Przechadza
się niespokojnie wokół miejsca spotkania. Nie jest nerwowa, po
prostu nie może usiedzieć w miejscu, na ławce, na której się
umówili. Zresztą zimowa aura nie zachęca do pozostawania w
bezruchu.
Zerka
na zegarek, upewniając się, że wciąż jest wcześnie. Po co tak
szybko wyszła z domu…? Może dlatego, że bardzo cieszy się na
spotkanie z Klemensem. W końcu to pierwsze takie spotkanie, które
może znaczyć „coś” – coś więcej. Uśmiecha się lekko do
swoich myśli, bowiem ta znajomość wydaje jej się trochę jak z
jakieś bajki.
Podnosi
głowę, by poprawić czapkę, a jej uwagę zwraca samotna postać
stojąca nad brzegiem stawu. Charakterystycznie zgarbione plecy i
wyjątkowa chudość, a także brązowe kłaki wystające spod czapki, pozwalają Klarze rozpoznać w niej swojego przyjaciela. Waha się
przez chwilę, w końcu jednak podchodzi do niego. Kiedy staje tuż
obok, chłopak zwraca się ku niej, a na twarzy pojawia się mu wąski
uśmiech.
-
Klara. Co tu robisz?
Nie
widzieli się od ponad roku. Inne studia, inne zajęcia, praca…
Drobne nieporozumienia. To jednak kumpel z liceum, ktoś w sumie
bliski. Nawet bardzo bliski, biorąc pod uwagę to, co kiedyś do
niej czuł.
-
Czekam na kogoś i jak zwykle za wcześnie wyszłam z domu…
-
Cała ty… - Paweł uśmiecha się ciut szerzej.
-
A ty co tutaj robisz samotnie? – choć kontakt im się urwał, nie
było tajemnicą, że Paweł z Sylwią, którą Klara miała
nieprzyjemność spotkać, jest nierozłączny. Nigdy nie mogła
zrozumieć, co ta dwójka w sobie widzi, ale miłość przecież nie
wybiera…
-
Jakoś tak… - smutnieje lekko. – Musiałem odreagować.
-
Coś się stało? – niepokoi się Klara.
-
Rozstałem się z Sylwią.
Mruga
zaskoczona, a Paweł przygląda jej się jakby nie rozumiał jej
zdziwienia. Po ponad dwóch latach…?!
-
Ale… dlaczego? – udaje jej się wyjąkać.
-
Nie pasowaliśmy do siebie. Tak naprawdę nigdy się nie kochaliśmy.
Ona była ze mną dla pieniędzy, a ja… - wzdycha lekko. – A ja
żeby wywołać czyjąś zazdrość...
Nie
potrafi rozpoznać emocji, które nim targają, kiedy spogląda jej
prosto w oczy. I dlaczego w tym momencie przypomina sobie tę sytuację
sprzed trzech lat, gdy…
-
Ty? Zazdrość? – nagle robi jej się bardzo gorąco, chce odejść,
ale Paweł przyciąga ją do siebie i zdecydowanie całuje.
Przez
krótki moment jest zbyt zaskoczona by zareagować, po chwili jednak
odpycha go od siebie i wymierza siarczysty policzek, który echem
rozchodzi się po pustym o tej porze parku. Odwraca się na pięcie i
szybko ucieka, nie patrząc, jak duży ból mu zadała.
Kiedy
oddala się wystarczająco, wyciąga telefon i lekko drżącymi
rękami wybiera numer Klemensa. Chce mu przekazać, że nie mogą
się spotkać w tym miejscu. Chciałaby jak najszybciej go zobaczyć,
by powiedzieć mu co jej się przydarzyło. Przygryza usta, by pozbyć
się tego uczucia, kiedy operator informuje ją, że nie może się
teraz połączyć z żądanym numerem. Dzwoni raz jeszcze, a potem
jeszcze raz. Za czwartym razem połączenie zostaje ewidentnie
odrzucone. Patrzy z niedowierzaniem na wyświetlacz i podejmuje
jeszcze jedną próbę. Klnie cicho pod nosem, kiedy po dwóch
sygnałach zostaje rozłączona. Wysyła więc SMSa i czeka jeszcze
kilka minut, ale gdy Klemens się nie pojawia, postanawia wrócić do
domu. Nie chce ponownie wpaść na Pawła bez swojego skocznego
przyjaciela u boku. Pisze jeszcze jedną wiadomość i szybkim
krokiem rusza w kierunku domu.
***
Wieczorem
pada zmęczona na łóżko i włącza laptopa. Próbowała się
dodzwonić do Klemensa jeszcze kilka razy, jednak bezskutecznie. Nie
ma nawet pojęcia, co się mogło stać. Czy zapomniał o spotkaniu? Trening się przedłużył? Coś mu wypadło? A może coś mu się stało...? Droga z Zakopanego jest długa, a on na pewno był zmęczony po konkursowym weekendzie. A jeśli miał wypadek...?
Nie może o tym nawet porozmawiać z
najlepszą przyjaciółką, bo ta akurat wyjechała i wraca dopiero
następnego dnia rano. Mało pocieszające są również wiadomości
od Pawła, które kasuje bez czytania. On nie ma się z czego
tłumaczyć, już kiedyś zawiódł jej zaufanie i wiedział, że nie
dostanie drugiej szansy.
Loguje
się na Facebooka, licząc, że tam uda jej się złapać
przyjaciółkę. Przeglądanie czatu w jedną i drugą stronę nie
sprawia jednak, że Zuza magicznym sposobem robi się dostępna.
Zielona kropka jednak niespodziewanie pojawia się przy nazwisku
Klemensa. Klara natychmiast otwiera okno konwersacji, nim ten
ponownie zniknie.
Klara:
Klemens, co się stało? Wszystko okej?
Długo
wpatruje się w kursor migający na ekranie, nim pojawia się
informacja, że rozmówca zaraz jej odpowie. Nerwowo wpatruje się w
napis „Klemens pisze…”,
aż w końcu dostaje lakoniczną odpowiedź:
Klemens:
Nie udawaj, że nie wiesz.
Wpatruje
się w ekran, nie mogąc pojąć, o co mu może chodzić. To on nie
stawił się na spotkanie i nie odbierał telefonów. To on olał ją
wtedy, kiedy go potrzebowała i to w dniu, który miał być dla nich
obojga bardzo radosny… Nigdy się tak nie zachowywał.
Klara:
Odbierzesz telefon? Zdaje się, że musimy porozmawiać…
Klemens:
Myślę, że tu nie ma nic do wyjaśniania.
Nim
udaje jej się wymyślić jakąś odpowiedź, zielona kropka znika, a
chłopak ponownie zaczyna ją ignorować. Prycha zdenerwowana,
gwałtownie zamyka laptopa i czym prędzej idzie spać.
***
Następnego
dnia rano wsiada w samochód i jedzie do Zakopanego. Całą noc
zachowanie Klemensa nie dawało jej spać, dlatego wypiwszy rano
mocną kawę rusza do jego rodzinnego miasta, by spotkać się z nim
osobiście. Liczy, że jeżeli złapie go na treningu, to uda im się
spokojnie porozmawiać. Być może powinna dać sobie spokój, ale za
mocno jej na nim zależy. Nie może pozwolić, by jakieś
nieporozumienie, bo to musi być jakieś cholerne nieporozumienie,
zniszczyło ich przyjaźń. A może nawet coś więcej…
Doskonale
znana droga mija jej szybko. Jeździ nią przecież prawie co
weekend. Klemens również. Czy sto siedemdziesiąt kilometrów
różnicy jest problemem…? Jak widać, nie.
Omija
„Zakopiankę” wynalezionym podczas wielokrotnych podróży
skrótem, więc udaje jej się uniknąć większości korków. Kiedy
późnym rankiem mija tablicę z napisem „Zakopane”, oddycha
głęboko. Nawet jak na wczesną wiosnę trochę dużo tu śniegu.
Zastanawia się gorączkowo, czy uda jej się wjechać pod skocznię
bez łańcuchów, w końcu jednak postanawia zostawić auto kawałek
wcześniej. Z trudem znajduje miejsce parkingowe dla swojego kombi,
zatrzaskuje drzwi i szybkim krokiem rusza w kierunku Wielkiej Krokwi.
Widok
kilkudziesięciu ludzi kręcących się wokół skoczni potwierdza,
że trwa trening. Przepycha się przez tłum i dopada barierek.
Szuka go wzrokiem, jednak widocznie jest już na górze, łapie więc
pierwszego lepszego zawodnika, który ją mija.
-
Hej, jest Klemens? – pyta jakiegoś juniora, którego imię wypada
jej akurat z pamięci.
-
Klimek? Na górze, zaraz skacze…
Zaciska
kciuki, bo przecież zawsze gdzieś na dnie serca czai się obawa, że
coś pójdzie nie tak. Patrzy z uwagę na jego lot i od razu wie, że
coś jest nie w porządku. Skok nie jest udany, wręcz widać, że
skoczek ma jakiś problem. Najwyższa pora dowiedzieć się jaki…
Wypina
narty i składa je z trzaskiem. Ściąga gogle na szyję i szybko
schodzi z areny. Podąża za nim wzrokiem, nagle przypomina sobie by
go zawołać. Dziś wyjątkowo się jej nie spodziewa, nie będzie więc jej wypatrywał w niewielkim, ale zawsze, tłumie.
-
Klemens…!
Przystaje
i odwraca się w jej stronę. Na chwilę na jego twarzy pojawia się
ten uśmiech, którym zwykł ją witać, jednak ściera go szybko i
zastępuje marsową miną. Podchodzi jednak bliżej.
-
Co ty tutaj robisz? – pyta oschle.
-
Zdaje się, że powinniśmy porozmawiać – mówi Klara spokojnie.
Otwiera
usta, by odrzec coś gwałtownie, jednak się powstrzymuje, zdając
sobie sprawę z obecności licznie zgromadzonych przypadkowych
obserwatorów.
-
Chodź – mówi krótko i rusza w kierunku domku.
Klara
wzdycha lekko, ale posłusznie przełazi przez barierkę, ignorując wrogie spojrzenia innych kibiców, i podąża
za nim. Wchodzi do pomieszczenia i zamyka za sobą drzwi. Patrzy w
milczeniu, jak skoczek odkłada narty na właściwe miejsce, zmienia
buty i zdejmuje kombinezon.
-
To o czym chcesz rozmawiać…? Bo moim zdaniem nie ma o czym.
Klara
zaciska mocno usta, dotknięta do żywego. Bierze jednak głęboki
oddech i mówi spokojnie:
-
Nie odbierasz moich telefonów, ignorujesz moje wiadomości, bez
słowa wyjaśnienia olałeś nasze spotkanie…
-
Byłem tam – przerywa jej.
-
Byłeś wczoraj w Katowicach…? – pyta zaskoczona.
-
Tak – patrzy jej prosto w oczy. – Jakbyś mi wcześniej
powiedziała, że nie mam u ciebie szans, to nie robiłbym sobie
nadziei.
Wpatruje
się w niego zaskoczona, kiedy jego słowa powoli do niej docierają.
I z jednej strony robi jej się ciepło na sercu, bo po raz pierwszy
wprost powiedział, że mu na niej zależy, a jednocześnie dociera
do niej jak bardzo bezsensowne było jego zachowanie.
-
Wystarczyło, żebyś zapytał… - mówi, jednak Klemens nie daje
jej dokończyć.
-
Co, miałem zapytać „Hej, a może nie powiedziałaś mi jeszcze o
swoim chłopaku? Bo wiesz, zależy mi na tobie i miło byłoby
wiedzieć…”? – rzuca ironicznie.
-
…wystarczyło, żebyś zapytał mnie, kim on dla mnie jest – mówi
dalej spokojnie. – Wystarczyło, żebyś odebrał choć jeden
telefon i wysłuchał, jak mówię ci, że mój kumpel z liceum wciąż
jest we mnie po uszy zakochany i znienacka naruszył moją przestrzeń
osobistą. Mocno naruszył – akcentuje ostatnie wyrazy. –
Wystarczyło, żebyś odebrał, a ja powiedziałabym ci, jak bardzo
źle się z tym czuję, jak bardzo boli mnie dłoń po tym, jak
dałam mu w twarz. Jak bardzo chcę, żebyś teraz przy mnie był…
- mówi coraz ciszej, a z twarzy Klemensa powoli znika wzburzenie.
-
Miło mi słyszeć, że ci na mnie zależy, ale boli mnie, jak łatwo
dałeś za wygraną, jak łatwo pozbyłeś się tego zaufania, które
udało nam się zbudować… Wolałeś z tego wszystkiego
zrezygnować, zamiast zadać jedno, głupie pytanie…? Zamiast odebrać jeden, cholerny telefon...? To jest twoje
„zależy mi”…?– pyta cicho, po czym odwraca się i wychodzi z
domku. Nie trzaska drzwiami, nie podnosi głosu. Po prostu odchodzi.
I
to chyba jest najgorsze.
***
Kiedy
wraca do Katowic, zimowa aura znika, a na Śląsku wita ją deszcz i
chlapa. Pogoda, która idealnie jej nastrój. Ciężko jest jej
uwierzyć, że Klemens tak łatwo ją skreślił. Jak mógł myśleć,
że zataiła przed nim jakiegoś wyimaginowanego chłopaka…?
Klnie
w myślach na Pawła, który musiał się pojawić w nieodpowiednim
miejscu w nieodpowiednim czasie. Ociera łzy, które pojawiają się
na jej policzkach, kiedy nagle dzwoni telefon. Jako przykładny
kierowca, zakłada słuchawki i odbiera połączenie.
-
Tak? – pyta cicho.
-
No, Klara w końcu da się pogadać! – słyszy radosny głos Zuzy. –
Mam dla ciebie newsa, po prostu padłam jak to usłyszałam… Gdzie
jesteś?
-
Właśnie wracam z Zakopca…
Po
drugiej stronie na chwilę zapada cisza.
-
Twój głos absolutnie na to nie wskazuje… Babski wieczór u mnie?
Klara
waha się tylko chwilę.
-
Będę za pół godziny – mówi cicho i kończy połączenie.
***
-
Klimek, coś ty taki struty…?
Mruczy
coś niewyraźnie i powoli pakuje sprzęt. Trening dobiegł końca.
Oddał jeszcze dwa skoki, ale żaden nie był nawet „niezły”.
Teraz czas pakować się do busa i wracać do domu. A tam nadal bić
się z myślami.
-
Klemens, mówi się…
Dopiero
jego pełne imię budzi go z letargu. Podnosi głowę. Kamil
przygląda mu się z troską. Młodszy skoczek wzdycha ciężko.
-
Najpierw wchodziłeś wkurzony, a teraz wyglądasz jakby ci się
wszystkiego odechciało…
Klemens
nadal nie reaguje.
-
Niech zgadnę, twój humor ma związek z pewną dziewczyną, która
na każdym treningu koczuje pod skocznią i zajeżdża auto by się z
tobą zobaczyć…? – starszy skoczek uśmiecha się ciepło,
zachęcając Klemensa, by powiedział, co leży mu na sercu.
-
Spaprałem – wyrzuca ten nagle z siebie gwałtownie. – Całkowicie,
nieodwołalnie, na całej linii – mówi coraz bardziej wzburzony, dając upust
emocjom. - Ubzdurałem sobie, że obcałowuje się z kimś i nawet
nie raczyłem zapytać jej o jej wersję wydarzeń, z miejsca
uznałem, że jest winna. A tak naprawdę właśnie wtedy
potrzebowała mnie najbardziej. Rozumiesz? – pyta sfrustrowany. - Była przy mnie za każdym razem, kiedy jej
potrzebowałem. Mogłem zadzwonić o trzeciej w nocy, a ona
odbierała. Jeden gorszy dzień, a ona już wsiadała w auto, żeby
przejechać te cholerne sto siedemdziesiąt kilometrów i poprawić
mi humor. Starałem się robić to samo, ale teraz nawet nie raczyłem
odebrać telefonu i pozwolić jej wyjaśnić, by wysłuchać jej,
kiedy to ona potrzebowała mnie. Wystarczył mi tylko rzut oka i
nawet mi do głowy nie przyszło, że ten facet dobiera się do niej
wbrew jej woli.
Kamil
przygląda się, jak krąży pod domku coraz bardziej wściekły. Dla
podkreślenia swoich słów w końcu uderza pięścią w ścianę, co
skutkuje jedynie jękiem i litanią przekleństw.
-
Klemens… chyba powinieneś do niej pojechać – mówi Kamil, kiedy
ten jest już względnie spokojny.
-
Tak po prostu? – pyta z niedowierzaniem skoczek.
-
Tak po prostu. Zaufaj mi, w końcu od ładnych paru lat mam żonę –
uśmiecha się ciepło i zostawia młodszego kolegę samego ze swoimi
myślami.
***
Zuza
wita ją w drzwiach z kubkiem kakao. Odbiera go z wdzięcznością i
natychmiast odstawia na blat, bo przecież trzeba przywitać się
Sabą, która szczeka krótko z radości, że ktoś przyszedł w
odwiedziny. Klara pozwala suczce oblizać końcówki palców i ściąga
buty. Potem sięga po kubek i bierze głęboki łyk kakao.
-
Tego było mi trzeba – wzdycha z ulgą i przytula Zuzę na
przywitanie. – Co ja bym bez ciebie zrobiła?
-
Zginęłabyś marnie. A teraz mów natychmiast co się dzieje! –
żąda przyjaciółka, siadając przy kuchennym stole.
-
Nie, ty zaczynaj od tego newsa, ja jeszcze muszę to wszystko trochę
przetrawić…
Zuza
zerka na nią z troską, ale z werwą zaczyna swoją opowieść.
-
Nie uwierzysz. Wróciłam dziś w nocy, padłam jak długa, no a rano
otwieram FB i co widzę…? Paweł zerwał z Sylwią…!
Klarze
rzednie mina, co natychmiast zostaje dostrzeżone przez Zuzę.
-
Tylko mi nie mów, że im skrycie kibicowałaś…! Ten związek nie
miał przyszłości…
-
Jak miał mieć, skoro on był z nią tylko dlatego, żebym
zrozumiała, co straciłam…? – mówi gorzko Klara, wprawiając w
osłupienie przyjaciółkę.
-
Wiedziałam…! Wiedziałam, że on nadal się w tobie buja…! Ale
teraz mów, jaki to ma związek z twoją nagłą wizytą w Zakopcu.
Bo nie wmówisz mi, że nie ma…
Klara
krzywi się lekko.
-
Miałam się wczoraj spotkać z Klemensem…
-
No, miałam właśnie cię zapytać o waszą „randkę”… -
posyła jej znaczące spojrzenie, nie powoduje to jednak uśmiechu na
twarzy Klary, jak się spodziewała.
-
Kiedy na niego czekałam, napatoczył się Paweł i ni z gruszki ni z
pietruszki zaczął mnie całować. Tak po prostu, bo on był z
Sylwią tylko na pokaz… Dałam mu w twarz i wróciłam do domu.
-
A co z Klemensem…? – pyta cichutko Zuza.
-
Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Wieczorem zbył mnie na
czacie, krótko mówiąc nagle zaczął mnie ignorować. Więc
pojechałam dziś na trening, żeby to wyjaśnić…
-
…a on po prostu zobaczył cię w parku z Pawłem i wyciągnął złe
wnioski … - kończy Zuza domyślnie.
-
Nawet nie dał mi nic wyjaśnić… - Klara kręci zrezygnowana
głową. - Nawet nie zapytał, a ja nie wiedziałam, co się stało…
Martwiłam się, a on po prostu postanowił przekreślić w jednej
chwili wszystko, co nas łączyło…
-
Nie jesteś na niego zła… - stwierdza Zuza.
Klara
kręci głową.
-
Nie. Pewnie sama bym pomyślała coś podobnego na jego miejscu. Ale…
- zastanawia się przez chwilę, jak ubrać w słowa swoje myśli. -
…ale nie powinien się tak zachować. Skoro mu zależy, dlaczego
nie zawalczył? Dlaczego nawet nie próbował zrozumieć, wyjaśnić…? Porozmawiać...?
Zuza
wzdycha lecz nim udaje jej się coś odpowiedzieć, Klarze nagle
dzwoni telefon. Zerka na wyświetlacz, mocno zaskoczona.
-
Klemens…
-
Odbierz! – woła natychmiast Zuza.
-
Tak po prostu…?
-
Do jasnej cholery, nie zachowuj się jak on! – irytuje się
przyjaciółka. – Zależy ci na nim, czy nie?
Klara
nie odpowiada, po prostu wciska zieloną słuchawkę i przykłada
telefon do ucha. Milczy chwilę, nie wiedząc co powiedzieć.
-
Klara…? – Klemens w końcu odzywa się cicho.
-
Tak?
-
Gdzie jesteś…? – pyta niepewnie, jakby bał się, że się zaraz
rozłączy.
-
U Zuzy – odpowiada krótko.
-
Mogę przyjechać…? – pyta jeszcze mniej pewnie.
-
To nie jest pytanie do mnie – mówi Klara bez emocji, choć na
dźwięk jego skruszonego głosu od razu mięknie jej serce.
-
A możesz ją zapytać…?
-
Dam ci ją do telefonu – odpowiada i przekazuje słuchawkę
zaskoczonej przyjaciółce.
Zuza
potakuje kilka razy, po czym zakrywa mikrofon ręką i pyta:
-
Mam go zaprosić czy nie?
-
To twój dom…
-
Ale twoja decyzja! – syczy scenicznym szeptem.
Klara
milczy niezdecydowana.
-
Do cholery, chcesz go tu, czy nie?
-
Chcę – mówi w końcu bardzo cicho.
Zuza
dokańcza rozmowę i odkłada telefon na stół. Przygląda się
chwilę w milczeniu Klarze i kręci głową. Ta ostatnia siedzi
zamyślona, ze wzrokiem wbitym w okno. Machinalnie nawija na palec pasmo włosów, ewidentnie martwiąc się mającym nastąpić spotkaniem.
Zuza ponownie kręci głową, wstaje i podchodzi do szafki. Wyciąga z niej paczkę
popcornu, którą wsadza do mikrofalówki.
-
Co robisz? – dźwięk pękających ziaren wyrywa Klarę z zadumy.
-
Popcorn. Klemens mówił, że będzie za dwie godziny, więc akurat
zdążymy obejrzeć jakiś babski film – wyjaśnia Zuza. – Bo
zdaje się, że potem z naszego babskiego wieczoru nici…
-
Nie wiadomo… - wzdycha Klara ciężko.
-
Akurat, już to widzę – sarka Zuza, wysypując popcorn do miski i
ruszając w kierunku pokoju. – Przecież wiem, że już mu
wybaczyłaś. Spoko, na czas przeprosin wyniosę się na górę…
-
Przecież się nie pozabijamy… - uspokaja ją Klara, klapiąc obok
niej na kanapie.
-
Ale mnie chodziło raczej o to, co będzie po przeprosinach… -
przyjaciółka puszcza jej oko, odstawia miskę na stół i podłącza
laptopa do telewizora.
Kiedy
do Klary dociera, co miała na myśli przyjaciółka, zaczyna ją
okładać wyciągniętą spod siebie poduszką, cała czerwona na
twarzy. Zuza śmieje się głośno i bezlitośnie jej oddaje. Po
chwili zziajane odkładają broń i zbierają popcorn, który w
ferworze walki wylądował na podłodze.
-
Okej, to co oglądamy…?
***
Dokładnie
w momencie, w którym na ekranie pojawiają się napisy końcowe,
rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Saba natychmiast zaczyna szczekać, a
Zuza biegnie do drzwi, uciszając jednocześnie psa. Klara powoli
zbiera się z kanapy i ostrożnie wsuwa się do przedpokoju.
-
No, Saba spokój…! Dobrze obwąchaj, tak, nowy zapach…? No już?
Wybacz, musi cię poznać – wyjaśnia Klemensowi.
Chłopak
głaszcze suczkę, która już stuprocentowo go zaakceptowała i
ufnie liże go po ręce. Wstaje z kucek i jego wzrok pada na Klarę
stojącą w drzwiach do salonu.
-
O, Saba chcę iść na spacer – woła nagle Zuza. – Bardzo was
przepraszam, ale muszę z nią wyjść… - chwyta psicę za obrożę
i wyciąga na korytarz, mimo iż ta ewidentnie wzbrania się przed
wyjściem na mróz. – No, chodź, przecież widzę, że chcesz…
Wrócę za kilka minut… albo kilkadziesiąt – nie mija pięć
sekund jak drzwi zamykają się za nimi z trzaskiem.
Stoją
naprzeciwko siebie, jednak żadne nie odważa się odezwać pierwsze.
Przyglądają się jedynie sobie z odległości paru metrów, jakby
na nowo próbowali przypomnieć sobie swój wygląd.
-
Cześć… - Klemens odzywa się w końcu. – Ja…
Rozgląda
się po kuchnio-przedpokoju, jakby szukając natchnienia. Wzdycha
ciężko, ściąga kurtkę z logo reprezentacji, widać, że
przyjechał prosto z treningu, i wiesza ją na wieszaku. W końcu
zbiera się na odwagę, by spojrzeć na Klarę, która wpatruje się w
okno z założonymi rękami.
-
Ja przyjechałem przeprosić… - mówi w końcu. – Pewnie
powinienem kupić jakiegoś kwiatka, czy coś, ale…
-
Nie lubię kwiatków – wtrąca Klara, w końcu na niego
spoglądając. – Są niepraktyczne.
-
Klara… zachowałem się głupio. Przez całą drogę zastanawiałem
się, co ci powiedzieć, jak wytłumaczyć, przeprosić… Ale nic
nie wymyśliłem. Jedyne, co mogę powiedzieć, to zależy mi na tobie
tak bardzo, że chciałem to okazać w najgorszy możliwy sposób.
Zgłupiałem, myślałem, że osoba, która zrobiła dla mnie tak
wiele, która tyle dla mnie znaczy, nagle okazuje się poza moim
zasięgiem, jest kimś innym, niż mi się wydawało. Myliłem się.
Ja chciałem tylko…
Wzdycha
i odwraca wzrok w kierunku okna, w które jeszcze przed chwilą
wpatrywała się Klara. Ta podochodzi do niego bliżej, tak że stoją
tuż obok siebie.
-
Ja chciałem tylko żebyś wiedziała, jak wiele dla mnie znaczysz –
gwałtownie zwraca w jej stronę głowę. – Żebyś…
-
Cicho, głuptasie – przerywa mu w pół słowa. – Nic już nie
mów… - przysuwa się jeszcze bardziej i delikatnie go całuje.
Klemens obejmuje ją w pasie i przedłuża pocałunek. Dopiero po
chwili odsuwają się od siebie lekko zarumienieni z emocji.
-
Chyba trzeba zawołać Zuzę – mówi Klara. – Tak się śpieszyła,
że zapomniała kurtki.
-
A także smyczy dla Saby – uśmiecha się Klemens. – Więc pewnie
jeszcze trochę za nią pobiega. I rozgrzeje przy okazji. Ale chyba wiem, jak wykorzystać ten czas... -
przyciąga ją do siebie i raz jeszcze całuje, a Klara nie
protestuje. Saba przecież zasłużyła na porządny spacer.
***
-
Klemens…?
-
Tak?
-
Możemy sobie coś obiecać?
-
No?
-
Nie pozwólmy by drobne nieporozumienia zniszczyły to… to co nasz
łączy.
-
Masz na myśli… miłość?
-
Miłość...? To odważne słowa, ale... Ale chyba tak. Chyba właśnie to mam na myśli.
-
Dobrze. Nie pozwolimy.
-
A, i w sumie…
-
No?
-
Wypadało by chyba w końcu wpuścić Zuzę do jej własnego domu.
__________
Miał być bonus do To nie jest miłość, ale napadła mnie sesja, więc bonus jest napisany w 60% i do końca czerwca raczej nie ulegnie to zmianie :(. Dlatego druga, nieco inna, skokowa historyjka w moim wykonaniu. Tym razem jednoczęściowa :).
Ci, co znają mnie z Odchodzę, pewnie będą kręcić nosem, że znowu Klimek, ale co ja zrobię, że mam do niego jakiś taki sentyment i słabość, no...? Tak samo jak do imienia Ala, bo początkowo Klara była Alą. Ale co za dużo, to niezdrowo, więc wprowadziłam małe zmiany.
Nie jestem do końca zadowolona z tego jednoparta, bo to takie ni pies ni wydra. Miało być krótsze, wyszło dłuższe, ale za krótkie dla odmiany... jeśli rozumiecie, o co mi chodzi :P.
Co jeszcze o tym tworze? Chyba nic. Co sobie pomyśleliście na końcu to Wasze, ja umywam ręce. I... czy ktoś zauważył, że w trzeciej osobie też potrafię pisać? :D
Okej, starczy tej paplaniny. Pytanie: Chcecie ode mnie coś niekoniecznie skokowego? ;)
Trzymajcie się ciepło!
(i trzymcie kciuki za moją anatomię </3!)
[Wszelka zbieżność nazwisk, imion i podobizn jest (nie)przypadkowa. Nie zmienia to faktu, że przedstawione tu osoby nie mają ŻADNEGO odzwierciedlenia w rzeczywistości i nie należy ich w żaden sposób utożsamiać z prawdziwymi osobami]
Wszystko co wychodzi spod Twojej ręki jest genialne!
OdpowiedzUsuńNie lubię Klimka jako bohatera, nie czytam opowiadań z nim, ale pomijając tego jednoparta,zniszczyłabym sobie życie! Hah, a tak na powaznie to świetnie piszesz, czy to jest dłuższy czy krótszy, zawsze jest świetnie!
Liczyłam na losy Michiego, ale jak mus to mus. Poczekam :)
Zapraszałaś mnie na ,,Odchodzę...'' i jeszcze tam nie dotarłam ale myślę, że w połowie lipca odwiedzę i tamtą stronkę.
No i powodzenia na sesji! Trzymam kciuki ;)
Czy masz w planach jakieś jeszcze jednoparty? I ten nieskokowy też przeczytam :)
Pozdrawiam! Ola
Ojej, dziękuję Ci bardzo za kolejne miłe słowa :).
Usuń(Zmartwię Cię - głównymi bohaterami "Odchodzę" są Peter i Klimek, ale myślę, że ten drugi wyszedł mi raczej nieszablonowy).
Skokowych jednopartów narazie w zanadrzu nie mam, nieskokowego coś się znajdzie, jeśli ulegnie odpowiedniemu "podrasowaniu", bo trzeba to i owo trochę odkurzyć. Ale tak czy siak najpierw uwinę się z bonusem - czyli jak wspominałam pod koniec czerwca.
Raz jeszcze stokrotne dzięki za tyyyle komplementów i wracam do nauki :).
Zapraszam na ostatnią cześć! http://onepart-stefan-kraft.blogspot.com/2016/06/dugopis-cz-3.html nie mam gg, więc piszę tu. Nie znalazłam też nigdzie spamu, więc jak chcesz to usuń ten komentarz ;) w wolnej chwili od nauki, wpadnij! :)
OdpowiedzUsuń