Tym razem krótki wstęp na początku, a nie na końcu, bo mam zamiar zaprezentować Wam coś zupełnie odmiennego. Coś, co jest dość osobiste.
W mojej rodzinie często można usłyszeć taki dialog:
- Mamoooo...?
- No?
- A kochasz mnie?
- Kocham.
- A bardzo?
- Bardzo.
- A jak bardzo?
- Jak sól w rosole.
Wzięło się to z historii opowiedzianej mi kiedyś przez moją mamę, która z kolei była parafrazą niedokładnie zapamiętanej pewnej węgierskiej (bodajże...?) bajki. Potem udało jej się odnaleźć tę bajkę i okazało się, że ta historia brzmiała nieco inaczej, ale sens został zachowany. Tytułu niestety nie pamiętam, ale również Bruno Ferrero zainspirował się tą bajką i jego interpretację można znaleźć TUTAJ.
A ja zapraszam Was na wersję, którą zaprezentowała mi moja mama, nieco wzbogaconą opisami i dodatkowymi faktami, które z biegiem czasu nawarstwiły się w mojej głowie.
Bo choć czasem trudno powiedzieć nawet najbardziej kochanej osobie, że się ją kocha, warto mieć jakiś sposób, by jej tę miłość okazać. Nawet jeśli postronnym osobom wyda się całkiem bezsensowny.
__________
Dawno, dawno temu, w pewnym królestwie mieszkał król wraz ze swoimi trzema córkami, które bardzo kochał. One również kochały go nad życie, bowiem był nie tylko dobrym władcą, ale i wspaniałym ojcem.
Pewnego dnia, król zwołał do siebie wszystkie trzy córki i zadał każdej z nich pytanie:
- Jak bardzo mnie kochasz, moja córko?
- Kocham cię najmocniej na świecie, ojcze. Tak mocno, że nie jestem w stanie tego wypowiedzieć - odpowiedziała bez wahania najstarsza córka.
Król uśmiechnął się do niej i pocałował ją w czoło.
- Ja kocham cię ojcze bardziej niż gwiazdy kochają księżyc, bardziej niż ptak kocha niebo, bardziej niż ryba kocha wodę. Moja miłość do ciebie jest większa, niż ilość ziaren piasku na pustyni i gwiazd na niebie. - Po chwili namysłu odpowiedziała średnia córka.
Ona również tą odpowiedzią zasłużyła na dobrotliwy uśmiech ojca, któremu spodobała się ta bogata i barwna wypowiedź.
- A ty, kochana córko? - zwrócił się do najmłodszej, która stała zamyślona na końcu szeregu. - Jak bardzo mnie kochasz.
- Ojcze - odpowiedziała, podnosząc głowę. - Kocham cię jak sól w rosole.
Król bardzo rozgniewał się na te słowa, myśląc, że najmłodsza córka stroi sobie z niego żarty. We wzburzeniu wygnał ją z zamku oraz z królestwa, krzycząc, że nie chce jej więcej tam widzieć. Siostry odprowadziły ją smutnymi spojrzeniami, żadna bowiem nie mogła zrozumieć, dlaczego zdecydowała się zadrwić z ukochanego ojca, skoro tak bardzo mu na nich zależało.
Najmłodsza księżniczka, nie mając zbyt wiele w swoim bagażu szybko przemieściła się do granic królestwa. Podróżowała w przebraniu, korzystając z dobroci napotkanych ludzi, którzy, mimo iż nie wiedzieli, że jest księżniczką, byli dla niej bardzo życzliwi.
W końcu, po kilku latach, zawędrowała do sąsiedniego królestwa, w którym panował przystojny i mądry książę. Księżniczka w stroju żebraczki wybłagała posadę w pałacu, gdzie usługiwała księciu oraz zabawiała go rozmową. Nie minęło dużo czasu, gdy książę zakochał się w pięknej i mądrej posługaczce, która nie zająknęła się nawet słowem o swoim królewskim pochodzeniu. Ona sama zaczęła żywić względem księcia uczucia, jednak bała się do nich przyznać, bojąc się odrzucenia, jako zwykła służka.
Jednak, gdy książę, mimo jej domniemanego niskiego pochodzenia poprosił ja o rękę, postanowiła wyznać mu prawdę, na którą zasłużył.
- Mój miły, nie jestem tą osobą, za którą mnie uważasz - rzekła, trzymając go za ręce. - Lata temu mój ojciec, dobry władca państwa sąsiadującego z twoim królestwem, wygnał mnie z domu i od tej pory tułam się po świecie, aż w końcu tutaj znalazłam nowy dom, jako twoja służka. Niczego więcej nie potrzebuję.
Książę z radością przyjął jej wyznanie i tym mocniej utwierdził się w przekonaniu, że pragnie pojąć ją za żonę. Taktownie nie pytał, co też poróżniło ją z ojcem. Gdy jednak przyszło do przygotowań i trzeba było przygotować listę weselników, nie można było pominąć tej kwestii.
Księżniczka postanowiła zaprosić ojca na wesele, licząc, że ten akt dobrej woli pomoże jej odbudować relację z nim. Bardzo za nim tęskniła. Oraz za siostrami, te jednak, jak się dowiedziała, wyjechały w świat w poszukiwaniu miłości, zostawiając ojca samego.
Zaproszenia zostały wysłane, a kilka dni później przyszło potwierdzenie, że większość gości dotrze na czas, między innymi ojciec księżniczki. Przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą.
I w końcu nadszedł ten radosny dzień. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, uroczystość była wspaniała i na wiele lat zapadła w pamięci poddanych i wszystkich biesiadników. A gdy przyszedł czas wesela, panna młoda zeszła do kuchni, by pomówić z kucharzem.
- Proszę podawać królowi, memu ojcu, wszystkie potrawy bez grama soli - poinformowała kucharza, który, choć zaskoczony, zastosował się do jej prośby.
Gdy rozpoczęła się uczta, król zasiadł na honorowym miejscu, wciąż jednak nie zamienił ani słowa z wyklętą córką i unikał jej wzroku. Podano przystawki, którymi wszyscy się zajadali i chwalili gospodarza, za dobór menu. Król jednak, gdy tylko wziął kęs do ust, skrzywił się dyskretnie. Potrawa była zupełnie bez smaku! Pozostałym biesiadnikom jednak zdawało się to nie przeszkadzać, lub po prostu nie mieli śmiałości wytknąć tego państwu młodym.
Na stole lądowały kolejne dania i każda bez wyjątku postawiona przez królem potrawa pozbawiona była soli. Król powoli tracił cierpliwość - wiedział, że przybycie na ślub córki, która przed laty tak okrutnie z niego zakpiła, było błędem. Musiał znosić teraz partactwo kucharza, który uparcie ignorował fakt istnienia przypraw, a soli w szczególności.
Zerknął na swoją córkę, która promieniała u boku swojego męża oraz na gości zajadającymi się tym wszystkim, co jemu samemu ledwie przechodziło przez gardło.
I w końcu, księżniczka wstała, by osobiście zaanonsować ostatnie danie.
- Moi drodzy goście, uczta dobiega końca. Nim jednak się rozstaniemy, przed powrotną podróżą pragniemy, byście wzmocnili się rosołem. Życzę wam smacznego - ogłosiła, a służący wnieśli wazy z zupą.
W tym momencie król nie wytrzymał.
- Czy mogę prosić kucharza o sól? Zniosłem pieczyste, zniosłem śledzie w śmietanie, chleb i dziesiątki innych potraw, ale rosołu bez soli nie zdzierżę! - zawołał, wstając.
- Sól, ojcze? - odezwała się księżniczka, spoglądając spokojnie na ojca.
Król spojrzał w jej łagodne oczy, patrzące na niego z ufnością i w tym momencie zrozumiał swój błąd.
- Sól - powtórzył osłupiały. - Sól.
- Zawsze, gdy byłam chora, a w dzieciństwie zdarzało mi się to często, prosiłeś kucharkę, by przygotowała mocny, sycący rosół - wspomniała księżniczka. - Karmiłeś mnie nim osobiście, nawet gdy miałeś wiele obowiązków. Robiłeś to, bo mnie kochałeś. Ten rosół, mocny, sycący rosół, był dla mnie zawsze przypomnieniem o tym, jak mocno cię kocham. A rosół bez soli nie nadaje się do jedzenia - dokończyła, wskazując wazę stojącą przed królem. - Czy teraz rozumiesz, ojcze? Rozumiesz, jak bardzo cię kocham?
- Jak sól w rosole - odparł drżącym głosem król i podszedł do córki, by zamknąć ją w mocnym uścisku. - Kocham cię, jak sól w rosole, córeczko. Teraz rozumiem, rozumiem - powtarzał wciąż ze łzami w oczach.
Księżniczka zarządziła, by królowi podano doprawione odpowiednio dania. Rozmawiali cały czas, aż do końca uczty, a wszystkie niesnaski poszły w niepamięć. Bo król w końcu zrozumiał, że jest bardzo wiele sposobów, by powiedzieć komuś, że się kogoś kocha. A najszczersze "kocham cię" to to, z którym łączy się wspólna historia, wspólne przeżycia i troska, której nie da się zastąpić żadnymi słowami.
Pomiędzy królestwami na zawsze zapanowały przyjazne relacje, król często odwiedzał córkę i zięcia, a w jego potrawach, a zwłaszcza w rosole, już nigdy nie brakowało soli.
Pewnego dnia, król zwołał do siebie wszystkie trzy córki i zadał każdej z nich pytanie:
- Jak bardzo mnie kochasz, moja córko?
- Kocham cię najmocniej na świecie, ojcze. Tak mocno, że nie jestem w stanie tego wypowiedzieć - odpowiedziała bez wahania najstarsza córka.
Król uśmiechnął się do niej i pocałował ją w czoło.
- Ja kocham cię ojcze bardziej niż gwiazdy kochają księżyc, bardziej niż ptak kocha niebo, bardziej niż ryba kocha wodę. Moja miłość do ciebie jest większa, niż ilość ziaren piasku na pustyni i gwiazd na niebie. - Po chwili namysłu odpowiedziała średnia córka.
Ona również tą odpowiedzią zasłużyła na dobrotliwy uśmiech ojca, któremu spodobała się ta bogata i barwna wypowiedź.
- A ty, kochana córko? - zwrócił się do najmłodszej, która stała zamyślona na końcu szeregu. - Jak bardzo mnie kochasz.
- Ojcze - odpowiedziała, podnosząc głowę. - Kocham cię jak sól w rosole.
Król bardzo rozgniewał się na te słowa, myśląc, że najmłodsza córka stroi sobie z niego żarty. We wzburzeniu wygnał ją z zamku oraz z królestwa, krzycząc, że nie chce jej więcej tam widzieć. Siostry odprowadziły ją smutnymi spojrzeniami, żadna bowiem nie mogła zrozumieć, dlaczego zdecydowała się zadrwić z ukochanego ojca, skoro tak bardzo mu na nich zależało.
Najmłodsza księżniczka, nie mając zbyt wiele w swoim bagażu szybko przemieściła się do granic królestwa. Podróżowała w przebraniu, korzystając z dobroci napotkanych ludzi, którzy, mimo iż nie wiedzieli, że jest księżniczką, byli dla niej bardzo życzliwi.
W końcu, po kilku latach, zawędrowała do sąsiedniego królestwa, w którym panował przystojny i mądry książę. Księżniczka w stroju żebraczki wybłagała posadę w pałacu, gdzie usługiwała księciu oraz zabawiała go rozmową. Nie minęło dużo czasu, gdy książę zakochał się w pięknej i mądrej posługaczce, która nie zająknęła się nawet słowem o swoim królewskim pochodzeniu. Ona sama zaczęła żywić względem księcia uczucia, jednak bała się do nich przyznać, bojąc się odrzucenia, jako zwykła służka.
Jednak, gdy książę, mimo jej domniemanego niskiego pochodzenia poprosił ja o rękę, postanowiła wyznać mu prawdę, na którą zasłużył.
- Mój miły, nie jestem tą osobą, za którą mnie uważasz - rzekła, trzymając go za ręce. - Lata temu mój ojciec, dobry władca państwa sąsiadującego z twoim królestwem, wygnał mnie z domu i od tej pory tułam się po świecie, aż w końcu tutaj znalazłam nowy dom, jako twoja służka. Niczego więcej nie potrzebuję.
Książę z radością przyjął jej wyznanie i tym mocniej utwierdził się w przekonaniu, że pragnie pojąć ją za żonę. Taktownie nie pytał, co też poróżniło ją z ojcem. Gdy jednak przyszło do przygotowań i trzeba było przygotować listę weselników, nie można było pominąć tej kwestii.
Księżniczka postanowiła zaprosić ojca na wesele, licząc, że ten akt dobrej woli pomoże jej odbudować relację z nim. Bardzo za nim tęskniła. Oraz za siostrami, te jednak, jak się dowiedziała, wyjechały w świat w poszukiwaniu miłości, zostawiając ojca samego.
Zaproszenia zostały wysłane, a kilka dni później przyszło potwierdzenie, że większość gości dotrze na czas, między innymi ojciec księżniczki. Przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą.
I w końcu nadszedł ten radosny dzień. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, uroczystość była wspaniała i na wiele lat zapadła w pamięci poddanych i wszystkich biesiadników. A gdy przyszedł czas wesela, panna młoda zeszła do kuchni, by pomówić z kucharzem.
- Proszę podawać królowi, memu ojcu, wszystkie potrawy bez grama soli - poinformowała kucharza, który, choć zaskoczony, zastosował się do jej prośby.
Gdy rozpoczęła się uczta, król zasiadł na honorowym miejscu, wciąż jednak nie zamienił ani słowa z wyklętą córką i unikał jej wzroku. Podano przystawki, którymi wszyscy się zajadali i chwalili gospodarza, za dobór menu. Król jednak, gdy tylko wziął kęs do ust, skrzywił się dyskretnie. Potrawa była zupełnie bez smaku! Pozostałym biesiadnikom jednak zdawało się to nie przeszkadzać, lub po prostu nie mieli śmiałości wytknąć tego państwu młodym.
Na stole lądowały kolejne dania i każda bez wyjątku postawiona przez królem potrawa pozbawiona była soli. Król powoli tracił cierpliwość - wiedział, że przybycie na ślub córki, która przed laty tak okrutnie z niego zakpiła, było błędem. Musiał znosić teraz partactwo kucharza, który uparcie ignorował fakt istnienia przypraw, a soli w szczególności.
Zerknął na swoją córkę, która promieniała u boku swojego męża oraz na gości zajadającymi się tym wszystkim, co jemu samemu ledwie przechodziło przez gardło.
I w końcu, księżniczka wstała, by osobiście zaanonsować ostatnie danie.
- Moi drodzy goście, uczta dobiega końca. Nim jednak się rozstaniemy, przed powrotną podróżą pragniemy, byście wzmocnili się rosołem. Życzę wam smacznego - ogłosiła, a służący wnieśli wazy z zupą.
W tym momencie król nie wytrzymał.
- Czy mogę prosić kucharza o sól? Zniosłem pieczyste, zniosłem śledzie w śmietanie, chleb i dziesiątki innych potraw, ale rosołu bez soli nie zdzierżę! - zawołał, wstając.
- Sól, ojcze? - odezwała się księżniczka, spoglądając spokojnie na ojca.
Król spojrzał w jej łagodne oczy, patrzące na niego z ufnością i w tym momencie zrozumiał swój błąd.
- Sól - powtórzył osłupiały. - Sól.
- Zawsze, gdy byłam chora, a w dzieciństwie zdarzało mi się to często, prosiłeś kucharkę, by przygotowała mocny, sycący rosół - wspomniała księżniczka. - Karmiłeś mnie nim osobiście, nawet gdy miałeś wiele obowiązków. Robiłeś to, bo mnie kochałeś. Ten rosół, mocny, sycący rosół, był dla mnie zawsze przypomnieniem o tym, jak mocno cię kocham. A rosół bez soli nie nadaje się do jedzenia - dokończyła, wskazując wazę stojącą przed królem. - Czy teraz rozumiesz, ojcze? Rozumiesz, jak bardzo cię kocham?
- Jak sól w rosole - odparł drżącym głosem król i podszedł do córki, by zamknąć ją w mocnym uścisku. - Kocham cię, jak sól w rosole, córeczko. Teraz rozumiem, rozumiem - powtarzał wciąż ze łzami w oczach.
Księżniczka zarządziła, by królowi podano doprawione odpowiednio dania. Rozmawiali cały czas, aż do końca uczty, a wszystkie niesnaski poszły w niepamięć. Bo król w końcu zrozumiał, że jest bardzo wiele sposobów, by powiedzieć komuś, że się kogoś kocha. A najszczersze "kocham cię" to to, z którym łączy się wspólna historia, wspólne przeżycia i troska, której nie da się zastąpić żadnymi słowami.
Pomiędzy królestwami na zawsze zapanowały przyjazne relacje, król często odwiedzał córkę i zięcia, a w jego potrawach, a zwłaszcza w rosole, już nigdy nie brakowało soli.
Kocham bajki, baśnie a ta jes wyjątkowa! Świetna! Bardzo dobrze napisana, szybko się czyta 😍 wow!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Ola
Bardzo mi miło, bo choć pomysł nie jest mój to jednak myślę, że udało mi się to ładbie ubrać w słowa :3.
UsuńA do tej bajko mam szczególny sentyment :)