Strony

Ogłoszenia drobne

W tej chwili mało się tutaj dzieje, nieco więcej dzieje się na moim Wattpadzie, ale pracuję nad tym. Oczekujcie wieści na Twitterze :)
Zakładka Aktualności zniknęła, bo była mało... aktualna. Może kiedyś wróci. Może.

czwartek, 30 czerwca 2016

Odchodzę, bo kocham

Skoro już zaczęłam tę serię informacyjną wraz z moimi (a raczej, w tym wypadku, naszymi) Księżniczkami, to w oczekiwaniu na bonus do Saszy przypomnę Wam o Odchodzę, bo kocham.

Raz jeszcze więc przypomnę, że ten blog jest zbiorczym przedstawieniem mojej dotychczasowej (tfu!)rczości, więc pojawiają się tu nie tylko krótkie historyjki, które są niegodne stworzenia dla nich osobnego bloga, ale również odnośniki do dłuższych historii, którym poświęcam całkiem duży kawałek mojego wolnego czasu.

I taką, chyba najważniejszą (a przynajmniej, jeśli będziemy się kurczowo trzymać tematu skoków) historią jest dla mnie obecnie Odchodzę bo kocham. I choć w odpowiednich zakładkach znajduje się krótki opis tej historii, jest on właśnie - krótki. Zresztą, z tego co wiem, do zakładek nie każdemu zdarza się zabłądzić, więc teraz mała garść informacji o tej historii.



Zacznę może od krótkiej genezy.
Opowiadanie o Klimku w mojej głowie powstało już dawno, dawno temu. Nawet ze trzy jego wersje. Muszę się przyznać, że z tej prawie ostatecznej, na której kanwie powstało właśnie Odchodzę, bo kocham, zrezygnowałam, jednak czuję, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.
A samo Odchodzę... powstawać zaczęło na początku 2015 roku. Zanim jednak pojawiło się na Blogspocie, minęło nieomal pół roku, bo mówiąc krótko bałam się trochę tego opowiadania. Moja przyjaciółka jednak przekonała mnie, że powinnam się podzielić nim z szerszą publiką, więc opublikowałam (do wglądu dla wybranych na początku) pierwsze osiem rozdziałów, bo tyle miałam wtedy napisanych. Debiut zaliczyło więc w lipcu 2015 roku.
Z biegiem czasu zmieniłam ustawienia tak, że stało się dostępne dla wszystkich, zaczęłam nawet zbierać grono czytelników za pomocą Spisu i jakoś tak sobie trwa.

Czemu jest dla mnie wyjątkowe?
Może dlatego, że jest wymyślone od A do Z, razem z ostatnim słowem epilogu. Ale spokojnie, od tego momentu dzieli nas jeszcze szmat czasu ;). Ponad to, opowiada o Klimku, który jest dla mnie postacią dość ważną w skocznym świecie. Dodatkowo, sądząc po licznych pozytywnych opiniach, mam wrażenie, że pisanie tej historii wychodzi mi bardzo dobrze (brzmi jak przechwałka, ale trudno) i udaje mi się ją przedstawić w dość rzeczywisty sposób. No i jest to też pierwsze moje publikowane opowiadanie o skokach, co również nie jest bez znaczenia.
Wydaje mi się, że jest też trochę nieszablonowe, inne od tego, co zazwyczaj można spotkać w blogosferze, ale to już zostawiam do oceny Wam.








Tytuł: Odchodzę, bo kocham.
Bohaterowie: Klemens Murańka, Alicja Mittner, Peter Prevc
Inni bohaterowie: Katarzyna Domańska, Cene Prevc, Dawid Kubacki, Maciej Kot
Czas akcji: sezon 2017/18
Czas trwania: lipiec 2015 - listopad 2018
Status: zakończone
Liczba rozdziałów: 30+ prolog + epilog
Opis: 
Gdybym tylko mogła pokochać go tak, jak tego pragnę. Tak, jak on tego pragnie. 
Choć odeszłam, to jakaś część mnie tam pozostała. 
A odeszłam, bo kochałam.
I chyba nadal kocham.



Z dodatkowych informacji:
Oczywiście, jeśli macie jakieś pytania co do Odchodzę..., to formularz komentarzy jest do Waszej dyspozycji :). Nie krępujcie się pytać, z chęcią podzielę się moimi wrażeniami z procesu twórczego. Jeśli oczywiście chcecie.
Ucieszy Was pewnie informacja, że zaczynam powoli pisać rozdział 19, a więc wracam do blogowego życia. Najpierw jednak pojawi się tu bonus, już wkrótce, mam nadzieję.
Pozdrawiam! E_A

piątek, 24 czerwca 2016

I don't wanna be a princess

Zasadniczo miałam zacząć tę serię od Odchodzę, bo kocham, ale wynikła taka sytuacja, że zacznę od moich najnowszych dzieci.
Tak, zdaje się, że E_A jest już po sesji (no, powiedzmy, że po...) i ma zdecydowanie za dużo wolnego czasu. Co prawda powinna się brać za inne rzeczy, ale cóż... Tym razem występuję jako Szalona i to wszystko to tak naprawdę wina Szurniętej! Więc ten. Skargi, wnioski i zażalenia to do niej.
Ale przejdę już chyba do sedna.

Jak pewnie zauważyliście, w zakładkach Skoki i Inne, funkcjonuje trochę więcej opowiadań niż te, które pojawiają się na łamach Świata słów.... Wynika to z tego, że tu pojawiają się jednoparty (oraz trzyparty i inne wieloparty), ale także odnośniki do dłuższych historii, które również zabierają większy kawałek mojego czasu. Dopóki nie założyłam tego bloga, nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele historii roi się w mojej głowie.
Ale, tak jak już mówiłam, zacznę od mojego najnowszego dziecka, spłodzonego do spółki z Szurniętą (oj, to zabrzmiało wybitnie źle...), czyli I don't wanna be a princess.


Na początek, krótka geneza tego opowiadania:
A zaczęło się od tego, że Szurnięta odmówiła dalszego pisania AWY (o której, głośniej jest TUTAJ). Wypaliła się dziewczyna, no co zrobisz, jak nic nie zrobisz...? Ale że bezczynność jest zła, niedługo potem padł pomysł, by zacząć nowy projekt. Nowy projekt na początku miał być reaktywacją starego opowiadania, jeszcze z czasów gimnazjum, ale ostatecznie padło na coś zupełnie innego.
Księżniczki. Bo która dziewczynka nie chciała być choć przez chwilę księżniczką, no? No która, przyznać się...!
A czemu księżniczki...? Cóż etiopatogeneza tego zjawiska jest dość niejasna, ale największy wpływ miało chyba obejrzane ostatnio przez nas anime (miłosiernie nie podzielę się tytułem, wierzcie mi, będziecie zdrowsi), a ja dodatkowo byłam wciąż pod wpływem przeczytanej, a raczej połkniętej, ostatnio serii Rywalki autorstwa Kiery Cass (zdecydowanie polecam!). Jeśli ktoś czytał, ciężko będzie mu znaleźć powiązanie, ale jakiś wpływ na powstanie tego opowiadania miało.
Swój bardzo niewielki udział miała również najnowsza część X-menów, ale ci co widzieli, pewnie się zorientują ;).

I tyle w kwestii genezy. Co do przyszłości tego opowiadania ciężko mi coś więcej powiedzieć, bo "...całe życie na spontanie". Pewne nieścisłości są dozwolone, bowiem bawimy się nieco odmienną rzeczywistością. No i na koniec jeszcze garść informacji:





Tytuł: I don't wanna be a princess
Bohaterowie: Klara Anastazja Piast, Gabriela Amelia Piast, Andre Ole Skelett, Einar Christian Skelett, Artur, Daniel
Inni bohaterowie: May Clarkson, Wiktor Gerwazy Piast, Joanna, Wilhelm von Hoffermann, Evgenia Nadianova, Javier Serrano
Czas akcji: niezbyt odległa przyszłość, równoległa rzeczywistość
Czas trwania: czerwiec 2016 - czerwiec 2018
Status: zakończone
Liczba rozdziałów:  15+ prolog + epilog
Opis: 
Każda dziewczynka chce być księżniczką... Każda, prócz tych, które są księżniczkami.
Bycie księżniczką to nie tylko piękne suknie i wystawne przyjęcia. To również decyzje, które podejmuje się wbrew sobie. To kłamstwa, które wypowiada się dla większego dobra z pięknym uśmiechem na twarzy. To przysięgi składane z myślą, że będą łamane.
To życie, od którego nie da się uciec.






Z dodatkowych informacji:
Bonus do Saszy jest PRAWIE napisany. Powinien pojawić się na dniach. Odchodzę mam w głowie, jak tylko znajdę kąsek czasu to napiszę. Obserwujcie zakładki i dajcie znać, o której historii chcecie usłyszeć coś więcej.
Oczywiście o księżniczki też możecie pytać ;).
A, i wszelkie zaległości z komentarzami nadrobię ASAP, nie zapomniałam o Was! :*
Trzymajcie się ciepło, E_A

czwartek, 9 czerwca 2016

Tak po prostu...?

Przechadza się niespokojnie wokół miejsca spotkania. Nie jest nerwowa, po prostu nie może usiedzieć w miejscu, na ławce, na której się umówili. Zresztą zimowa aura nie zachęca do pozostawania w bezruchu. 
Zerka na zegarek, upewniając się, że wciąż jest wcześnie. Po co tak szybko wyszła z domu…? Może dlatego, że bardzo cieszy się na spotkanie z Klemensem. W końcu to pierwsze takie spotkanie, które może znaczyć „coś” – coś więcej. Uśmiecha się lekko do swoich myśli, bowiem ta znajomość wydaje jej się trochę jak z jakieś bajki.
Podnosi głowę, by poprawić czapkę, a jej uwagę zwraca samotna postać stojąca nad brzegiem stawu. Charakterystycznie zgarbione plecy i wyjątkowa chudość, a także brązowe kłaki wystające spod czapki, pozwalają Klarze rozpoznać w niej swojego przyjaciela. Waha się przez chwilę, w końcu jednak podchodzi do niego. Kiedy staje tuż obok, chłopak zwraca się ku niej, a na twarzy pojawia się mu wąski uśmiech.
- Klara. Co tu robisz?
Nie widzieli się od ponad roku. Inne studia, inne zajęcia, praca… Drobne nieporozumienia. To jednak kumpel z liceum, ktoś w sumie bliski. Nawet bardzo bliski, biorąc pod uwagę to, co kiedyś do niej czuł.
- Czekam na kogoś i jak zwykle za wcześnie wyszłam z domu…
- Cała ty… - Paweł uśmiecha się ciut szerzej.
- A ty co tutaj robisz samotnie? – choć kontakt im się urwał, nie było tajemnicą, że Paweł z Sylwią, którą Klara miała nieprzyjemność spotkać, jest nierozłączny. Nigdy nie mogła zrozumieć, co ta dwójka w sobie widzi, ale miłość przecież nie wybiera…
- Jakoś tak… - smutnieje lekko. – Musiałem odreagować.
- Coś się stało? – niepokoi się Klara.
- Rozstałem się z Sylwią.
Mruga zaskoczona, a Paweł przygląda jej się jakby nie rozumiał jej zdziwienia. Po ponad dwóch latach…?!
- Ale… dlaczego? – udaje jej się wyjąkać.
- Nie pasowaliśmy do siebie. Tak naprawdę nigdy się nie kochaliśmy. Ona była ze mną dla pieniędzy, a ja… - wzdycha lekko. – A ja żeby wywołać czyjąś zazdrość...
Nie potrafi rozpoznać emocji, które nim targają, kiedy spogląda jej prosto w oczy. I dlaczego w tym momencie przypomina sobie tę sytuację sprzed trzech lat, gdy…
- Ty? Zazdrość? – nagle robi jej się bardzo gorąco, chce odejść, ale Paweł przyciąga ją do siebie i zdecydowanie całuje.
Przez krótki moment jest zbyt zaskoczona by zareagować, po chwili jednak odpycha go od siebie i wymierza siarczysty policzek, który echem rozchodzi się po pustym o tej porze parku. Odwraca się na pięcie i szybko ucieka, nie patrząc, jak duży ból mu zadała.
Kiedy oddala się wystarczająco, wyciąga telefon i lekko drżącymi rękami wybiera numer Klemensa. Chce mu przekazać, że nie mogą się spotkać w tym miejscu. Chciałaby jak najszybciej go zobaczyć, by powiedzieć mu co jej się przydarzyło. Przygryza usta, by pozbyć się tego uczucia, kiedy operator informuje ją, że nie może się teraz połączyć z żądanym numerem. Dzwoni raz jeszcze, a potem jeszcze raz. Za czwartym razem połączenie zostaje ewidentnie odrzucone. Patrzy z niedowierzaniem na wyświetlacz i podejmuje jeszcze jedną próbę. Klnie cicho pod nosem, kiedy po dwóch sygnałach zostaje rozłączona. Wysyła więc SMSa i czeka jeszcze kilka minut, ale gdy Klemens się nie pojawia, postanawia wrócić do domu. Nie chce ponownie wpaść na Pawła bez swojego skocznego przyjaciela u boku. Pisze jeszcze jedną wiadomość i szybkim krokiem rusza w kierunku domu.

***

Wieczorem pada zmęczona na łóżko i włącza laptopa. Próbowała się dodzwonić do Klemensa jeszcze kilka razy, jednak bezskutecznie. Nie ma nawet pojęcia, co się mogło stać. Czy zapomniał o spotkaniu? Trening się przedłużył? Coś mu wypadło? A może coś mu się stało...? Droga z Zakopanego jest długa, a on na pewno był zmęczony po konkursowym weekendzie. A jeśli miał wypadek...?
Nie może o tym nawet porozmawiać z najlepszą przyjaciółką, bo ta akurat wyjechała i wraca dopiero następnego dnia rano. Mało pocieszające są również wiadomości od Pawła, które kasuje bez czytania. On nie ma się z czego tłumaczyć, już kiedyś zawiódł jej zaufanie i wiedział, że nie dostanie drugiej szansy.
Loguje się na Facebooka, licząc, że tam uda jej się złapać przyjaciółkę. Przeglądanie czatu w jedną i drugą stronę nie sprawia jednak, że Zuza magicznym sposobem robi się dostępna. Zielona kropka jednak niespodziewanie pojawia się przy nazwisku Klemensa. Klara natychmiast otwiera okno konwersacji, nim ten ponownie zniknie.
Klara: Klemens, co się stało? Wszystko okej?
Długo wpatruje się w kursor migający na ekranie, nim pojawia się informacja, że rozmówca zaraz jej odpowie. Nerwowo wpatruje się w napis „Klemens pisze…”, aż w końcu dostaje lakoniczną odpowiedź:
Klemens: Nie udawaj, że nie wiesz.
Wpatruje się w ekran, nie mogąc pojąć, o co mu może chodzić. To on nie stawił się na spotkanie i nie odbierał telefonów. To on olał ją wtedy, kiedy go potrzebowała i to w dniu, który miał być dla nich obojga bardzo radosny… Nigdy się tak nie zachowywał.
Klara: Odbierzesz telefon? Zdaje się, że musimy porozmawiać…
Klemens: Myślę, że tu nie ma nic do wyjaśniania.
Nim udaje jej się wymyślić jakąś odpowiedź, zielona kropka znika, a chłopak ponownie zaczyna ją ignorować. Prycha zdenerwowana, gwałtownie zamyka laptopa i czym prędzej idzie spać.

***

Następnego dnia rano wsiada w samochód i jedzie do Zakopanego. Całą noc zachowanie Klemensa nie dawało jej spać, dlatego wypiwszy rano mocną kawę rusza do jego rodzinnego miasta, by spotkać się z nim osobiście. Liczy, że jeżeli złapie go na treningu, to uda im się spokojnie porozmawiać. Być może powinna dać sobie spokój, ale za mocno jej na nim zależy. Nie może pozwolić, by jakieś nieporozumienie, bo to musi być jakieś cholerne nieporozumienie, zniszczyło ich przyjaźń. A może nawet coś więcej…
Doskonale znana droga mija jej szybko. Jeździ nią przecież prawie co weekend. Klemens również. Czy sto siedemdziesiąt kilometrów różnicy jest problemem…? Jak widać, nie.
Omija „Zakopiankę” wynalezionym podczas wielokrotnych podróży skrótem, więc udaje jej się uniknąć większości korków. Kiedy późnym rankiem mija tablicę z napisem „Zakopane”, oddycha głęboko. Nawet jak na wczesną wiosnę trochę dużo tu śniegu. Zastanawia się gorączkowo, czy uda jej się wjechać pod skocznię bez łańcuchów, w końcu jednak postanawia zostawić auto kawałek wcześniej. Z trudem znajduje miejsce parkingowe dla swojego kombi, zatrzaskuje drzwi i szybkim krokiem rusza w kierunku Wielkiej Krokwi.
Widok kilkudziesięciu ludzi kręcących się wokół skoczni potwierdza, że trwa trening. Przepycha się przez tłum i dopada barierek. Szuka go wzrokiem, jednak widocznie jest już na górze, łapie więc pierwszego lepszego zawodnika, który ją mija.
- Hej, jest Klemens? – pyta jakiegoś juniora, którego imię wypada jej akurat z pamięci.
- Klimek? Na górze, zaraz skacze…
Zaciska kciuki, bo przecież zawsze gdzieś na dnie serca czai się obawa, że coś pójdzie nie tak. Patrzy z uwagę na jego lot i od razu wie, że coś jest nie w porządku. Skok nie jest udany, wręcz widać, że skoczek ma jakiś problem. Najwyższa pora dowiedzieć się jaki…
Wypina narty i składa je z trzaskiem. Ściąga gogle na szyję i szybko schodzi z areny. Podąża za nim wzrokiem, nagle przypomina sobie by go zawołać. Dziś wyjątkowo się jej nie spodziewa, nie będzie więc jej wypatrywał w niewielkim, ale zawsze, tłumie.
- Klemens…!
Przystaje i odwraca się w jej stronę. Na chwilę na jego twarzy pojawia się ten uśmiech, którym zwykł ją witać, jednak ściera go szybko i zastępuje marsową miną. Podchodzi jednak bliżej.
- Co ty tutaj robisz? – pyta oschle.
- Zdaje się, że powinniśmy porozmawiać – mówi Klara spokojnie.
Otwiera usta, by odrzec coś gwałtownie, jednak się powstrzymuje, zdając sobie sprawę z obecności licznie zgromadzonych przypadkowych obserwatorów.
- Chodź – mówi krótko i rusza w kierunku domku.
Klara wzdycha lekko, ale posłusznie przełazi przez barierkę, ignorując wrogie spojrzenia innych kibiców, i podąża za nim. Wchodzi do pomieszczenia i zamyka za sobą drzwi. Patrzy w milczeniu, jak skoczek odkłada narty na właściwe miejsce, zmienia buty i zdejmuje kombinezon.
- To o czym chcesz rozmawiać…? Bo moim zdaniem nie ma o czym.
Klara zaciska mocno usta, dotknięta do żywego. Bierze jednak głęboki oddech i mówi spokojnie:
- Nie odbierasz moich telefonów, ignorujesz moje wiadomości, bez słowa wyjaśnienia olałeś nasze spotkanie…
- Byłem tam – przerywa jej.
- Byłeś wczoraj w Katowicach…? – pyta zaskoczona.
- Tak – patrzy jej prosto w oczy. – Jakbyś mi wcześniej powiedziała, że nie mam u ciebie szans, to nie robiłbym sobie nadziei.
Wpatruje się w niego zaskoczona, kiedy jego słowa powoli do niej docierają. I z jednej strony robi jej się ciepło na sercu, bo po raz pierwszy wprost powiedział, że mu na niej zależy, a jednocześnie dociera do niej jak bardzo bezsensowne było jego zachowanie.
- Wystarczyło, żebyś zapytał… - mówi, jednak Klemens nie daje jej dokończyć.
- Co, miałem zapytać „Hej, a może nie powiedziałaś mi jeszcze o swoim chłopaku? Bo wiesz, zależy mi na tobie i miło byłoby wiedzieć…”? – rzuca ironicznie.
- …wystarczyło, żebyś zapytał mnie, kim on dla mnie jest – mówi dalej spokojnie. – Wystarczyło, żebyś odebrał choć jeden telefon i wysłuchał, jak mówię ci, że mój kumpel z liceum wciąż jest we mnie po uszy zakochany i znienacka naruszył moją przestrzeń osobistą. Mocno naruszył – akcentuje ostatnie wyrazy. – Wystarczyło, żebyś odebrał, a ja powiedziałabym ci, jak bardzo źle się z tym czuję, jak bardzo boli mnie dłoń po tym, jak dałam mu w twarz. Jak bardzo chcę, żebyś teraz przy mnie był… - mówi coraz ciszej, a z twarzy Klemensa powoli znika wzburzenie.
- Miło mi słyszeć, że ci na mnie zależy, ale boli mnie, jak łatwo dałeś za wygraną, jak łatwo pozbyłeś się tego zaufania, które udało nam się zbudować… Wolałeś z tego wszystkiego zrezygnować, zamiast zadać jedno, głupie pytanie…? Zamiast odebrać jeden, cholerny telefon...? To jest twoje „zależy mi”…?– pyta cicho, po czym odwraca się i wychodzi z domku. Nie trzaska drzwiami, nie podnosi głosu. Po prostu odchodzi.
I to chyba jest najgorsze.

***

Kiedy wraca do Katowic, zimowa aura znika, a na Śląsku wita ją deszcz i chlapa. Pogoda, która idealnie jej nastrój. Ciężko jest jej uwierzyć, że Klemens tak łatwo ją skreślił. Jak mógł myśleć, że zataiła przed nim jakiegoś wyimaginowanego chłopaka…?
Klnie w myślach na Pawła, który musiał się pojawić w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Ociera łzy, które pojawiają się na jej policzkach, kiedy nagle dzwoni telefon. Jako przykładny kierowca, zakłada słuchawki i odbiera połączenie.
- Tak? – pyta cicho.
- No, Klara w końcu da się pogadać! – słyszy radosny głos Zuzy. – Mam dla ciebie newsa, po prostu padłam jak to usłyszałam… Gdzie jesteś?
- Właśnie wracam z Zakopca…
Po drugiej stronie na chwilę zapada cisza.
- Twój głos absolutnie na to nie wskazuje… Babski wieczór u mnie?
Klara waha się tylko chwilę.
- Będę za pół godziny – mówi cicho i kończy połączenie.

***

- Klimek, coś ty taki struty…?
Mruczy coś niewyraźnie i powoli pakuje sprzęt. Trening dobiegł końca. Oddał jeszcze dwa skoki, ale żaden nie był nawet „niezły”. Teraz czas pakować się do busa i wracać do domu. A tam nadal bić się z myślami.
- Klemens, mówi się…
Dopiero jego pełne imię budzi go z letargu. Podnosi głowę. Kamil przygląda mu się z troską. Młodszy skoczek wzdycha ciężko.
- Najpierw wchodziłeś wkurzony, a teraz wyglądasz jakby ci się wszystkiego odechciało…
Klemens nadal nie reaguje.
- Niech zgadnę, twój humor ma związek z pewną dziewczyną, która na każdym treningu koczuje pod skocznią i zajeżdża auto by się z tobą zobaczyć…? – starszy skoczek uśmiecha się ciepło, zachęcając Klemensa, by powiedział, co leży mu na sercu.
- Spaprałem – wyrzuca ten nagle z siebie gwałtownie. – Całkowicie, nieodwołalnie, na całej linii – mówi coraz bardziej wzburzony, dając upust emocjom. - Ubzdurałem sobie, że obcałowuje się z kimś i nawet nie raczyłem zapytać jej o jej wersję wydarzeń, z miejsca uznałem, że jest winna. A tak naprawdę właśnie wtedy potrzebowała mnie najbardziej. Rozumiesz? – pyta sfrustrowany. - Była przy mnie za każdym razem, kiedy jej potrzebowałem. Mogłem zadzwonić o trzeciej w nocy, a ona odbierała. Jeden gorszy dzień, a ona już wsiadała w auto, żeby przejechać te cholerne sto siedemdziesiąt kilometrów i poprawić mi humor. Starałem się robić to samo, ale teraz nawet nie raczyłem odebrać telefonu i pozwolić jej wyjaśnić, by wysłuchać jej, kiedy to ona potrzebowała mnie. Wystarczył mi tylko rzut oka i nawet mi do głowy nie przyszło, że ten facet dobiera się do niej wbrew jej woli.
Kamil przygląda się, jak krąży pod domku coraz bardziej wściekły. Dla podkreślenia swoich słów w końcu uderza pięścią w ścianę, co skutkuje jedynie jękiem i litanią przekleństw.
- Klemens… chyba powinieneś do niej pojechać – mówi Kamil, kiedy ten jest już względnie spokojny.
- Tak po prostu? – pyta z niedowierzaniem skoczek.
- Tak po prostu. Zaufaj mi, w końcu od ładnych paru lat mam żonę – uśmiecha się ciepło i zostawia młodszego kolegę samego ze swoimi myślami.

***

Zuza wita ją w drzwiach z kubkiem kakao. Odbiera go z wdzięcznością i natychmiast odstawia na blat, bo przecież trzeba przywitać się Sabą, która szczeka krótko z radości, że ktoś przyszedł w odwiedziny. Klara pozwala suczce oblizać końcówki palców i ściąga buty. Potem sięga po kubek i bierze głęboki łyk kakao.
- Tego było mi trzeba – wzdycha z ulgą i przytula Zuzę na przywitanie. – Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Zginęłabyś marnie. A teraz mów natychmiast co się dzieje! – żąda przyjaciółka, siadając przy kuchennym stole.
- Nie, ty zaczynaj od tego newsa, ja jeszcze muszę to wszystko trochę przetrawić…
Zuza zerka na nią z troską, ale z werwą zaczyna swoją opowieść.
- Nie uwierzysz. Wróciłam dziś w nocy, padłam jak długa, no a rano otwieram FB i co widzę…? Paweł zerwał z Sylwią…!
Klarze rzednie mina, co natychmiast zostaje dostrzeżone przez Zuzę.
- Tylko mi nie mów, że im skrycie kibicowałaś…! Ten związek nie miał przyszłości…
- Jak miał mieć, skoro on był z nią tylko dlatego, żebym zrozumiała, co straciłam…? – mówi gorzko Klara, wprawiając w osłupienie przyjaciółkę.
- Wiedziałam…! Wiedziałam, że on nadal się w tobie buja…! Ale teraz mów, jaki to ma związek z twoją nagłą wizytą w Zakopcu. Bo nie wmówisz mi, że nie ma…
Klara krzywi się lekko.
- Miałam się wczoraj spotkać z Klemensem…
- No, miałam właśnie cię zapytać o waszą „randkę”… - posyła jej znaczące spojrzenie, nie powoduje to jednak uśmiechu na twarzy Klary, jak się spodziewała.
- Kiedy na niego czekałam, napatoczył się Paweł i ni z gruszki ni z pietruszki zaczął mnie całować. Tak po prostu, bo on był z Sylwią tylko na pokaz… Dałam mu w twarz i wróciłam do domu.
- A co z Klemensem…? – pyta cichutko Zuza.
- Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Wieczorem zbył mnie na czacie, krótko mówiąc nagle zaczął mnie ignorować. Więc pojechałam dziś na trening, żeby to wyjaśnić…
- …a on po prostu zobaczył cię w parku z Pawłem i wyciągnął złe wnioski … - kończy Zuza domyślnie.
- Nawet nie dał mi nic wyjaśnić… - Klara kręci zrezygnowana głową. - Nawet nie zapytał, a ja nie wiedziałam, co się stało… Martwiłam się, a on po prostu postanowił przekreślić w jednej chwili wszystko, co nas łączyło…
- Nie jesteś na niego zła… - stwierdza Zuza.
Klara kręci głową.
- Nie. Pewnie sama bym pomyślała coś podobnego na jego miejscu. Ale… - zastanawia się przez chwilę, jak ubrać w słowa swoje myśli. - …ale nie powinien się tak zachować. Skoro mu zależy, dlaczego nie zawalczył? Dlaczego nawet nie próbował zrozumieć, wyjaśnić…? Porozmawiać...?
Zuza wzdycha lecz nim udaje jej się coś odpowiedzieć, Klarze nagle dzwoni telefon. Zerka na wyświetlacz, mocno zaskoczona.
- Klemens…
- Odbierz! – woła natychmiast Zuza.
- Tak po prostu…?
- Do jasnej cholery, nie zachowuj się jak on! – irytuje się przyjaciółka. – Zależy ci na nim, czy nie?
Klara nie odpowiada, po prostu wciska zieloną słuchawkę i przykłada telefon do ucha. Milczy chwilę, nie wiedząc co powiedzieć.
- Klara…? – Klemens w końcu odzywa się cicho.
- Tak?
- Gdzie jesteś…? – pyta niepewnie, jakby bał się, że się zaraz rozłączy.
- U Zuzy – odpowiada krótko.
- Mogę przyjechać…? – pyta jeszcze mniej pewnie.
- To nie jest pytanie do mnie – mówi Klara bez emocji, choć na dźwięk jego skruszonego głosu od razu mięknie jej serce.
- A możesz ją zapytać…?
- Dam ci ją do telefonu – odpowiada i przekazuje słuchawkę zaskoczonej przyjaciółce.
Zuza potakuje kilka razy, po czym zakrywa mikrofon ręką i pyta:
- Mam go zaprosić czy nie?
- To twój dom…
- Ale twoja decyzja! – syczy scenicznym szeptem.
Klara milczy niezdecydowana.
- Do cholery, chcesz go tu, czy nie?
- Chcę – mówi w końcu bardzo cicho.
Zuza dokańcza rozmowę i odkłada telefon na stół. Przygląda się chwilę w milczeniu Klarze i kręci głową. Ta ostatnia siedzi zamyślona, ze wzrokiem wbitym w okno. Machinalnie nawija na palec pasmo włosów, ewidentnie martwiąc się mającym nastąpić spotkaniem.
Zuza ponownie kręci głową, wstaje i podchodzi do szafki. Wyciąga z niej paczkę popcornu, którą wsadza do mikrofalówki.
- Co robisz? – dźwięk pękających ziaren wyrywa Klarę z zadumy.
- Popcorn. Klemens mówił, że będzie za dwie godziny, więc akurat zdążymy obejrzeć jakiś babski film – wyjaśnia Zuza. – Bo zdaje się, że potem z naszego babskiego wieczoru nici…
- Nie wiadomo… - wzdycha Klara ciężko.
- Akurat, już to widzę – sarka Zuza, wysypując popcorn do miski i ruszając w kierunku pokoju. – Przecież wiem, że już mu wybaczyłaś. Spoko, na czas przeprosin wyniosę się na górę…
- Przecież się nie pozabijamy… - uspokaja ją Klara, klapiąc obok niej na kanapie.
- Ale mnie chodziło raczej o to, co będzie po przeprosinach… - przyjaciółka puszcza jej oko, odstawia miskę na stół i podłącza laptopa do telewizora.
Kiedy do Klary dociera, co miała na myśli przyjaciółka, zaczyna ją okładać wyciągniętą spod siebie poduszką, cała czerwona na twarzy. Zuza śmieje się głośno i bezlitośnie jej oddaje. Po chwili zziajane odkładają broń i zbierają popcorn, który w ferworze walki wylądował na podłodze.
- Okej, to co oglądamy…?

***

Dokładnie w momencie, w którym na ekranie pojawiają się napisy końcowe, rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Saba natychmiast zaczyna szczekać, a Zuza biegnie do drzwi, uciszając jednocześnie psa. Klara powoli zbiera się z kanapy i ostrożnie wsuwa się do przedpokoju.
- No, Saba spokój…! Dobrze obwąchaj, tak, nowy zapach…? No już? Wybacz, musi cię poznać – wyjaśnia Klemensowi.
Chłopak głaszcze suczkę, która już stuprocentowo go zaakceptowała i ufnie liże go po ręce. Wstaje z kucek i jego wzrok pada na Klarę stojącą w drzwiach do salonu.
- O, Saba chcę iść na spacer – woła nagle Zuza. – Bardzo was przepraszam, ale muszę z nią wyjść… - chwyta psicę za obrożę i wyciąga na korytarz, mimo iż ta ewidentnie wzbrania się przed wyjściem na mróz. – No, chodź, przecież widzę, że chcesz… Wrócę za kilka minut… albo kilkadziesiąt – nie mija pięć sekund jak drzwi zamykają się za nimi z trzaskiem.
Stoją naprzeciwko siebie, jednak żadne nie odważa się odezwać pierwsze. Przyglądają się jedynie sobie z odległości paru metrów, jakby na nowo próbowali przypomnieć sobie swój wygląd.
- Cześć… - Klemens odzywa się w końcu. – Ja…
Rozgląda się po kuchnio-przedpokoju, jakby szukając natchnienia. Wzdycha ciężko, ściąga kurtkę z logo reprezentacji, widać, że przyjechał prosto z treningu, i wiesza ją na wieszaku. W końcu zbiera się na odwagę, by spojrzeć na Klarę, która wpatruje się w okno z założonymi rękami.
- Ja przyjechałem przeprosić… - mówi w końcu. – Pewnie powinienem kupić jakiegoś kwiatka, czy coś, ale…
- Nie lubię kwiatków – wtrąca Klara, w końcu na niego spoglądając. – Są niepraktyczne.
- Klara… zachowałem się głupio. Przez całą drogę zastanawiałem się, co ci powiedzieć, jak wytłumaczyć, przeprosić… Ale nic nie wymyśliłem. Jedyne, co mogę powiedzieć, to zależy mi na tobie tak bardzo, że chciałem to okazać w najgorszy możliwy sposób. Zgłupiałem, myślałem, że osoba, która zrobiła dla mnie tak wiele, która tyle dla mnie znaczy, nagle okazuje się poza moim zasięgiem, jest kimś innym, niż mi się wydawało. Myliłem się. Ja chciałem tylko…
Wzdycha i odwraca wzrok w kierunku okna, w które jeszcze przed chwilą wpatrywała się Klara. Ta podochodzi do niego bliżej, tak że stoją tuż obok siebie.
- Ja chciałem tylko żebyś wiedziała, jak wiele dla mnie znaczysz – gwałtownie zwraca w jej stronę głowę. – Żebyś…
- Cicho, głuptasie – przerywa mu w pół słowa. – Nic już nie mów… - przysuwa się jeszcze bardziej i delikatnie go całuje. Klemens obejmuje ją w pasie i przedłuża pocałunek. Dopiero po chwili odsuwają się od siebie lekko zarumienieni z emocji.
- Chyba trzeba zawołać Zuzę – mówi Klara. – Tak się śpieszyła, że zapomniała kurtki.
- A także smyczy dla Saby – uśmiecha się Klemens. – Więc pewnie jeszcze trochę za nią pobiega. I rozgrzeje przy okazji. Ale chyba wiem, jak wykorzystać ten czas... - przyciąga ją do siebie i raz jeszcze całuje, a Klara nie protestuje. Saba przecież zasłużyła na porządny spacer.


***

- Klemens…?
- Tak?
- Możemy sobie coś obiecać?
- No?
- Nie pozwólmy by drobne nieporozumienia zniszczyły to… to co nasz łączy.
- Masz na myśli… miłość?
- Miłość...? To odważne słowa, ale... Ale chyba tak. Chyba właśnie to mam na myśli.
- Dobrze. Nie pozwolimy.
- A, i w sumie…
- No?
- Wypadało by chyba w końcu wpuścić Zuzę do jej własnego domu.

__________
Miał być bonus do To nie jest miłość, ale napadła mnie sesja, więc bonus jest napisany w 60% i do końca czerwca raczej nie ulegnie to zmianie :(. Dlatego druga, nieco inna, skokowa historyjka w moim wykonaniu. Tym razem jednoczęściowa :). 
Ci, co znają mnie z Odchodzę, pewnie będą kręcić nosem, że znowu Klimek, ale co ja zrobię, że mam do niego jakiś taki sentyment i słabość, no...? Tak samo jak do imienia Ala, bo początkowo Klara była Alą. Ale co za dużo, to niezdrowo, więc wprowadziłam małe zmiany.
Nie jestem do końca zadowolona z tego jednoparta, bo to takie ni pies ni wydra. Miało być krótsze, wyszło dłuższe, ale za krótkie dla odmiany... jeśli rozumiecie, o co mi chodzi :P.
Co jeszcze o tym tworze? Chyba nic. Co sobie pomyśleliście na końcu to Wasze, ja umywam ręce. I... czy ktoś zauważył, że w trzeciej osobie też potrafię pisać? :D
Okej, starczy tej paplaniny. Pytanie: Chcecie ode mnie coś niekoniecznie skokowego? ;)
Trzymajcie się ciepło!
(i trzymcie kciuki za moją anatomię </3!)
[Wszelka zbieżność nazwisk, imion i podobizn jest (nie)przypadkowa. Nie zmienia to faktu, że przedstawione tu osoby nie mają ŻADNEGO odzwierciedlenia w rzeczywistości i nie należy ich w żaden sposób utożsamiać z prawdziwymi osobami]