Oslo, 14.03.2015
Trwa seria próbna do konkursu mieszanego*. Czekam na górze na swój
skok, obserwując jednocześnie na ekranie, jak na belce siada
właśnie Daniela. Moja koleżanka z drużyny ląduje daleko, tak że
po jej skoku utrzymujemy prowadzenie. Mam nadzieję, że w konkursie
pójdzie nam równie dobrze.
Kilka minut później ja sam siadam na belce, jako ostatni z
zawodników. Uśmiecham się, widząc jak na dole kibice powoli
wypełniają trybuny swoim gwarem i wielobarwnymi flagami. To właśnie
jest to, co kocham w tym sporcie.
Odpycham się energicznie na znak trenera i parę sekund później
szybuję w powietrzu wysoko nad śnieżnobiałym zeskokiem. Widzę
linię wyznaczającą rozmiar skoczni i tuż przed nią składam się
do lądowania. Dotykam śniegu, chwiejąc się przy tym lekko i
podjeżdżam do bandy. Nawet nie patrzę na odległość – to nie
jest ważne. Ważne jest to, że ten skok był dobry, a nawet bardzo
dobry. Oby udało się mi go powtórzyć w konkursie.
- Nieźle, stary! - Kraft klepie mnie po plecach, kiedy schodzę z
areny skoczni. Nie załapał się do dzisiejszego składu, a naszą
mieszaną drużynę tworzę wraz z Gregorem, Danielą i Evą.
- Brawo, kochanie – słyszę nagle, kiedy Lara podchodzi do mnie od
tyłu i całuje w policzek.
- Przyjechałaś – uśmiecham się na jej widok i porywam ją w
objęcia.
- Obiecałam, że będę ci kibicować – wspina się na palce i
delikatnie całuje. - Cały czas trzymałam kciuki.
Obejmuję ją mocniej i oddaję pocałunek, a obok nas Kraft wywraca
oczami.
- Jak już skończycie wymieniać płyny ustrojowe, to porywam twoją
dziewczynę na kawę, Hayboeck – mówi.
- Bo? - pytam podejrzliwie.
- Po pierwsze, żeby cię nie rozpraszała – Stefan mruga do mnie
porozumiewawczo. - Po drugie, i tak musisz zaraz się ogarniać do konkursu.
I, po trzecie...
- ...mamy do załatwienia z Kraftem jedną sprawę – Lara uśmiecha
się tajemniczo. - Zobaczysz po konkursie, słonko.
- Czyli mnie zostawiacie? - pytam, a moja dziewczyna ze śmiechem
całuje mnie w policzek i idzie za Kraftem, machając mi przez ramię.
Wzdycham ciężko, ale wiem, że w jego towarzystwie nic jej nie
grozi. Mój kumpel dobrze się nią zaopiekuje, a ta ich tajemnicza
sprawa to pewnie spóźniony prezent urodzinowy, który obiecali mi
dostarczyć z dwutygodniowym poślizgiem.
Idę się przebrać i dać serwisantowi narty do nasmarowania, a
następnie staję z Danielą koło bandy, by obserwować pierwszą
grupę skoczkiń, które będą oddawać za chwilę swoje konkursowe
skoki. Po drodze przybijamy piątkę z Gregorem, który już rusza na
górę, po czym skupiamy wzrok na skoczni, by kibicować Evie, która
skacze jako pierwsza w naszej drużynie.
Konkurs zaczyna się punktualnie i spiker zapowiada pierwszą
zawodniczkę z Finlandii. Z średnim zainteresowaniem słucham głosu
komentatora, zwłaszcza, że mimo iż mówi po angielsku, jego
wyraźny norweski akcent uniemożliwia mi zrozumienie w pełni jego
wypowiedzi. Dociera jednak do mnie komunikat:
- And now, bib number two, contestant from Russia, Oleksandra
Nikolajewicz....
Odrywam wzrok od tłumu, w którym próbowałem wypatrzeć Larę z
Kraftem i zaskoczony wbijam wzrok w próg skoczni, z której właśnie
wybija się wspomniana zawodniczka.
Nikolajewicz...?
Obserwuję jej spokojny, choć nieco krótki lot, zastanawiając się,
dlaczego to nazwisko wydaje mi się znajome. Zdaje się, że był
taki rosyjski pisarz, ale...
Dziewczyna dojeżdża do bandy, składa narty i ściąga kask, a ja w tym momencie sobie
przypominam.
Ją, jej niebieskie oczy i piegi na nosie. Oraz tamtą noc w Soczi.
W każdym, najmniejszym szczególe.
Kiedy podchodzi bliżej, przerzucając przez ramię gruby warkocz,
nie mam już żadnych wątpliwości.
- Sasza...? - wołam ją, totalnie zaskoczony jej obecnością.
Dziewczyna zatrzymuje się, szukając zapewne źródła głosu i jej
wzrok pada na mnie. Podchodzę bliżej, ponownie wymawiając jej
imię.
- My się znamy...? - marszczy brwi, jakby zaskoczona moim widokiem.
- Tak, przecież... - milknę w pół słowa.
...przecież spaliśmy ze sobą rok temu.
Czy tylko w mojej głowie brzmi to tak głupio...?
Na jej twarzy pojawia się cień ironicznego uśmiechu, co uświadamia
mi, że chyba jednak mnie rozpoznała.
Że jednak mnie pamięta.
Czemu więc udaje, że jest inaczej...?
- Chyba musiałeś mnie z kimś pomylić, przykro mi – kręci głową
i zakłada narty na ramię.
- Nie, poczekaj...! - łapię ją za łokieć i napotykam wrogie
spojrzenie Maksimoczkina.
- Jakiś problem? - pyta po angielsku, podchodząc z groźnie zmrużonymi oczyma i obejmuje Saszę ramieniem.
- Wszystko w porządku, Misza – uspokaja go dziewczyna, wysuwając
się spod jego ręki. - To zwykła pomyłka. Chodź, przecież musisz
zaraz iść na górę...
Odchodzą w stronę boksów, rozmawiając cicho po rosyjsku.
Odprowadzam ją spojrzeniem, obserwując jak kołysze biodrami w rytm
kroków. Odrywam od niej wzrok dopiero, kiedy Daniela szturcha mnie,
wskazując siadającą na belkę Evę. W tym samym momencie dołącza
do nas Lara, która ponownie całuje mnie w policzek i wspólnie
oglądamy konkurs do czasu, gdy musimy wybierać się już z Danielą
na górę.
A ja cały czas mam przed oczami inną skocznię, inne miasto i inną
dziewczynę.
Dziewczynę, z którą łączy mnie tylko jedna wspólnie spędzona
noc.
***
Po konkursie, który nie poszedł do końca po naszej myśli, szybko
przebieram się i ruszam pod boks Rosjan. Sam dobrze nie wiem, po co
tam idę. Muszę jednak z nią porozmawiać, muszę się dowiedzieć
co tutaj robi.
Skacze, kretynie. Tak jak i ty.
Znajduję ją na tyłach boksów, kiedy rozciąga się na barierkach.
Widzę jak pod przylegającymi spodniami napina mięśnie ud, a mojej
głowie nagle pojawia się wspomnienie tych nóg zaciskających się
wokół moich bioder.
- Wiem, że gapisz się na mój tyłek, Hayboeck.
Sasza obraca się i bierze się pod boki, odgarniając z twarzy
kosmyki włosów, które wysunęły się z warkocza. Patrzy na mnie,
jak zwykle prowokująco, a mnie nachodzi myśl, że puchowej kurtce i
czapce wygląda równie seksownie co i tamtego wieczoru w Soczi.
- Dlaczego udawałaś, że mnie nie znasz? - pytam, nie pozwalając
moim myślom za bardzo się zagalopować.
- Bo cię nie znam, Hayboeck. Tak jak i ty nie znasz mnie –
odpowiada, podchodząc bliżej. - Nic nas nie łączy, Michi.
- Nic, prócz tej jednej nocy – poprawiam ją.
- Nic, prócz tej jednej nocy – powtarza jak echo, przesuwając
palcem wskazującym wzdłuż linii mojej szczęki i staje na palcach,
tak że nasze twarze znajdują się teraz na jednej wysokości.
I usta.
- Jestem tu z dziewczyną – potrząsam głową i odsuwam się na
bezpieczną odległość.
Bezpieczną, czyli taką by nie czuć jej perfum. Tych samych, co
wtedy, w Soczi.
- Szkoda – wydyma usta, opierając prawą rękę na biodrze.
- Gdybym wiedział, że tu będziesz, to... - urywam w pół słowa,
bo właśnie sobie uświadamiam, co chciałem powiedzieć.
Sasza uśmiecha się ironicznie, jakby doskonale wiedziała, o czym
pomyślałem. Bo pewnie wie. Wie, jak ciężko mi oderwać od niej
myśli, jak ciężko mi zapomnieć o tamtej nocy.
Mimo iż powinienem. Choćby ze względu na Larę.
- Sasza, my skorko budem** – z boksu wychyla się Michaił i
obrzuca nas uważnym spojrzeniem.
- Da, ja uzhe idu** – rzuca przez ramię, a kiedy Rosjanin
zamyka drzwi, odwraca się z powrotem w moim kierunku.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że skaczesz? - pytam z wyrzutem, bo
to to pytanie dręczyło mnie najbardziej.
Sasza podchodzi do mnie znów bliżej i opiera dłonie na moich
ramionach, przypierając mnie lekko do barierek.
- A coś by to zmieniło? - pyta niskim głosem, mrużąc lekko oczy.
- Tak! Gdybym wiedział, że mogę cię spotkać na skoczni to
zachowałbym się o wiele rozsądniej – odpowiadam nieco wzburzony,
czując jak metal wbija mi się w plecy.
- Doprawdy...? - unosi lekko brew. - Tak rozsądnie jak teraz, hm? -
kpi, a ja szybko cofam ręce, które nie wiadomo jak znalazły się
nagle na jej talii.
- Przestań – odsuwam się od niej, co kwituje jeszcze bardziej
ironicznym uśmiechem. - Dlaczego to robisz?
- Bo to nic nie znaczy – wzrusza ramionami. - Dla mnie to też była
chwila, jedna noc. Nic więcej. Skąd miałam wiedzieć, że po
wyleczeniu kontuzji załapię się do kadry? Skąd miałam wiedzieć,
że wpadnę na ciebie, a ty znowu zaczniesz rozbierać mnie
wzrokiem...? No, Hayboeck, powiedz mi, skąd miałam wiedzieć...? -
pyta zadziornie, a ja ze zdumieniem odkrywam, że znów tkwi w moich
objęciach.
Jak, Hayboeck? Jak?!
Wspina się na place i wsuwa dłoń w moje włosy, z twarzą zaledwie
kilka centymetrów od mojej. Przysuwam usta do jej szyi, kiedy nagle
mówi:
- Twoja dziewczyna się na nas gapi.
Odskakuję od niej jak oparzony i rozglądam się nerwowo w
poszukiwaniu Lary, jednak nie mogę jej nigdzie dostrzec. Dopiero
cichy śmiech Saszy uświadamia mi, że brzydko ze mnie zadrwiła.
- To nie jest zabawne – mówię twardo, zaplatając ręce na
piersi.
- Jest – przekrzywia głowę, przyglądając mi się z uwagą. -
Musisz ją bardzo kochać, skoroś taki wierny – dodaje, a ja nie
jestem pewien czy dalej drwi, czy mówi serio.
Raczej to pierwsze, głąbie.
-
Sasza! - koło nas ponownie pojawia się
Maksimoczkin i lustruje mnie uważnym spojrzeniem. -
Davaj,
my zhdem tebja**.
-
Muszę iść – robi krok w tył. - Do zobaczenia, Hayboeck! - mruży
filuternie oczy i dołącza do swojego kolegi.
-
Oby nie! - wołam za nią.
-
Przyznaj, że byś chciał! – odkrzykuje przez ramię, puszczając
mi oko.
A
ja niestety nie mogę zaprzeczyć, że rzeczywiście bym chciał.
***
Stukam palcami w blat recepcji, ale kobieta siedząca za biurkiem nie
jest mi w stanie powiedzieć, na którym piętrze zakwaterowana jest
reprezentacja Rosji. Ściskam mocniej trzymane w dłoniach
rękawiczki, nakazując sobie spokój.
Wracam do holu, zastanawiając się, czy iść na jadalnię i nie
poszukać jej tam, ale wiem, że siedzi tam Kraft, który od razu by
to zauważył i zaczął dopytywać o jej tożsamość.
A poza tym mogłaby znowu udawać, że mnie nie zna.
A Stefan wszystko wypaplał by Larze. W końcu to jego kumpela ze
szkoły.
Mój problem rozwiązuje się, gdy dostrzegam Maksimoczkina
wychodzącego z jadalni. Podchodzę do niego, mimo iż odnoszę
wrażenie, że chyba mnie nie lubi.
- Cześć, mam sprawę – zwracam się do niego po angielsku.
- Tak...? - pyta przeciągle.
- Wiesz gdzie znajdę Saszę? - pytam, mocniej ściskając
rękawiczki.
- A czego od niej chcesz? - odpowiada pytaniem na pytanie, niezbyt
przyjaznym tonem.
- Chcę jej oddać rękawiczki – mówię, rozwierając dłoń. -
Zostawiła je pod skocznią po południu.
- Daj, to jej zaniosę – wyciąga po nie rękę, jednak cofam je poza jego zasięg.
- Wolałbym to zrobić osobiście, muszę jej jeszcze coś przekazać
– tłumaczę, ciężko się zastanawiając, czemu, do cholery, po
prostu nie dałem mu tych rękawiczek.
Bo szukasz guza, matole...?
Michaił mierzy mnie chwilę wzrokiem, nim odpowiada:
- Pokój sześćset siedem.
- Dzięki – kiwam głową i kieruję się do windy.
Jedzie powoli, dając mi czas na zastanowienie, dlaczego w sumie do
niej idę. Dlaczego podniosłem z ziemi jej rękawiczki, tuż przed
tym, jak Stefan i Lara dopadli mnie, śpiewając „Zum Geburstag
viel Gluck” i wręczając ogromny bezowy tort, który zjedliśmy
wspólnie z resztą kadry, nie dbając o wagę przed jutrzejszym
konkursem indywidualnym.
Przyszliby chwilę wcześniej, a zobaczyliby mnie z Saszą.
Winda zatrzymuje się na szóstym piętrze i ruszam korytarzem w poszukiwaniu odpowiedniego pokoju. Znajduję go dosyć szybko i staję
niezdecydowany przed drzwiami. Zastanawiam się, czy nie zawrócić i
nie zostawić rękawiczek na recepcji, ale w końcu mimo obaw pukam
energicznie.
Otwiera niemal natychmiast, jakby tylko na to czekała. Mimowolnie
obrzucam ją uważnym spojrzeniem, nim przenoszę wzrok na jej twarz,
gdzie gości jej nieśmiertelny, lekko kpiący uśmieszek.
- Hayboeck – mruży oczy. - A ponoć jesteś tu z dziewczyną –
unosi brew i nonszalancko opiera się biodrem o framugę.
- Przyniosłem ci rękawiczki – mówię, ignorując jej słowa. Ze
wszystkich sił staram się nie skupiać na niej wzroku. Mimo to
widzę, jak wewnętrznie śmieje się z moich nieudolnych prób. -
Zostawiłaś je koło barierek.
- Wiem – odpowiada beztrosko. - Ale mogłeś je przecież oddać
Miszy. Albo zostawić na recpcji.
Czyżby zrobiła to specjalnie...?
- Pomyślałem, że oddam ci je osobiście – odpowiadam krótko,
unosząc wzrok.
Błąd. Czy ta bluzka musi mieć tak głębokie wcięcie...?
- Pewnie po to, by ze mną osobiście porozmawiać, co? - kpi,
mocno akcentując słowo „osobiście” i zagryza wargę, wysuwając
jedną nogę do przodu. Mimowolnie opuszczam wzrok.
...i czy to normalne nosić w zimie AŻ TAK skąpe spodenki?
- Jestem tu z dziewczyną – cedzę przez zęby. Muszę powiedzieć
to głośno, aby móc oderwać od niej wzrok. Oraz by skupić myśli
na czymś innym, niż uczuciu gorąca pełznącym powoli od moich
stóp ku głowie.
- Ach, no tak – wywraca oczami. - To jak, Hayboeck? Wchodzisz, czy
wracasz do siebie? - pyta, świdrując mnie wzrokiem.
W jej oczach o barwie lodu jest naprawdę coś hipnotycznego. Łapię
się na tym, że zaczynam liczyć piegi na jej nosie, że myślę o
tym, by zanurzyć rękę w jej włosach, by...
Kuźwa, Hayboeck!
Im bardziej próbuję oderwać swoje myśli od Saszy, tym gorzej mi
to wychodzi. Ona sama stoi przede mną z ironicznym uśmiechem,
którym prowokuje mnie coraz bardziej i bardziej.
Powinienem powiedzieć „nie” i wrócić do swojego pokoju cztery
piętra niżej.
Powinienem. Ale nie potrafię.
Otwieram już usta, kiedy Sasza nagle traci cierpliwość.
- Nie, to nie – wzrusza ramionami i zatrzaskuje mi drzwi przed
nosem.
Wzdycham z nagłą ulgą, czując jak gorąco pełznące w górę
mojego ciała powoli wraca z powrotem do stóp. Było tak blisko.
Za blisko.
Ruszam powoli korytarzem, zastanawiając się, co ja, do cholery,
wyprawiam.
To była tylko jedna noc. I poranek.
Nic ponadto.
A mimo to idę coraz wolniej i wolniej. Coś ciągnie mnie z
powrotem, choć wiem, że nie powinienem. Bo przecież jest Lara.
Dziewczyna, którą kocham. Nie mogę jednak wyrzucić z głowy tych
kilku godzin spędzonych wtedy z Saszą. Całe moje ciało zaczyna
nagle odczuwać tęsknotę za tamtymi chwilami, za nią. I choć
bardzo się staram, to nie jestem w stanie się temu przeciwstawić.
Spoglądam na swoje ręce, kurczowo zaciskające się na rękawiczkach
Saszy. I to one są chyba ostatecznym impulsem, który sprawia, że w
połowie drogi do siebie obracam się na pięcie i wracam pod jej pokój.
Unoszę rękę by zapukać, jednak w tym momencie drzwi otwierają
się i staje w nich Sasza ubrana jedynie w cienki aksamitny szlafrok.
Zauważa mój wzrok, który momentalnie kieruje się tam, gdzie nie
powinien i kręci głową z kpiącym uśmiechem na ustach.
- Oj, Hayboeck, Hayboeck... - wzdycha, mierzwiąc sobie lekko włosy
i opiera się łokciem o framugę drzwi. - Jesteś cholernie
przewidywalny.
- Ja... - milknę w pół słowa, bo naprawdę nie wiem, co ja tu
robię.
- Wiem. Przyszedłeś osobiście oddać mi rękawiczki –
ironizuje, robiąc krok w tył, żebym mógł wejść do środka. -
Przypomnij mi potem, żebym ci rano osobiście podziękowała
– dodaje z tym dobrze mi znanym zadziornym błyskiem w oku, kiedy
zamyka za nami drzwi.
Resztki mojego zdrowego rozsądku znikają, gdy zaledwie chwilę
później jej szlafrok opada na podłogę.
***
- Sasza...?
- Mhm...? - mruczy, leniwie zataczając palcem kółka na mojej
piersi.
- Opowiedz mi coś o sobie – mówię, zakręcając na palcu kosmyk
jej włosów.
- Po co? - spogląda na mnie z ukosa, a ja po raz kolejny w ciągu
paru godzin zastanawiam się, jak można mieć aż tak niebieskie
oczy. - Przecież za chwilę zadzwoni twoja dziewczyna, pytając
gdzie jesteś. Szybko wymyślisz jakieś wiarygodne kłamstwo,
ubierzesz się i wrócisz do siebie. Po południu poszukasz mnie
wzrokiem na skoczni, a ja będę udawać, że cię nie widzę i nie
zobaczymy się przez kolejnych parę miesięcy. Wpadniemy na siebie za rok, a może i za dwa, a ta jedna noc będzie niczym innym
jak przyjemnym, choć nieco być może wstydliwym wspomnieniem z
czasów szalonej młodości – mówi, jakby snując naszą niezbyt
bajkową przyszłość. - Po co chcesz drążyć ranę, która miała
być jedynie szybko znikającym draśnięciem...?
- Bo... - zastanawiam się, co odrzec na jej słowa. Słowa, które
są jak najbardziej prawdziwe. A jednak jakaś część mnie, nie
chce by się tak stało. Jakaś część mnie będzie tęsknić za
Saszą, nieważne jak wiele czasu minie. - Bo chcę, żeby to było
coś więcej niż tylko...
- ...niż tylko jedna wspólnie spędzona noc? - uśmiecha się kpiąco i
całuje mnie w zagłębieniu nad obojczykiem.
- Zasadniczo, to dwie – poprawiam ją, przesuwając dłonią po jej
nagich plecach.
- No patrz, to już recydywa – unosi brew i uśmiecha się
asymetrycznie.
- Naprawdę nie chcę, żeby to się tak po prostu skończyło –
mówię, choć przecież nie powinienem. Coś jednak ciągnie mnie do
tej dziewczyny, mimo iż przecież żadna wspólna przyszłość nie
ma szans w tym przypadku zaistnieć.
- A twoja dziewczyna? - mruczy cicho, kładąc się w poprzek mojej
klatki piersiowej.
- A twój chłopak? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
Sasza unosi się gwałtownie, boleśnie wbijając mi łokcie w żebra.
- Chłopak...? - marszczy brwi, nie zważając na grymas na mojej
twarzy. - Jeśli masz na myśli Miszę, to łączy nas po prostu
wieloletnia przyjaźń.
- Wydaje mi się, że on liczy na coś więcej... - zauważam,
próbując chyba nieco zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia.
- Wiem – Sasza wzrusza ramionami, siadając okrakiem na moim
brzuchu, a ja opieram dłonie na jej biodrach. - Ale znam go od
dziecka, mieszkaliśmy na tej samej ulicy, bawiliśmy się na tym
samym podwórku. Jako dzieci kąpaliśmy się nago w basenie,
ssaliśmy wspólnie jednego lizaka. Nie jestem w stanie spojrzeć na
niego inaczej niż na brata, którego tak naprawdę nigdy nie miałam
– tłumaczy, odchylając z zadowoleniem głowę do tyłu, gdy moje
dłonie błądzą leniwie po jej ciele.
- Może powinnaś spróbować...? - sugeruję.
- Czyżbyś próbował zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia...? - pyta
jak zwykle celnie, zbliżając swoją twarz do mojej.
- Tylko odrobinę – odpowiadam i przyciągam ją do siebie,
zachłannie całując.
W tym momencie dzwoni jednak telefon. Nim po niego sięga, dostrzegam
tylko ciąg rosyjskich liter, jednak zdjęcie Maksimoczkina pod
spodem od razu mi wszystko wyjaśnia.
- Da? - pyta niecierpliwie, a ja próbuję ją rozproszyć,
całując w szyję.
Mam wrażenie, że tej nocy złożyłem pocałunek na każdym
centymetrze kwadratowym jej ciała.
Rozmawia chwilę po rosyjsku, zupełnie niewzruszona moimi
pocałunkami, ani dłońmi krążącymi po jej skórze. W końcu
kończy połączenie i wzdycha ciężko.
- Trener mnie szuka – mówi w końcu.
- Więc mnie wyrzucasz...? - pytam, a ona bez słowa uwalnia mnie z
mocnego uścisku swoich ud. Nie pozostaje mi nic innego, jak
wygrzebać się z jej pościeli i ruszyć na poszukiwanie swoich
ubrań, rozrzuconych po całym pokoju.
Obserwuje mnie bez słowa, leżąc na wznak na pościeli. Kiedy
zapinam spodnie, kusi mnie by podejść do niej i raz jeszcze
zanurzyć dłoń w jej gęstych włosach, raz jeszcze pocałować ją
tak, byśmy oboje stracili dech w piersiach.
Ale mogę tylko obrócić się, by podnieść z ziemi T-shirt z
napisem „team Austria” i wciągnąć go szybko na siebie.
Koniec tego, Hayboeck.
Przedłużam mimowolnie moment wyjścia, w końcu jednak muszę
podejść do drzwi i nacisnąć klamkę. W ostatnim jednak momencie
odwracam się jeszcze, spoglądając na nią pewnie po raz ostatni.
- Sasza? Mogę mieć jeszcze jedno pytanie...?
Kiwa w milczeniu głową, unosząc się lekko na łokciach.
- Czemu mówisz do mnie „Hayboeck”...? - pytam, choć to przecież
zupełnie nieistotne.
- Bo po pierwsze, nie wypiłeś ze mną strzemiennego – odpowiada
bez namysłu i podchodzi do mnie. - A po drugie... - zarzuca mi ręce na szyję i dodaje niskim, zmysłowym głosem - ...przecież właśnie to pociąga cię najbardziej. Co nie, Hayboeck? - mruży zadziornie oczy i całuje mnie namiętnie, ten
jeden, ostatni raz.
Odsuwa się ode mnie dopiero wtedy, gdy w mojej kieszeni rozbrzmiewa
dzwonek telefonu.
- Idź już, Hayboeck – mówi, cofając się o krok. Żal, który słyszę w jej głosie jest chyba tylko wytworem mojej wyobraźni. - Dziewczyna
cię szuka.
A ja naciskam klamkę i zamykam za sobą drzwi.
Drzwi oraz rozdział mojego życia zatytułowany „Sasza”.
___________
*na potrzeby opowiadania pierwszy konkurs indywidualny w Oslo, został zamieniony na konkurs drużyn mieszanych.
**Sasza, my skorko budem (rus.) - Sasza, zaraz jedziemy; Da, ja uzhe idu (rus.) - Tak, już idę; Davaj, my zhdem tebja (rus.) - Chodź, czekamy na ciebie
Z okazji weekendu majowego - część druga. Dziękuję za niewielki - ale zawsze! - odzew pod pierwszą częścią. Część trzecia się pisze, będzie prawdopodobnie w połowie maja.
Niestety mam drobne problemy techniczne z akapitami, ale postaram się je jeszcze jakoś ogarnąć w wolnym czasie, bo mnie irytują (ta niewielka doza perfekcjonizmu w moim charakterze, meh...).
Mam nadzieję, że nie przywiązaliście się za bardzo do tych bohaterów, bo i tak napisałam więcej niż miałam. Ale ja nie potrafię pisać krótko, nawet jednopartów, które okazują się trzypartami.
Tyle, maturzystom powodzenia na maturach, studentom na zbliżającej się coraz bardziej sesji i bloggerom tony weny!
[Wszelka zbieżność nazwisk, imion i podobizn jest (nie)przypadkowa. Nie zmienia to faktu, że przedstawione tu osoby nie mają ŻADNEGO odzwierciedlenia w rzeczywistości i nie należy ich w żaden sposób utożsamiać z prawdziwymi osobami]
Trochę minęło odkąd czytałam coś skocznego, ale za to mój mini "powrót" jest niewyobrażalnie przyjemny. I chyba pierwszy raz czytam coś Twojego. Więc już na samym początku zaznaczę, że 2/3 tego trójpartu są zachwycające i ja je całkowicie kupuję. Podoba mi się Haybock w takiej trochę niegrzecznej roli i Sasza zdecydowanie bardziej niegrzeczna. A najbardziej podoba mi się to, że kompletnie nie wiem, jak to zakończysz. No bo czy Lara dowie się o skoku w bok Michi'ego? Czy ich związek przetrwa? Czy Michi i Sasza zdecydują się wplątać w jakiś kompletnie durny, niemalże międzykontynentalny związek? A jeśli tak to, czy serio byłby taki durny?
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem tego, jak zgrabnie piszesz. Jak prowadzisz Haybocka. Naprawdę dobrze Ci wyszedł. I Sasza. Oboje są bardzo konsekwentni, nic nie jest tu przypadkowego, wszystko tak, jak powinno być. Cudownie, naprawdę cudownie!
Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na trzecią część!
Cieszę się bardzo, że Ci się podoba, zwłaszcza, że od dawna śledzę Twoje blogi i jestem wielką fanką Twojej twórczości :).
UsuńTaki trójparcik wyszedł mi przypadkiem, Hayboeck też trafił tu niemalże drogą losowania, więc tym bardziej cieszy mnie, że nie wyszli bardzo "papierowi". Co do zakończenia mam bliżej niesprecyzowaną wizję ostatniej części, ale do końca miesiąca jak usiąde nad nią na spokojnie powinnam ją bardziej skonkretyzować.
Raz jeszcze dzięki za miłe słowa! :*
Hej. Cześć, Czołem.
OdpowiedzUsuńPrzypadkiem znalazłam to opowiadanie i przypadkiem zostaje tu na dłużej bo się w nie mega wciagnełam.
OMG co ty robisz z Michim ;OO
Sasza taka niepozorna uwodzicielka- no no, takiej bohaterki jeszcze nie spotkałam.
Michiego pewnie bedą męczyły wyrzuty z powodu kolejnej nocy.
Z jednej strony to dziwne, że poznają sie w takich okolicznościach, ale z drugiej widać, jak bardzo ,,oddziaływają ''na siebie ;))
intrygujesz;ppi zaskakujesz ;))
weny ;;))
A dziękuję! To opowiadanie co prawda ma tylko jeszcze jedną część, ale jak coś to zapraszam na moje inne blogi, do których linki w zakłdkach ;).
UsuńA co dalej z Saszą i Hayboeckiem? O tym więcej w połowie maja ;).
Tobie też weny!
Wow! Znalazłam ten blog przypadkiem, ale nie żałuję! Genialny onepart w trzech częściach. Mam nadzieję, że po zakończeniu tego zaprosisz nas na kolejny! :)
OdpowiedzUsuńNie wiem , to się w głowie nie mieści, jak ktoś może mieć taki talent?! Genialnie ♥
Czekam na trzecią część, mimo że ostatnią.
Życzyć weny, czy już napisałaś tą część?:D
Buziaki! :* Ola
Oj tak, mam drugiego jednoparta w zandarzu o tematyce skokowej, ale takie nieskokowe też mam :).
UsuńWeny możesz życzyć, trzecia część jest prawie napisana, być może będzie jutro :D.
I dziękuje serdecznie za miłe słowa :*
Buziaki, E_A