Skoro już zaczęłam tę serię informacyjną wraz z moimi (a raczej, w tym wypadku, naszymi) Księżniczkami, to w oczekiwaniu na bonus do Saszy przypomnę Wam o Odchodzę, bo kocham.
Raz jeszcze więc przypomnę, że ten blog jest zbiorczym przedstawieniem mojej dotychczasowej (tfu!)rczości, więc pojawiają się tu nie tylko krótkie historyjki, które są niegodne stworzenia dla nich osobnego bloga, ale również odnośniki do dłuższych historii, którym poświęcam całkiem duży kawałek mojego wolnego czasu.
I taką, chyba najważniejszą (a przynajmniej, jeśli będziemy się kurczowo trzymać tematu skoków) historią jest dla mnie obecnie Odchodzę bo kocham. I choć w odpowiednich zakładkach znajduje się krótki opis tej historii, jest on właśnie - krótki. Zresztą, z tego co wiem, do zakładek nie każdemu zdarza się zabłądzić, więc teraz mała garść informacji o tej historii.
Zacznę może od krótkiej genezy.
Opowiadanie o Klimku w mojej głowie powstało już dawno, dawno temu. Nawet ze trzy jego wersje. Muszę się przyznać, że z tej prawie ostatecznej, na której kanwie powstało właśnie Odchodzę, bo kocham, zrezygnowałam, jednak czuję, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.
A samo Odchodzę... powstawać zaczęło na początku 2015 roku. Zanim jednak pojawiło się na Blogspocie, minęło nieomal pół roku, bo mówiąc krótko bałam się trochę tego opowiadania. Moja przyjaciółka jednak przekonała mnie, że powinnam się podzielić nim z szerszą publiką, więc opublikowałam (do wglądu dla wybranych na początku) pierwsze osiem rozdziałów, bo tyle miałam wtedy napisanych. Debiut zaliczyło więc w lipcu 2015 roku.
Z biegiem czasu zmieniłam ustawienia tak, że stało się dostępne dla wszystkich, zaczęłam nawet zbierać grono czytelników za pomocą Spisu i jakoś tak sobie trwa.
Czemu jest dla mnie wyjątkowe?
Może dlatego, że jest wymyślone od A do Z, razem z ostatnim słowem epilogu. Ale spokojnie, od tego momentu dzieli nas jeszcze szmat czasu ;). Ponad to, opowiada o Klimku, który jest dla mnie postacią dość ważną w skocznym świecie. Dodatkowo, sądząc po licznych pozytywnych opiniach, mam wrażenie, że pisanie tej historii wychodzi mi bardzo dobrze (brzmi jak przechwałka, ale trudno) i udaje mi się ją przedstawić w dość rzeczywisty sposób. No i jest to też pierwsze moje publikowane opowiadanie o skokach, co również nie jest bez znaczenia.
Wydaje mi się, że jest też trochę nieszablonowe, inne od tego, co zazwyczaj można spotkać w blogosferze, ale to już zostawiam do oceny Wam.
Tytuł: Odchodzę, bo kocham.
Bohaterowie: Klemens Murańka, Alicja Mittner, Peter Prevc
Inni bohaterowie: Katarzyna Domańska, Cene Prevc, Dawid Kubacki, Maciej Kot
Czas akcji: sezon 2017/18
Czas trwania: lipiec 2015 - listopad 2018
Status: zakończone
Status: zakończone
Liczba rozdziałów: 30+ prolog + epilog
Opis:
Gdybym tylko mogła pokochać go tak, jak tego pragnę. Tak, jak on tego pragnie.
Choć odeszłam, to jakaś część mnie tam pozostała.
A odeszłam, bo kochałam.
I chyba nadal kocham.
Z dodatkowych informacji:
Oczywiście, jeśli macie jakieś pytania co do Odchodzę..., to formularz komentarzy jest do Waszej dyspozycji :). Nie krępujcie się pytać, z chęcią podzielę się moimi wrażeniami z procesu twórczego. Jeśli oczywiście chcecie.
Ucieszy Was pewnie informacja, że zaczynam powoli pisać rozdział 19, a więc wracam do blogowego życia. Najpierw jednak pojawi się tu bonus, już wkrótce, mam nadzieję.
Pozdrawiam! E_A

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz