Strony

Ogłoszenia drobne

W tej chwili mało się tutaj dzieje, nieco więcej dzieje się na moim Wattpadzie, ale pracuję nad tym. Oczekujcie wieści na Twitterze :)
Zakładka Aktualności zniknęła, bo była mało... aktualna. Może kiedyś wróci. Może.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2021

Siebiekochanie

Gdy tylko gospodarze zostawiają nas samych, w kuchni zapada niezręczna cisza, którą przerywają jedynie radosne okrzyki moich bratanków, gdzieś na piętrze. Deszcz uderza o szyby, pogoda jest naprawdę paskudna tej wiosny.  Odwracam wzrok od okna, by nie patrzeć na ten ponury widok i obejmuję pomieszczenie spojrzeniem.. Jest sterylnie czyste i urządzone w bardzo minimalistycznym stylu. Nie mam na czym zawiesić wzroku, nawet na głupiej etykiecie na puszcze z kawą. Siłą rzeczy muszę w końcu na nią spojrzeć.
O dziwo, ona wcale nie ma z tym problemu, patrzy mi prosto w oczy. Obejmuje kubek z herbatą dłońmi, jakby chciała się od niego zagrzać i przygląda mi się z łagodnym uśmiechem. Siedzi na podwiniętej pod tyłek prawej nodze, a lewą ma przyciągniętą do brody, a ja nawet po tylu latach nie umiem zrozumieć, jakim cudem jest jej w taki sposób wygodnie.
Wiele się zmieniło przez ten czas. Przyglądam się jej bezwstydnie - patrzę, jak w kącikach oczu pojawiają jej się powoli drobne zmarszczki, jak w ściętych na krótko włosach pojawiają się dyskretne srebrne pasma siwizny, jak na serdecznym palcu odcina się złota obrączka. 
Są też pewne niezmienne rzeczy - nadal emanuje od niej dziwny rodzaj spokoju, który zawsze dodawał mi otuchy, nawet w tych burzliwych i nie do końca jasnych momentach, jej obecność koi nerwy mimo tego wszystkiego, co się między nami wydarzyło.
- Starzejesz się, Peter. - W końcu to ona przerywa ciszę. Dopija do końca herbatę i odstawia kubek na blat. - Taka ilość siwych włosów przed czterdziestką nie wróży dobrze.
- Miałem sporo zmartwień w ostatnich latach - odpowiadam, ciekaw co zrobi z tą informacją.
- Wiem, sama byłam powodem wielu z nich. Przykro mi z powodu kontuzji przed Igrzyskami - mówi, przygryzając lekko dolną wargę po prawej stronie ust. Jak zawsze, gdy się denerwowała. - W ogóle chciałabym cię przeprosić za wszystko. A w szczególności za to, w jaki sposób odeszłam. Nie powinnam tego kończyć w taki sposób. 
- Nawet przez myśl mi nie przeszło, że chciałaś kiedykolwiek cokolwiek kończyć - mówię bezlitośnie. 
Nie chcę jej karać, już dawno pozbyłem się żalu, a tak przynajmniej mi się wydaje. Przedwczesne zakończenie kariery było tylko i wyłącznie moją winą, choć faktycznie nieco nieracjonalne podejście do obciążeń treningowych, jakie na siebie nakładałem miało związek z moim stanem emocjonalnym. Chciałem wszystkim, a przede wszystkim sobie udowodnić, że potrafię. Że jej odejście wcale mnie nie złamało. Że umiem sobie bez niej poradzić. 
I potrafiłem. Ale przesadziłem i stało się. Mój ortopeda stwierdził, że pierwszy raz widzi osobę, która za jednym zamachem uszkodziła sobie niemal wszystkie więzadła w kolanie.
Tak czy siak - do skakania to ono już się nie nadawało.
Alicja nie wydaje się zbita z tropu moimi słowami. Wie o wszystkim, co się działo u mnie przez te wszystkie lata. Cene i Katka na pewno jej wiele opowiedzieli przez ostatnie dni. Ona wciąż jednak ma wiele do opowiedzenia o ostatnich ośmiu latach.
- Prawda jest taka, że nie powinnam kiedykolwiek, czegokolwiek w ogóle zaczynać - odpowiada. - Byłeś jednak zbyt uparty i na tyle przekonujący, że uwierzyłam ci, że mogę cię szczerze pokochać. I nie żałuję tej decyzji, bo tak właśnie się stało. Tak samo, jak nie żałuję, że poznałam Klemensa. Bo on doprowadził mnie do ciebie, a razem sprawiliście, że osiągnęłam to, co mam teraz. Bez was nie byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz. W jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Żałuję jedynie tego, że byłam wówczas na tyle niedojrzała, że zraniłam praktycznie wszystkich wokół siebie. 
Alicja milknie, a ja uświadamiam sobie, że w sumie to w jakiś sposób ją rozumiem. W krótkim okresie przeżyłem dwa wielkie zawody, potem jeszcze kontuzja, ale właściwie jestem zadowolony ze swojego życia. Wiele nauczyłem się przez te lata, z perspektywy widzę, że ja również popełniłem wiele błędów w relacji z Alicją. Błędów, do których długo nie umiałem się przyznać, zrzucając całą odpowiedzialność na nią.
Dopijam zimną już herbatę i odsuwam od siebie kubek. Ala poprawia się na krześle, opiera brodę na pięściach i uśmiecha się do mnie nieśmiało.
- Nie wiedziałam, czego się po tobie spodziewać, Peter - wyznaje. - Tego, że rodzice przyjmą mnie z otwartymi ramionami byłam pewna, zresztą miałam silną kartę przetargową. Po Kasi spodziewałam się krzyków, wyrzutów i długiej kłótni oraz stopniowego odzyskiwania zaufania i to właśnie otrzymałam. Bałam się spotkania z Klemensem, ale wiedziałam, że jedyne z czym będę mieć problem, to z upewnieniem się, że jestem dla niego tą samą osobą, którą on jest dla mnie. A jeśli chodzi o ciebie... - Ala zawiesza głos i ponownie przygryza wargę. - Czego mam się spodziewać po tobie, Peter? - pyta.
- Pytań - mówię po chwili milczenia. - Możesz spodziewać się pytań, bo mam ich całkiem sporo.
- Więc pytaj, w końcu mamy czas. Chyba, że Cene i Katka nas wyrzucą, ale to byłoby nieludzkie przy tej pogodzie. - Krzywi się, wskazując na okno. - Choć nie powiem, że nie zasłużyłam.
- Zrobię nam najpierw herbaty - mówię i podchodzę do czajnika, który stoi na blacie za jej plecami. Nalewam wody i pstrykam przełącznik, a Ala obraca się w moim kierunku, siadając okrakiem na krześle. 
Nie muszę pytać, jaką herbatę jej zrobić. Nadal wiem, jaka jest jej ulubiona. Katka też chyba pamięta, bo bez problemu znajduję ją w szafce nad blatem. Jakby wiedziała, że jeszcze wróci i będzie pić herbatę w tej kuchni. Ja chyba nie do końca w to wierzyłem.
- Jesteś szczęśliwa? - zadaje pierwsze pytanie, które przychodzi mi do głowy, gdy podchodzi do mnie, by odebrać swój kubek. 
Opiera się o blat pośladkami i potakuje krótko.
- Jestem. Teraz nawet bardzo. Męczy mnie tylko pytanie, czy ty jesteś szczęśliwy?
- Myślę, że tak. - Opieram się o ścianę naprzeciw niej. - Niczego mi nie brakuje. Nie skrzywdziłaś mnie, jeśli się o to martwisz. Przynajmniej nie tak mocno, jak sądzisz.
- I tak chcę cię za to bardzo szczerze przeprosić. Właściwie to po to wróciłam. Żeby domknąć wszystkie sprawy. Rozplątać to, co zaplątałam. Dać sobie szansę, byście mieli okazję mi wybaczyć. I chyba poszło mi całkiem nieźle. - Ala uśmiecha się niepewnie.
- Gdzie byłaś cały ten czas, Ala? Co robiłaś? 
- Byłam w Ameryce. Może nie cały ten czas, najpierw się nieco powałęsałam po świecie. Szukałam... oczyszczenia. Nowej perspektywy. I ją znalazłam. A nawet dużo, dużo więcej.
I opowiada mi o Nowym Jorku. O śmiertelnie chorym mężczyźnie, któremu dała najcenniejszy dar - spokój w obliczu śmierci. Opowiada mi o Paryżu i złotych obrączkach, z których jedna lśni teraz na jej palcu. O tym wszystkim, co Jason zmienił w jej życiu, wszystkim co jej uświadomił i to w bardzo krótkim czasie, bo nie miał go przecież wiele. O jego odejściu i wszystkim, co po nim pozostało - złożona obietnica powrotu do domu i... córka.
- Jest w wieku małej Any - mówię, gdy Ala opowiada o Dianie. - Jakbyście się z Katką umówiły.
- Nie planowałam tego. Tak jak i wielu innych rzeczy. Ale nie żałuję żadnej decyzji. Mimo iż niektóre zraniły wiele osób. Ale każda z nich mnie czegoś nauczyła i coś zmieniła w moim życiu na lepsze. Czas spędzony z tobą był naprawdę cudowny i chyba nigdy nie czułam się bardziej kochana niż wtedy. Nie mogłam jednak być szczęśliwa wiedząc, że nie jestem w stanie dać ci tyle, ile ty mnie.
- Od dawna jesteś tutaj? Znaczy się w Europie? - pytam.
- Wróciłam do Polski przed świętami. Zaczęłam od rodziców. Potem pojechałam do Zakopanego, a na początku marca zebrałam się na odwagę, by stawić czoła Katce i... tobie.
Kiwam głową. Jest tylko jedno pytanie, które mnie dręczy. Nie umiem przejść obok tego tematu obojętnie.
- A Klemens? Dobrze się wam razem układa? Jest tak, jak marzyłaś?
Ciąży mi świadomość, że z nas dwóch to on ostatecznie był jej przeznaczony. Przełamali w końcu to fatum i ich ścieżki w końcu się zbiegły w jedną, po wielu latach krzyżowania się raz po raz.
- O czym ty mówisz, Peter? - Alicja marszczy brwi i spogląda na mnie zaskoczona.
- Przecież to dla niego zostałaś. Sama mówiłaś, że już nie masz zamiaru nigdzie się ruszać. 
Wpatruje się we mnie dłuższą chwilę, aż nagle zaczyna się głośno śmiać.
- To nie tak. Owszem, to Klemens przekonał mnie do zostania, uświadomił mi, że wszystko, czego potrzebuję jest po tej stronie Atlantyku. Ale nic nas nie łączy, nic poza przyjaźnią, tak jak było na samym początku.
- Jak to?
- Po prostu. Nadal jest moją bratnią duszą, ale nie jest miłością mojego życia. Nigdy nią nie był, tak naprawdę. Żaden z was nią nie był. Nawet Jason. Ale każdy z was dał mi coś, za co jestem wam bardzo wdzięczna. I każdego z was w jakiś sposób kochałam. - Alicja wyjmuje mi kubek z dłoni i wraz ze swoim odstawia na blat, po czym bierze mnie ostrożnie za ręce. - A przede wszystkim, nie chcę was stracić. Dlatego pytam: Peterze Prevcu, czy uczynisz mi ten zaszczyt i mi wybaczysz oraz pozostaniesz już na zawsze moim przyjacielem?
- A co, jeśli nadal się jeszcze z ciebie nie wyleczyłem? - pytam całkiem poważnie.
- Peter. - Alicja spogląda na mnie z łagodnością, ale też lekkim politowaniem. - Przecież widzę, że to już dawno za tobą. Już zawsze będę w twoim sercu, tak jak ty w moim. Ale sam dobrze wiesz, że to nie jest i nigdy nie będzie to samo. Zresztą... zdaje się, że coś wkrótce się zmieni w twoim życiu? 
- Mój brat to największa papla na świecie - wzdycham. O moich planach wiedziała tylko najbliższa rodzina. 
- Tym razem wiń Domena, nawet nie pytałam, bo nie chciałam wiedzieć, a on wszystko mi wyrecytował, gdy tylko przekroczył próg mieszkania. To on zresztą mnie tutaj ściągnął. To jak? - ponawia pytanie.
- Okej, ale pod jednym warunkiem - biorę głęboki oddech i kończę z uśmiechem - musisz nauczyć mnie zmieniać pieluchy. Katka jest okropną nauczycielką.
- Wcale nie! - Rozlega się ze schodów i po chwili moja szwagierka dołącza do nas z Aną na biodrze. - Widzę, że się nie pozabijaliście, więc wybaczcie, ale muszę zrobić dzieciom kolację. Niko, nie biegaj! - upomina pięciolatka.
- Jesteś okropną nauczycielką, brakuje ci cierpliwości - zauważa złośliwie Ala.
- Wychowuję dwoje prevcowych dzieci, czy sądzisz, że pozostały mi jeszcze jakiekolwiek pokłady cierpliwości? - Odsuwa od twarzy ręce Any, która usiłuje wetrzeć jej we włosy kawałki plasteliny.
Alicja pomaga jej przygotować kolację, a ja przysłuchuję się jak przekomarzają się po polsku, prawie, jakby tych ośmiu lat nie było w ogóle.
Ma rację. W moim życiu szykowało się wiele zmian. Myślę, że z Alicją łączy mnie więcej w tej kwestii, niż myślałem. Ona ma Dianę, a ja...
- To ile mamy czasu na naukę? - pyta Ala, gdy zasiadamy w piątkę przy stole. 
- Podpisałem już wszystkie dokumenty. Agencja adopcyjna mówi, że to kwestia dni. - Uśmiecham się. - Trochę to trwało, już nie mogę się doczekać. Choć bardzo się boję.
- I będziemy przy tobie. Wszyscy - zapewnia mnie Ala.
- A ty? 
- Muszę wrócić do Polski pozałatwiać jeszcze kilka spraw, ale dostałem pracę w Ljubljanie od września. Więc będę pod ręką. Gdy tylko będziesz mnie potrzebować, Peter - mówi całkiem poważnie.
Uśmiecham się z wdzięcznością. Faktycznie będę potrzebował teraz wsparcia. Już za parę dni czekają mnie całkiem nowe wyzwania. W końcu do wychowania dziecka ponoć potrzebna jest cała wioska, a moja rodzina wydaje doskonale się do tego nadawać. 
Katka ma rację - każdy z nas potrzebuje kogoś do kochania. Czasem tę osobę znajdujemy w zupełnie innych okolicznościach, niż mogłoby się nam wydawać.
- Będziesz wspaniałym ojcem, Peter - mówi Ala. - Zawsze to wiedziałam. 
- Ty za to jesteś okropną matką - wytyka jej Katka. - Zostawianie trzylatki z wujkiem Domenem to jest bardzo zły pomysł, prawda Ana? - zwraca się do córki.
- Tak! - wykrzykuje mała. Podczas gdy wszystkie dzieci w jej wieku przeżywają okres na "nie", ona upodobała sobie słowo "tak". Cene śmieje się, że jeszcze weźmie przez przypadek jakiś kredyt przez telefon, albo jakiś telemarketer sprzeda jej zestaw garnków.
- Domen skręca łóżeczko dla Petera, będzie zbyt zajęty, by ją uszkodzić - odpowiada niefrasobliwie Ala.
- Ale nie zauważy też, jak Diana połknie garść śrubek. Jesteś okropną matką - wzdycha Katka, a Alicja wzrusza ramionami.
- Jeśli przeżyje to popołudnie to uznam, że jest wystarczająco twarda, by iść do przedszkola.
- Może lepiej pojadę i zobaczę jak mu idzie - proponuję. - Dołączycie potem?
- Tak - potakuje Katka. - Ala, znalazłam te twoje pocztówki na górze. Chodź, opowiesz mi wszystko.
Biorą kawę i siadają w salonie, z dziećmi bawiącymi się u stóp. Katka wyciąga z ogromnego pudła pocztówki od Ali. Przysyłała je średnio co tydzień, podpis zastępując tylko jednym słowem - "Przepraszam". Teraz objaśnia Katce jakie miejsca i jakie zdarzenia kryją się za tymi kartkami, zalewa ją obrazem wspomnień z ośmiu lat. Przyglądam się temu z uśmiechem, gdy zakładam buty i z niejakim żalem opuszczam dom brata.
Mamy czas. Teraz, po latach w końcu mamy dla siebie czas. A przede wszystkim możemy go mądrze wykorzystać. 
Wszystko jest na swoim miejscu, a na naszej drodze nie ma już zakrętów. 
Kiedy wsiadam do auta dzwoni telefon.
- I jak?
Chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Nadal ją kocham - mówię i nie ma w moich słowach kłamstwa. - A wiesz za co najbardziej? Za to, że osobą, którą kocha najmocniej jest ona sama.
Mój brat długo milczy, słyszę szum oznaczający, że siedzi w busie zmierzającym do domu. Chyba wygrał dzisiejsze zawody. Godny następca. Mogę być dumny.
- Ty też nauczyłeś się kochać siebie, Peter. Wszyscy powinniśmy się tego od was uczyć - mówi w końcu Cene.
- Szkoda tylko, że zajęło nam to tyle czasu. 
Odkładam słuchawkę i odpalam silnik. 
Katka miała rację mówiąc, że Alicja jest osobą trudną do kochania. Tak trudną, że tylko ona sama potrafi temu podołać. Nauczyła mnie wielu rzeczy, ale przede wszystkim tego, że nie można uzależniać swojego szczęścia od osób trzecich. Nawet jeśli są to osoby, które bardzo kochamy.
Jedyną osobą, którą powinniśmy całe życie uszczęśliwiać to my sami.

______
To JEST dodatek do "Odchodzę".
Ale - plottwist - to NIE JEST drugi dodatek do "Odchodzę". Tylko trzeci. Drugi nadal się pisze. A ten powstał, bo nie chciało mi się pisać drugiego. Mickiewicz byłby dumny, nie?
Swoją drogą, pragnę zamknąć ten rozdział moje pisarskiego życia zatytułowany "Odchodzę, bo kocham" i jestem na bardzo dobrej drodze.
To powyżej może nie jest wybitne, ale potrzebowałam zwizualizować sobie spotkanie Ali z Katką (retrospektywnie) i Peterem. Przecież wiem, że ich kochacie, no!
Tyle. Zaskoczeni, prawda?
Buziaki, E_A


sobota, 5 października 2019

Świat jest inny niż myślisz, śmiertelniku

No dobra, jest jeszcze parę historii, które - mimo iż zawieszone (to taki eufemizm do porzucone) - postanowiłam Wam przedstawić. Pewnie jeszcze kiedyś je popchnę mniej lub bardziej do przodu. Kto wie.
Kolejny twór mimo szumnej nazwy zamieszczonej w tytule posta, jest po prostu niczym innym jak Alex Jackson.
Tak, bardzo oryginalne imię dla bohaterki wybrałam. Znowu.
Nie, nie chodzi o Michaela Jacksona. Ten rodzaj fanfików już przerobiłam na podstawie innej muzycznej gwiazdy i szczerze chcę wyrzucić ten epizod z mojej pamięci. Bezskutecznie.
Mowa oczywiście o serii książek Ricka Riordana. No tak, greccy bogowie to jest to. Zdecydowanie!

Okej, opowiadanie jest stare jak świat. Naprawdę. Niewiele ustępuje Linos. Albo nawet pierwszemu mojemu potterowemu (właściwie to nawet całkiem pierwszemu) opowiadaniu. Ogółem to będąc na początku gimnazjum zobaczyłam w księgarni "Złodzieja pioruna" i bardzo mnie ta książka zaintrygowała. I gdy nieco później w kinach pojawił się film, wybraliśmy się na niego z klasą. No i w mojej głowi wykiełkowała wizja fanficka, a książkę zakupiłam niema od razu. Najzabawniejsze było to, że moja niezastąpiona Szur wpadła na niemal identyczny pomysł.
Tylko ja zaczęłam to spisywać, a ona... w sumie też, ale później i tylko "do szuflady". Potem powstała wersja poprawiona, a jeszcze później, stosunkowo niedawno, powstał blog.
Ci bystrzejsi dostrzegą paralelę z Alex Potter, ale nigdy nie uważałam się za twórcę oryginalnego.
Dobra. Tyle mojego bełkotu. Wszystkich fanów serii o herosach zapraszam, tych mniej zorientowanych też. A na dole, standardowo garść informacji technicznych.




Tytuł: Świat jest inny niż myślisz, śmiertelniku
Bohaterowie: Percy Jackson, Annabeth Chase, Grover, Alex Jackson, Luke Castellan, bogowie greccy
Czas akcji: ok. 2010-2015
Czas trwania: grudzień 2015 - nadal
Status: zawieszony
Liczba rozdziałów:  1 + prolog
Opis: 
Życie dziecka półkrwi jest całkiem spoko, naprawdę.
Pomijając te momenty, kiedy coś chce cię rozszarpać, zjeść, spopielić, utopić... (milion lat później), no po prostu ZABIĆ. Należy również uwzględnić braci Hood, którzy są - mówiąc oględnie - MEGAwkurzający.
Ale poza tym jest fajnie. 
Nawet jeśli twój przyjaciel nagle staje się twoim wrogiem.


Z dodatkowych informacji
Wsysło mnie opowiadanie poboczne do Księżniczek, więc próbuje je skończyć, by dało mi spokój. Na razie opowiadanie (1:0) E_A
Ale postaram się coś z tym zrobić ;)

wtorek, 13 sierpnia 2019

Sen nocy zimowej

Jeśli chodzi o tę historię, to mam mieszane uczucia. Lubię do niej czasem wracać, ale napsuła mi nieco krwi. I męczy mnie, bo z jednej strony kusi mnie, by jednak ją "odzakończyć" i dokończyć, ale z drugiej strony wiem, że nie ma na to szans.
Bo nie. I kropka.

No dobra, od początku, bo błądzę.
Był sobie sezon 2016/17. Bardzo memiczny i śmieszkowy. DOMENator, #paprykateam, klątwa kociej piątki i te sprawy. Pamiętacie? Pewnie, że pamiętacie! No chyba, że nie oglądacie skoków, to nie pamiętacie.
Było śmieszkowo, więc postanowiłam to wykrzywić jeszcze w krzywym zwierciadle. I przedstawić w formie dramatu. Sztuki, znaczy się. Jeszcze wepchnąć tam moje pisarskie alter ego jako bohaterkę-narratora, autorem całego tego ambarasu uczynić Waltera Hofera i ogółem zabawa z formą i treścią.

Fantastycznie. 
Problem był jednak zasadniczy taki, że preparowanie postów (a czyniłam to na Wattpadzie, dopiero potem przeniosłam się na Blogspot) było skomplikowane ze względu na mnogość formatowania oraz długość notek, a co za tym idzie bardzo czasochłonne.
A ja czasu za bardzo nie  posiadałam naonczas.
Ponadto - starałam się wiernie trzymać rzeczywistych wydarzeń, a nie zawsze oglądałam konkursy i musiałam potem przekopywać się przez archiwum skijumping.pl (#kryptoreklamamocno), memy na twitterze i ogółem zżerało to jeszcze więcej czasu. Stąd wynikały poślizgi. Na tyle intensywne, że wciąż byłam na Turnieju Czterech Skoczni, gdy dotarliśmy do Planicy. 

I tutaj się poddałam. Sezon dawno się skończył, ja już nie pamiętałam, co się w ogóle działo, projekt powisiał trochę w internecie (a nawet próbowałam go reanimować, wrzucając na Blogspot, ale się nie udało) i ostatnio postanowiłam go oficjalnie zakończyć, żeby nikomu nadziei nie robić.
A na pierwszym miejscu, nie robić jej sobie, bo chodzą mi po głowie pomysły, by przeskoczyć płynnie do aktualnego sezonu, ale sensu to nie ma żadnego, podobnie jak zaczynanie całkiem od początku obecnym (nadchodzącym) sezonie.

Nie, nie wchodźmy drugi raz do tej samej rzeki. Raz wystarczy.
Zatem - uprzedzając pytania - ciągu dalszego nie będzie. Wierzcie mi, ja również żałuję, bo śmieszki wyszły mi nawet całkiem śmieszkowe, co mnie niesamowicie zadziwia. Miało to potencjał, ale wykonania brakło.
Reklamuję jednak, bo to, co jest, jest warte uwagi. Tak mi się przynajmniej wydaje...




Tytuł: Sen nocy zimowej
oraz
Bohaterowie: skoczkowie narciarscy wszelkich maści oraz inne osoby związane ze skokami
Czas akcji: sezon 2016/17
Czas trwania: listopad 2016 - grudzień 2018
Status: zakończone (przedwcześnie)
Liczba rozdziałów:  5 + prolog+"epilog" 
Opis: 
Wiecie, co Wam powiem? Kiedy następnym razem Hofer poprosi mnie o jakaś przysługę, to od razu pójdę się rzucić z Letalnicy.
Będzie szybciej i prościej.
I mniej boleśnie.
Sezon 2016/17 widziany zezowatym okiem Waltiego "Szekspira" Hofera.
2/10, nie polecam.



Z dodatkowych informacji:
Notek informacyjnych dużo mi nie zostało, ale będą się pojawiać, bo chcę się z nimi porządnie ogarnąć. Ale teraz się wezmę za kończenie innych rzeczy, które podobnie jak i Sen nocy zimowej, tego zakończenia ostatecznego potrzebują. O.
Porządek musi być, a co!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Koreański survival


...czyli nigdy nie ufaj skośnookiemu kierowcy autobusu, jak głosi podtytuł. 

Jest to opowiadanie o tyle ciekawe, że powstało bardzo szybko, bardzo spontanicznie i jako pierwsze powstało tylko i wyłącznie na Wattpadzie (od tego się zaczęło, ech). Ponadto zgromadziło całkiem sporą publikę, co osobiście mnie zaskoczyło. Ale, nawet teraz mnie śmieszy, więc nie może być takie złe. Tym razem oberwało się Kubackiemu, ale sam się o to prosił.

Bo, geneza tego opowiadania ma swoje początki (oraz koniec także) na Igrzyskach w PjongChang. A konkretnie na konkursie drużynowym w skokach narciarskich. A właściwie podczas jego zakończenia. A jeszcze konkretniej... Na instastory Dawida Kubackiego z tamtego dnia, z którego dowiedzieliśmy się, że zostali porzuceni na skoczni, bo zwiał im ostatni bus i nie wiadomo, czy uda im się dotrzeć do hotelu.
Na Twitterze się trochę pośmieszkowało z tego filmiku, ja palnęłam, że to materiał na niezłego oneshota jest i...
I spontanicznie postanowiłam go napisać. 
Ktokolwiek zaskoczony? Bo ja nie.

Wyszedł trochę za długi na oneshota (choć jest krótszy od Saszy, która jest w historyjkach, a nie historiach, więc nie wiem, co tutaj się właściwie stało :O), więc został okrzyknięty historią w tagach i w zakładkach. Gdzie sens, gdzie logika, nie wiem, ale niech będzie.
Zamieszczam screeny dowodzące tego, że to nie moja wina, że coś takiego powstało. Uwinęłam się w niecałe dwa dni, co jest... godne podziwu. Nieźle, jak na mnie, nie?



Dobra, informacje, coby Was nie zanudzić :P




Tytuł: Koreański survival
Bohaterowie: Dawid Kubacki, Stefan Hula, Maciej Kot, Kamil Stoch, Stefan Horngacher
Czas akcji: 19-20.02.2018
Czas trwania: 19-21.02.2018
Status: zakończone
Liczba rozdziałów:  14
Opis: 
No i jesteśmy medalistami olimpijskimi. Hura, czy coś.
W sumie to otworzylibyśmy szampana, ale... tak jakby utknęliśmy na skoczni. Sami. W ciemności.
I nie mamy się jak stąd wydostać.
Czy uda nam się przetrwać do rana? Oto jest pytanie!



Z dodatkowych informacji:
Zaraz ląduje na pokładzie jeszcze Sen nocy zimowej, a potem się biorę za extra bonus do Saszy. I za Księżniczki.

niedziela, 21 lipca 2019

Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie

Jako, że właśnie udało mi się opublikować nowy rozdział, postanowiłam, że i tutaj trochę o tym napiszę. Skoro już poniekąd reaktywowałam to opowiadanie, którego historia jest długa i burzliwa, to nikt nie zabroni mi trochę o nim pogawędzić, prawda?

Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie to opowiadanie, które częściej chyba figuruje jako Linos, bo tytułowa bohaterka jest o wiele bardziej rozpoznawalna niż przydługi tytuł, prawda? Linos - historia Śródziemia, taki tytuł też może się trafić, ot choćby na Wattpadzie, gdzie się aktualnie przeprowadzam ze wszystkim (i stamtąd również ta ładna grafika poniżej).
Pikanterii i zamieszania dokłada fakt, że bohaterka gdzieś po drodze zmienia imię na Lileea. Imię, które znane może Wam być z mojego oneshota o nazwie Była człowiekiem, który to oneshot jest... fanfickiem do Linos.
Kosmos, nie?
Mówiłam, że to skomplikowana historia... dlatego może lepiej będzie, jak przedstawię to chronologicznie.

A zaczęło się bardzo, bardzo dawno temu. Na lekcji polskiego w pierwszej klasie gimnazjum, gdyż mój ówczesny polonista jest wiernym fanem twórczości Tolkiena. To pchnęło mnie i moją przyjaciółkę ze szkolnej ławki (dobrze kombinujecie, tak, chodzi o Szurniętą) do zapoznania się z - na początek - filmami.
Nastolatka + film/książka = fanfick, to chyba oczywiste. A dwie nastolatki to dwa fanficki. Tylko o dziwo nie było to dzieło Szurniętej, która swój fanfick trzymała szczelnie zamknięty w swojej głowie. Natomiast inna koleżanka podjęła temat. I powstały trzy blogi - jeden wspólny pisany przez nas trzy, gdzie powstawały miniatury i nasze pseudo-przemyślenia o Śródziemiu (twór szczęśliwie nigdzie nie figuruje, a nosił dumną nazwę Władca Strzał), który miały spajać w całość dwie historie fabularne. Jedną o Lejli, elfickiej księżniczce, która stworzona została przez naszą koleżankę, a druga... 
A druga to właśnie Linos.
Lejla pojechała po bandzie o wiele bardziej, niż ja, to naprawdę była luźna wariacja na temat na tyle, że załapała się do jakiejś analizatorni. Linos też otarła się o analizę, bo takiego przykładu Mary Sue, jaką była w pierwotnej wersji to ze świecą szukać. Szczęśliwie - oryginalny twór zniknął w cyberniebycie wraz z zamknięciem platformy onet.blog i jego jedyna kopia tkwi na moim dysku.
(Lubię się nią czasem samobiczować. Ot tak, dla prewencji.)
Lejla pomysł rzuciła, Władca Strzał umarł śmiercią naturalną, Szur tematu nie podjęła i została jedynie wierną czytelniczką Linos, która w mniejszych bądź większych bólach powstawała dalej. Jakieś cztery lata zajęło mi dotarcie do końca tej historii. A przynajmniej tego końca, który podaje Tolkien w Powrocie Króla.
Ja jednak miałam luźno zaplanowany ciąg dalszy tej historii, czytelnicy (tak, byli jacyś!) wymogli na mnie ciąg dalszy, a ja, głupia, się zgodziłam.
Moja częstotliwość wynosiła jakąś jedną notkę na dziewięć miesięcy (tak akurat, żeby się coś urodziło, heh). Po dwóch, czy też trzech się poddałam. Streściłam ciąg dalszy w formie mocno rozciągniętego epilogu i pożegnałam się z tą historią.
Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.
Trzy lata temu zajrzałam w czeluści mojego dysku, przeczytałam pierwszy rozdział, załamałam się pięciokrotnie, trzy razy chciałam popełnić seppuku klawiaturą i dla odreagowania tego stresu napisałam ten pierwszy rozdział jeszcze raz. To, co napisałam, spodobało mi się na tyle, że na fali tego entuzjazmu opublikowałam to w wersji blogspotowej, wcześniej napisawszy prolog, bo w międzyczasie stałam się wyznawcą literackiej religii "historia bez prologu to nie historia".
(Właściwie, jak teraz patrzę, to najpierw był prolog, a dopiero po ponad roku pierwszy rozdział, więc zapewne przez ten rok go po prostu kończyłam.)
No a potem było długo, długo nic.
Gdzieś w międzyczasie onet.blog upadł, znak mojej hańby zniknął z cyberprzestrzeni i tyle.
Dopiero w tym roku powstał za jednym kopem drugi, trzeci i 3/4 czwartego rozdziału. Ten rozdział skończyłam dzisiaj i dlatego wylądowałam tutaj. Czynnikiem zapalnym o ile się nie mylę był wówczas Hobbit, który leciał w TV, gdzie nie wiedzieć czemu występował Legolas, a że darowanemu Orlando w zęby się nie zagląda, to i historia poszła do przodu.
A przy okazji przeprowadzki na Wattpad wylądowała tam również i ona, odnalazła czytelników, więc chyba nie mam wyboru i muszę brnąć w to dalej.
Zresztą - mam do tej historii ogromny sentyment i chyba chcę jej dać drugie, lepsze życie. Takie, na które zasługuje, bo sama w sobie nie była zła. Była tylko źle napisana. Dlatego chcę się do niej przyłożyć, a Wy macie za zadanie mnie w tym działaniu pilnować (tak, to dyskretna namowa do komentowania, tak).

No a teraz, skoro wiecie, skąd to wszystko się wzięło, to zapraszam serdecznie.
Łapcie informacje i do czytania marsz!
(Żartowałam.)


Tytuł: Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie
oraz
Bohaterowie: Linos, Legolas, Gandalf, Aragorn, Gimli, hobbci, pozostali kanoniczni bohaterowie Władcy Pierścieni
Czas akcji: ok. TE 3018 -  CE 25
Czas trwania: kwiecień 2016  - nadal
Status: w trakcie
Liczba rozdziałów:  4
Planowana liczba rozdziałów: 30
Opis: 
Długo bronili się przed uczuciem, które ich połączyło. 
Kiedy jednak już pozwolili mu sobą zawładnąć, świat zmusił ich do rozłąki.
Ale miłość to coś więcej, niż tylko uczucie. 
To więź ponad wszelkie więzi. Czar ponad wszelkie czary.


Z dodatkowych informacji
Chyba nic nowego. Próbuję nadgonić ze wszystkim i nie wiem, w co ręce włożyć. Ogółem, wen nie śpi. Więc oczekujcie na więcej!
E_A

niedziela, 14 lipca 2019

Sara, Gosia i dzieciaki z Kamienicy

Ten post miał się pojawić jakiś tydzień temu, ale niestety nie wyszło, bo akurat wyjeżdżałam na wakacje.

I w sumie od wakacji się zaczęło. Pamiętacie ostatni felieton? To jest, MYŚL #4? Napisałam go we współpracy z Szur. I Szur mniej więcej w tym samym momencie wpadła na pomysł KOLEJNEGO opowiadania. Takiego bardzo, bardzo na luzie. Totalnie bez żadnego planu, ot, co nam ślina na język przyniesie. (Oczywiście pewne przemyślenia i plany zostały poczynione, pełen spontan tutaj nigdy nie zaistnieje!)

No i tak powstała Kamienica. Jak to się stało? No nie wiem. Szur coś szarpały te dzieciaki, SOS (Syndrom Ochrony Sierotek) i te sprawy. Potem wpadłyśmy na to, by przybrało to formę bloga podróżniczego. No i jakoś tak to wyewoluowało w tę formę, której pierwsze objawy możecie podziwiać w podstawionym niżej linku. Tym razem - tylko na Wattpadzie. Jakoś ta forma bardziej pasuje nam do tej platformy. Tak dla odmiany. Coby się nie znudziło, nie?

Dość istotna informacja w kontekście nieco odmiennej of dotychczasowej formy. Rozdziały "tytułowane" to notki z bloga prowadzonego przez Sarę i Gosię, czyli nasze bohaterki. Natomiast te numerowane, to rozdziały nazywane przez nas "fabularnymi" - czyli co się tak naprawdę działo i jak to wyglądało w rzeczywistości widziane oczami naszych bohaterek (dla dociekliwych - kursywą pisane są przemyślenia Sary).

Tyle chyba nudnawego wstępu. Historia powstania tej opowieści nie jest jakoś specjalnie porywająca. Twór lekki i zabawny. A przynajmniej taką mamy nadzieję. Więcej szczegółów - poniżej.



Tytuł: Sara, Gosia i dzieciaki z Kamienicy
Bohaterowie: Sara, Gosia, Michał, Marcel i dwudziestka dzieciaków
Czas akcji: ok. 2019-2020 
Czas trwania: lipiec 2019 - nadal
Status: w trakcie
Liczba rozdziałów:  6
Planowana liczba rozdziałów: ???
Opis: 
Ten blog pozwoli Wam zajrzeć przez okno Kamienicy Lepsze Jutro i zobaczyć codzienne życie naszych podopiecznych. Celem naszej fundacji jest danie dzieciom z rodzin z problemami miejsca, w którym mogą poczuć ciepło i miłość. Gdzie mogą rozwijać swoje pasje, doświadczyć wszystkiego tego, czego wcześniej poskąpił im los. Próbujemy naprawić to, co zostało popsute, na miarę naszych skromnych możliwości.
Fundacja "Kamienica Lepsze Jutro" jest organizacją non-profit, finansowaną (niestety pośmiertnie) przez irlandzkiego miliardera oraz ludzi dobrej woli.
Dlatego też wszystkich darczyńców oraz innych sympatyków Kamienicy zapraszamy do zajrzenia przez okno, którym, mamy nadzieję, stanie się ten blog.




Z dodatkowych informacji:
Notek informacyjnych będzie jeszcze parę. Robię jakieś porządki, czy coś w moich opowiadaniach. A właściwie to robię wszystko, byleby się nie brać za pracę magisterską. Typowo. Śledźcie co się dzieje, bo się dzieje. Oj, dzieje.

piątek, 5 lipca 2019

Enklawa - 100 lat po Potopie

Na samym wstępie zaznaczam: NIE ZAPOMNIAŁYŚMY O "KSIĘŻNICZKACH"!
Żeby to było jasne. Księżniczki są, mają się dobrze, nie umarły. Za to urodził się nam nowy pomysł. Pomysł w tematyce post-apo.

Oczywiście mówię w liczbie mnogiej, bo jest to nasz kolejny wspólny twór, stworzony wraz z Szurniętą. Jak do tego doszło, nie wiem. Okej, wiem. A mianowicie tak:
Miałyśmy drobny przestój w Księżniczkach. Spadki weny, drobne różnice zdań, brak czasu i takie tam typowe weno-przeszkadzacze. Bywa, takie życie. I tak sobie siedziałyśmy i myślałyśmy, jak naszą wenę popchnąć do przodu.

Najlepszy sposób na metafizyczne szturchnięcie bogini Natchnienia? 
Wymyślić coś nowego!
Zatem zaproponowałam opowiadanie o światach równoległych. Szur stanowczo odmówiła, twierdząc, że to za dużo na jej jakże wybujałą wyobraźnię. Za dużo fizyki i kombinowania, no po prostu - nie. Pomysł zatem przygarnęłam na własne potrzeby i kiedyś - nie wiem, kiedy - powstanie z tego opowiadanie o tytule Parallel. Z dużym naciskiem na "kiedyś".

Ponieważ pierwszy pomysł został odrzucony, kilka minut później powstał pomysł numer dwa. 
Nielegalne walki. 
No dobra, ale skąd, po co i dlaczego? 
Okej, żeby przetrwać, zarobić na życie. 
Fantastycznie, ale dlaczego akurat tak? W jakim świecie?
Segregacja klasowa, niższa kasta, takie tam typowe sytuacje.
Fajnie. Czyli post-apo?
Post-apo. Po Potopie.
Na jakiej podstawie ta segregacja? Umiejętności? Znak zodiaku? Grupa krwi? Zawód rodziców?
Nieeee... Genotyp.
A, spoko. Tego jeszcze nie grali.

No. Tak to mniej więcej z początku wyglądało. W mega skrócie. A że rudzi zazwyczaj są społecznie poszkodowani, to tutaj dostali specjalne miejsce. Tak na przekór wszystkim.
Myślę, że tyle na początek wstępu Wam wystarczy. Reszty dowiecie się z pierwszych rozdziałów, które są już dostępne. 
Enklawa dorobiła się swojego własnego bloga, ale równolegle jest publikowana również na Wattpadzie. Trzeba iść z duchem czasu, jak już wspominałam.
No to łapcie informacje techniczne i zapraszamy wraz z Szur do lektury. Tam, gdzie Wam wygodniej :).



Tytuł: Enklawa - 100 lat po Potopie
oraz
Bohaterowie: Aida, Ciara, Owen, Cicero, Aurora
Czas akcji: 100 PoP.
Czas trwania: maj 2019 - nadal
Status: w trakcie
Liczba rozdziałów:  2 + prolog
Planowana liczba rozdziałów: ???

Opis: 
Gdy fale Potopu zalały Ziemię ludzki gatunek nie utonął. Ale... czy nadal pozostaliśmy ludźmi?

Kto dał nam prawo o decydowaniu o wartości ludzkiego życia? Gdzie się podziało nasze człowieczeństwo?


Z dodatkowych informacji: 
Okej, notek informacyjnych będzie teraz dużo, bo będę się porządkować. Szukajcie na Wattpadzie nowości-nie-nowości, na Twitterze wszystko ogłaszam wszem i wobec. Co się wykluje, to się wykluje, mój wen wszedł w stan, w którym totalnie nad nim nie panuję, więc nie mam pojęcia, co i gdzie się opublikuje w następnej kolejności. O terminie nie wspominając.
Więc bądźcie czujni i obserwujcie mnie na Twitterze.

niedziela, 31 marca 2019

Misja "Albatros"

Muszę się przyznać Wam do rzeczy strasznej i karygodnej: przekonałam się do Wattpada. Serio. To okropne, ale prawdziwe.
Blogspot na zawsze w moim sercu i bez wątpienia będę tutaj nadal publikować, bo ma pewne cechy, których nie ma Wattpad, ale w drugą stronę działa to tak samo. Przewaga Wattpada jest jedna: jest teraz o wiele bardziej popularny, zatem przysparza większej ilości czytelników.
Cóż, trzeba iść z duchem czasu, prawda?

Ale dziś nie o tym, choć ten wstęp jest tutaj nie bez powodu. Mianowicie, jakiś czas temu popełniłam opowiadanie, którego tytuł widnieje powyżej. Popełniłam je w Wordzie, a potem wrzuciłam na Wattpada, nie chcąc tworzyć nowego bloga. Zdrada, okropna zdrada! Co prawda nie uczyniłam tego po raz pierwszy, ale... 
Ale Misja "Albatros" jest historią poniekąd wyjątkową.
Wyjątkowa jest z dwóch, może nawet trzech powodów. Pierwszy - jest opowiadaniem napisanym ciągiem od A do Z, które skończyłam, wraz z dwoma bonusami bez żadnego marudzenia i przeciągania. Pisałam je jakieś dwa miesiące, co biorąc pod uwagę objętość, jest całkiem niezłym wynikiem.
Drugi - jest opowiadaniem stosunkowo patriotycznym, na pomysł wpadłam dosłownie 11. listopada, a pisać zaczęłam jakieś 3 dni później. Ponadto jest związane z moją pasją - żeglarstwem.
O trzeci, chyba najważniejszy - jest swego rodzaju preqelem do Księżniczek (niezorientowanych w temacie odsyłam TUTAJ), co samo w sobie jest wow.

Jeśli chodzi o genezę - już wspominałam. Naszły mnie patriotyczne myśli i sobie pomyślałam, jakby to było, gdyby wybuchła kolejna wojna. Co bym wtedy zrobiła? Jakie moje talenty mogłabym wykorzystać. A że lubię żeglować i idzie mi to całkiem nieźle... No i tak wyszło. A że Szur zauważyła, że czas akcji w sumie zgadza nam się z terminem III Wojny Światowej w Księżniczkach, to potem samo mi się jakoś tak w tym kierunku to potoczyło. Aby nie było wątpliwości - nawiązań nie ma absolutnie żadnych, ale w naszych głowach traktujemy to jako prequel, Wy nie musicie.
Okej, to trochę danych technicznych:





Tytuł: Misja "Albatros"
Bohaterowie: Zuzanna German, Zofia Kwiecińska, Piotr Romanowski, Feliks Dusz, Remigiusz Zawada
Czas akcji: 2020-2022
Czas trwania: listopad 2018 - luty 2019
Status: zakończone
Liczba rozdziałów:  57 + prolog + epilog + 2 bonusy
Opis: 

Rok 2020. Polska ponownie staje w obliczu wojny. Zuzanna, dwudziestopięcioletnia studentka turystyki zgodnie z przewidywaniem dostaje wezwanie na komisję wojskową, jednak nie do końca w takiej roli, o jakiej wszyscy myśleli. Na długie miesiące zostaje rozdzielona ze swoją rodziną i przyjaciółką, poznaje jednak wielu nowych ludzi, z którymi łączyć zaczynają ją silne więzi.
Nie to jest teraz jednak istotne. Teraz najważniejsze dla Zuzy jest przetrwać i jak najlepiej wykorzystać swój talent do walki za swoją Ojczyznę.



Z dodatkowych informacji: 
Okej, trochę ruchu w interesie. Postanowiłam, że powinniście wiedzieć o Misji "Albatros" co nieco. Ponad to, dużo się publikuje na Wattpadzie. To samo, co tutaj, ale może chcecie sobie odświeżyć w nieco innej formie. Tak, czy siak, zapraszam: https://www.wattpad.com/user/ElusivE_ArtisT.
Prócz tego, nowy rozdział na Na skrzydłach, a już wkrótce  - to nie priamaprilisowy żart! - nowy rozdział Linos!