Jeśli chodzi o tę historię, to mam mieszane uczucia. Lubię do niej czasem wracać, ale napsuła mi nieco krwi. I męczy mnie, bo z jednej strony kusi mnie, by jednak ją "odzakończyć" i dokończyć, ale z drugiej strony wiem, że nie ma na to szans.
Bo nie. I kropka.
No dobra, od początku, bo błądzę.
Był sobie sezon 2016/17. Bardzo memiczny i śmieszkowy. DOMENator, #paprykateam, klątwa kociej piątki i te sprawy. Pamiętacie? Pewnie, że pamiętacie! No chyba, że nie oglądacie skoków, to nie pamiętacie.
Było śmieszkowo, więc postanowiłam to wykrzywić jeszcze w krzywym zwierciadle. I przedstawić w formie dramatu. Sztuki, znaczy się. Jeszcze wepchnąć tam moje pisarskie alter ego jako bohaterkę-narratora, autorem całego tego ambarasu uczynić Waltera Hofera i ogółem zabawa z formą i treścią.
Fantastycznie.
Problem był jednak zasadniczy taki, że preparowanie postów (a czyniłam to na Wattpadzie, dopiero potem przeniosłam się na Blogspot) było skomplikowane ze względu na mnogość formatowania oraz długość notek, a co za tym idzie bardzo czasochłonne.
A ja czasu za bardzo nie posiadałam naonczas.
Ponadto - starałam się wiernie trzymać rzeczywistych wydarzeń, a nie zawsze oglądałam konkursy i musiałam potem przekopywać się przez archiwum skijumping.pl (#kryptoreklamamocno), memy na twitterze i ogółem zżerało to jeszcze więcej czasu. Stąd wynikały poślizgi. Na tyle intensywne, że wciąż byłam na Turnieju Czterech Skoczni, gdy dotarliśmy do Planicy.
I tutaj się poddałam. Sezon dawno się skończył, ja już nie pamiętałam, co się w ogóle działo, projekt powisiał trochę w internecie (a nawet próbowałam go reanimować, wrzucając na Blogspot, ale się nie udało) i ostatnio postanowiłam go oficjalnie zakończyć, żeby nikomu nadziei nie robić.
A na pierwszym miejscu, nie robić jej sobie, bo chodzą mi po głowie pomysły, by przeskoczyć płynnie do aktualnego sezonu, ale sensu to nie ma żadnego, podobnie jak zaczynanie całkiem od początku obecnym (nadchodzącym) sezonie.
Nie, nie wchodźmy drugi raz do tej samej rzeki. Raz wystarczy.
Zatem - uprzedzając pytania - ciągu dalszego nie będzie. Wierzcie mi, ja również żałuję, bo śmieszki wyszły mi nawet całkiem śmieszkowe, co mnie niesamowicie zadziwia. Miało to potencjał, ale wykonania brakło.
Reklamuję jednak, bo to, co jest, jest warte uwagi. Tak mi się przynajmniej wydaje...
Tytuł: Sen nocy zimowej
oraz
Bohaterowie: skoczkowie narciarscy wszelkich maści oraz inne osoby związane ze skokami
Czas akcji: sezon 2016/17
Czas trwania: listopad 2016 - grudzień 2018
Status: zakończone (przedwcześnie)
Liczba rozdziałów: 5 + prolog+"epilog"
Opis:
Wiecie, co Wam powiem? Kiedy następnym razem Hofer poprosi mnie o jakaś przysługę, to od razu pójdę się rzucić z Letalnicy.
Będzie szybciej i prościej.
I mniej boleśnie.
Sezon 2016/17 widziany zezowatym okiem Waltiego "Szekspira" Hofera.
2/10, nie polecam.
Z dodatkowych informacji:
Notek informacyjnych dużo mi nie zostało, ale będą się pojawiać, bo chcę się z nimi porządnie ogarnąć. Ale teraz się wezmę za kończenie innych rzeczy, które podobnie jak i Sen nocy zimowej, tego zakończenia ostatecznego potrzebują. O.
Porządek musi być, a co!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz