutno zwiesił głowę.
- Wyrzucili mnie z mojej wioski.
- Ale dlaczego?
- Bo nie chciałem nikomu zrobić krzywdy.
- Jak to?
- Ja nigdy nie umiem zrobić komuś krzywdy.
Zając podrapał się za uchem.
- W takim razie nie możesz być trollem.
- Czemu?
- Bo trolle to okropne, ogromne, krwiożercze istoty. Ty na takiego nie wyglądasz.
- I taki nie jestem. Nawet mama mi powiedziała, że nie mogę nazywać siebie trollem...
- I widzisz? O co tyle krzyku? Nie jesteś trollem i już! I pomyśleć, że się ciebie wystraszyłem...
- Ale.. W takim razie kim jestem?
Zającowi oklapły uszy.
- Oj, tego ci nie powiem. To za mądre dla mnie pytanie. Ale znam kogoś, kto będzie wiedział. Choć ze mną!
I zaprowadził go do sowy.
Sowa w skupieniu wysłuchała ich relacji. Na początku gderała nieco, bo zając obudził ją, wyrywając z głębokiego snu, ale postanowiła pomóc rozwiązać ich problem.
- Zatem chcesz się dowiedzieć kim jesteś, mój mały?
- Tak - odparł troll - Skąd wiesz, że mam na imię Mały?
Sowa nie przyznała się, że zwróciła się tak do niego przez przypadek. Mały zaś pomyślał, że sowa musi być bardzo mądra.
- Zatem, gdzie się urodziłeś, mój drogi?
- W lesie. Głęboko w lesie.
- Kim byli twoi rodzice?
Mały zakłopotał się.
- Mówili, że są trollami. Ale ostatnio mama powiedziała mi, że nie jestem trollem.
Sowa przyjrzała mu się uważnie.
- Czy miałeś kiedyś ochotę komuś zrobić krzywdę?
- Nie.
- A czy uderzyłeś kiedyś kogoś?
- Nie.
- A może lubisz widok krwi?
- Nie - odparł stanowczo Mały.
Sowa zapadła w zadumę.
- To dziwne, bardzo dziwne...
- Ale co jest takiego dziwnego?
- Musisz być trollem i jednocześnie nie możesz nim być...
- Ale dlaczego?
- Nie ma dobrych trolli. Trolle są złe, okrutne i złośliwe. Ty taki nie jesteś...
- No to kim on jest, sowo!? - zirytował się zając.
Sowa westchnęła.
- Nie wiem. Ale powiem wam coś kochani: Nigdy nie jesteś tym kim się urodzisz. Jesteś zawsze tym, kim się stajesz. Mój drogi Mały, może i urodziłeś się trollem, ale nim nie jesteś.
- Kim więc jestem?
Sowa zahukała cichutko.
- To się dopiero okaże...

___________
Jeżeli ktoś czyta(ł) mojego fanficka na temat Władcy Pierścieni (o którym więcej TUTAJ), to wie, że Linos opowiadała tam bajkę o dobrym trollu. No i... to właśnie jest ta bajka ;)
A ci, co nie dotarli proszę: LINOS oraz TUTAJ będzie (kiedyś) powstawała nowsza wersja.