Strony

Ogłoszenia drobne

W tej chwili mało się tutaj dzieje, nieco więcej dzieje się na moim Wattpadzie, ale pracuję nad tym. Oczekujcie wieści na Twitterze :)
Zakładka Aktualności zniknęła, bo była mało... aktualna. Może kiedyś wróci. Może.

środa, 10 sierpnia 2016

Historie nieopowiedziane

- Czym zazwyczaj się pani inspiruje?
Przenoszę wzrok na przystojnego, młodego człowieka, który podtyka mi pod nos dyktafon. Czerwona lampka miga irytująco, jednak uśmiecham się szeroko i poświęcam chwilę na zastanowienie się nad odpowiedzią.
- To bardzo ciekawe pytanie… - mówię z namysłem. - Świat jest źródłem nieustającej inspiracji. Czasem zobaczę na ulicy kobietę, która przyciągnie mój wzrok czerwonymi szpilkami i już wiem, że bohaterka mojej następnej książki będzie butoholiczką, a jej znakiem rozpoznawczym będą ostre, piętnastocentymetrowe, lśniące, czerwone szpilki – uśmiecham się do własnych myśli. Właśnie takie buty czekają na mnie w pudełku na tylnej kanapie mojego mercedesa. - Czasem jakieś słowo, jakaś scena z filmu, zasłyszana historia… Ale to zazwyczaj jest szczegół, niczym nie wyróżniający z tłumu innych…
- I z tego szczegółu powstaje cała opowieść? - pyta z niedowierzaniem inny dziennikarz.
- Tak, czasami. Innym razem powstaje ze zlepków takich fragmentów rzeczywistości – przymykam oczy, czując jak w mojej głowie rodzi się kolejna opowieść. Nie mogę teraz jednak pozwolić jej rozwinąć się w mojej głowie. - Pomysły są jak ptaki. Ulotne, bardzo trudno je złapać, ale możemy się im przyjrzeć i na tej podstawie stworzyć w głowie ich obraz, by potem móc go przedstawić innym ludziom. Jeśli spojrzeć na to w ten sposób,

- Nie, nie, nie! - dębowe biurko podskakuje po każdym uderzeniu, którym Giuseppe akcentuje każde „nie”. Kulę się w swoim kącie, jednak jego wściekłe spojrzenie i tak mnie dopada. - Chodźże tu, mała papugo. Powtórz mi to jeszcze raz! - szarpnięciem sadza mnie na stołku obok siebie.
Patrzę z przerażeniem na białą kartkę pokrytą nic nie mówiącymi mi znakami, kiedy mężczyzna łapie mnie za kark i raz jeszcze każde powtórzyć słowa. Słowa, które już dawno zostały zastąpione innymi.
- taka jakby opowieść szkatułkowa choć nie do końca sama nie wiem co chciałam wam tym przekazać – słowa wylewają się z moich ust, a Giuseppe szarpie mnie jeszcze mocniej.
- Nie to, głupia dziewucho! DAJ MI TE CHOLERNE SŁOWA Z POWIEŚCI! - wrzeszczy, szarpiąc jeszcze mocniej.
- Nie mogę! - chlipię pod nosem, bo mężczyzna wyrwał mi z głowy garść włosów. - Już nie pamiętam, nie wiem, co było dalej… - mamroczę, a on przykłada mi do gardła nożyk do papieru, jedyny ostry przedmiot, który ma pod ręką.
- SŁOWA – cedzi przez zęby.
Zaciskam mocno powieki i do mojego umysłu napływa niechętnie znany mi już tekst.
- pomysły są jak ptaki ulotne bardzo trudno je złapać ale możemy się im przyjrzeć – otwieram oczy, bo Giuseppe nie ściska mnie już tak mocno, to jednak duży błąd. Słowa znikają z mojej głowy, zastąpione nowym ich zastępem. - nie możesz mnie zastraszyć nędzniku twoje groźby są jak liście tańczące na wietrze warte tyle co obietnice krzywoprzysięzcy – zatykam usta dłońmi, przerażona słowami, które się z nich wydostały. Giuseppe purpurowieje ze złości i zamierza się na mnie nożem…

Budzę się z krzykiem. Przez dłuższą chwilę nie wiem, gdzie się znajduję, kiedy jednak po drugiej stronie ciemnego pokoju zapala się nocna lampka, wspomnienia wracają. To był tylko zły sen… Co nie znaczy, że nie zdarzyło się to naprawdę.
- Wszystko w porządku, malutka?
Starszy mężczyzna podchodzi do mnie i ostrożnie siada na skraju mojego łóżka. Jestem tak roztrzęsiona, że jedynie kiwam głową, gorączkowo próbując sobie przypomnieć jego imię.
- Już nic ci nie grozi - zapewnia mnie łagodnie. - Uwolniłaś się już od tego człowieka. I do wszystkich poprzednich. Nikt nie ma prawa prześladować cię z powodu twego daru.
Oddycham głęboko i ponownie kiwam głową. Boję się odezwać - nie mam pojęcia, co tym razem wypłynie z moich ust. Starzec uśmiecha się do mnie łagodnie i gestem pyta, czy może siąść bliżej. Ponownie kiwam głową i robię mu miejsce, podkulając nogi pod brodę.
- Coś czuję, że i tak już nie zaśniesz, moja mała. Chcesz może porozmawiać...? - delikatnie sugeruje.
Początkowo chcę zaprzeczyć, ale nie mogę przecież cały czas milczeć. Ten człowiek jako pierwszy nie próbował wykorzystać mnie i moich słów. Mnie i moich historii. Jako pierwszy spojrzał na mnie jak na drugiego człowieka, a nie jak na pułapkę na opowieści. Odkąd pamiętam, byłam wykorzystywana jako maszynka do robienia pieniędzy na słowach, które nawet nie należały do mnie. Na słowach, które były ranione podobnie jak i ja.
Mężczyzna uśmiecha się do mnie zachęcająco, ostrożnie kiwam więc głową. Boję się otworzyć usta, z doświadczenia wiem, że jedynie niewielki procent tego co mówię, naprawdę należy do mnie.
- Umiesz w ogóle mówić? - pyta ostrożnie, kiedy ja biję się z myślami. Czuję, jak słowa krążą wokół nas szukając ujścia. Szukając moich ust.
- Tak – odpowiadam cicho. Czekam, aż popłynie strumień treści, jednak nic takiego się nie dzieje. - Ale rzadko własnymi słowami – dodaję.
- Te akurat chyba należą do ciebie, prawda? - zauważa starzec, a ja w końcu przypominam sobie jak ma na imię. Yorimo.
- Tak, do mnie – kiwam głową, ale słowa nagle dochodzą do głosu. - do mnie to wszystko należy do mnie nie masz do tego najmniejszych praw ty cholerny obłudniku
Zatykam usta rękami i patrzę z przestrachem na mojego towarzysza, który jednak śmieje się cicho pod nosem.
- Ach, tak. Widzę, że słowa cię odnalazły. Zazwyczaj odnoszą się w jakimś niewielkim stopniu do tego, co chciałaś powiedzieć, prawda? - przygląda mi się ciekawie, a ja opuszczam wzrok na kolana.
- Tak. Ale nie chciałam cię nazwać obłudnikiem – mówię bardzo cicho, czując w głowie jeszcze echo tamtych słów. Kolejne były jeszcze gorsze, tak podpowiada mi moje wieloletnie doświadczenie.
- Och, absolutnie cię o to nie podejrzewam, malutka – ściska mnie pokrzepiająco za ramię. - A skoro już o tym mowa, wciąż nie wiem, jak masz na imię.
Otwieram usta, jednak nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. W tym momencie uświadamiam sobie, że od tylu lat nazywano mnie różnymi imionami – pleciugą, papugą, cholernicą, sierotą, jadaczką, złotą gęsią, mówiącą – że zdążyłam zapomnieć jak tak naprawdę mam na imię.
Albo po prostu nigdy go nie posiadałam.
- Nie wiem dokąd podążam ani skąd nadchodzę przede mną kroczy mrok a za mną zwątpienie lękacie się wszyscy którzyście umiłowali mrok i zamęt lękajcie się którzy nie wiecie – jak zwykle mój głos jest monotonny, jednak słowa zaczynają mnie przerażać. Czuję kryjący się za nimi mrok, który kotłuje się we mnie. - wasza ścieżka wiedzie ku przepaści przepaści głębokiej jak sama ziemia
- Starczy – Yorimo kładzie mi dłoń na ramieniu, a słowa natychmiast przestają się wylewać z moich ust. - Zrobię ci herbaty, dobrze? I skoro nie wiesz, jak masz na imię, czy pozwolisz, że będę mówił do ciebie Kari? Tak miała na imię moja córka – dodaje, a jego oczy na chwilę smutnieją.
- Kari… - smakuję to imię na języku. Podoba mi się, więc kiwam głową na zgodę  i powtarzam je jeszcze raz.
A to okazuje się to wielkim błędem.
- kari nie rób tego kari wracaj tu mężczyzna woła rozpaczliwie biegnąc za dziewczyną w dół zbocza ta jednak zdaje się go nie słyszeć biegnie roześmiana nie widząc czyhającego nań niebezpieczeństwa ojciec biegnie za nią jednak jest bezsilny gdy bestia rzuca się na dziewczynkę może tylko patrzeć bezsilnie jak jego córka z pełnej życia dziewczynki zmienia się z zakrwawioną
Z transu wyrywa mnie dopiero brzdęk tłuczonego kubka. Przenoszę wzrok na podłogę, na szczątki porcelanowego naczynia, a następnie na bladą twarz Yorimo i jego roztrzęsione ręce, którymi próbuje pozbierać jego resztki.
- Ja to zrobię – zrywam się z łóżka i pomagam mu posprzątać podłogę. - Przepraszam, ja nie chciałam, ja… - zaciskam usta, bo czuję znów obce słowa, które próbują znaleźć ujście.
- Skąd… Skąd ty… przecież to nie była żadna opowieść, ja nawet tego nigdzie nie… - staruszek wydaje się zszokowany. Ja jednak widziałam i słyszałam więcej, niż ktokolwiek inny na tym świecie.
- Skąd wiem jak zginęła twoja córka? - podsuwam mu, błagając w myślach, by słowa dały mi dokończyć w spokoju. - Nie wiem. Ale słowa wiedzą.
- Myślałem, że tworzą opowieści… nieopowiedziane historie, które domagają się spisania… - siada na krześle, a jego twarz wydaje się nagle jakby o dwadzieścia lat starsza.
- Być może i my jesteśmy opowieścią – mówię cicho. Tak cicho, że wątpię by mnie usłyszał.
Wiem jednak, że to co mówię ma sens. Zbyt wiele widziałam, zbyt wiele przeżyłam. Wiem jednak, że i Yorimo wie o słowach więcej niż mówi.
- Kim jesteś alicjo dlaczego tu się znalazłaś skoro to nie ty jesteś jego żoną myślałam że straciłam ją już na zawsze a ty tak po prostu zjawiasz się w moim domu jakgdyby nigdy nic – wsadzam sobie pięść w usta, by zatamować potok słów. - Kim jesteś, skoro tak wiele wiesz o słowach? - pytam ponownie, tym razem nie dając dojść do słowa… słowom.
Staruszek uśmiecha się lekko widząc tę walkę i pociera dłonią twarz.
- W pewnym sensie jestem taki sam, jak ci wszyscy ludzie, którzy gnębili cię przez lata – wzdrygam się na wspomnienie tych wszystkich lat udręki, jednak wiem, że Yorimo mnie nie skrzywdzi. Wiem to i ja, i słowa. Poznaję to po tym, że w jego obecności zachowują się inaczej. Zdążyłam się już nauczyć, że opowieści są jak żywe istoty. - Przez wiele lat śmiałem się zwać pisarzem, dopóki złapane i uwiecznione przeze mnie słowa nie zabrały mi osoby, którą kochałem najbardziej na świecie… - mówi, a ja w jego oczach dostrzegam ten sam smutek co przed chwilą.
- Kari – szepczę.
- Zbyt mocno zaufała słowom, które zawiodły ją prosto w pułapkę. Twoje słowa opowiedziały tylko niewielki kawałek mojej historii – staruszek wzdycha. - Od tej pory nie piszę. Od tej pory już nie łapię słów. Od tej pory unikam opowieści…
- Ty… - otwieram szeroko oczy. - Ty też byłeś łapaczem słów? - jestem tak zaskoczona tym odkryciem, że na chwilę zapominam o historiach kłębiących się dookoła nas i wewnątrz mnie. Wiem, że przez jakiś czas nie znajdą ujścia między moimi wargami.
- Nie takim jak ty – uśmiecha się smutno. - Ja byłem po prostu pisarzem. Chyba całkiem niezłym, bo historie całkiem chętnie do mnie przychodziły i dawały się spisywać…
Kiwam głową ze zrozumieniem. Byłam wybawieniem dla osób, które nie posiadały takiego daru jak Yorimo. Które nie potrafiły wyłapać słów i spleść je w sensowną całość. Byłam im potrzebna, by łapać całe fragmenty opowieści i podawać im jej jak na tacy. Ale i tak były to tylko niewielkie części, które potem próbowali rozwijać… Zazwyczaj z opłakanym skutkiem, a pokaleczone opowieści, które starali się opowiedzieć, wracały do mnie ze zdwojoną siłą i kazały się opowiadać po nocy.
Bo dobre historie pragną być opowiedziane. Ale tylko przez dobrych pisarzy. 
A takim niełatwo jest się stać.
- Powinieneś pisać – mówię. - Jest tu bardzo wiele historii, które domagają się twojej uwagi, dobrych historii, które potrzebują dobrego pisarza. Choćby ta o Kari – dodaję ostrożnie.
- O Kari? - podnosi na mnie wzrok zaskoczony.
Kiwam głową.
- dokądkolwiek się udam ona zawsze jest ze mną czasem dostrzegam ją w odbiciu w lustrze czasem słyszę jej śmiech w szumie wiatru a czasem patrzy na mnie zza lady sklepu ukryta za rysami jakiejś przypadkowej dziewczyny zawsze wtedy myślę jak mogłaby wyglądać mając te dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat mimo upływu czasu jej twarz wciąż jest mi tak znana jak moja własna twarz kari mojej małej kari
Yorimo patrzy na mnie zaskoczony, po czym nagle szybkim krokiem podchodzi do szafki i nerwowo grzebie w niej w poszukiwaniu ryzy papieru i ołówka.
- Mogłabyś powtórzyć, kochana? Nie mogę znaleźć nic do pisania, niech to szlag… - siada przy stole z powrotem, niecierpliwie ostrząc ołówek nożem. Zacina się przy tym i kropla krwi spada na środek kartki.
- Nie muszę, znasz tę historię lepiej niż ja – odpowiadam, wstając i podaję mu chusteczkę. - To do ciebie przyszła.
Owija palec i z zapałem zaczyna pisać. Zaglądam mu ciekawie przez ramię, zafascynowana, jak szybko stawia na papierze ładnie wyglądające litery.
- Jest dobrze? - zerka na mnie, kiedy ma już zapisane pół strony.
- Nie wiem, nie umiem czytać – mówię z rozbrajającą szczerością. - Ani pisać. 
- Hmm… - Yorimo popada w zamyślenie i przygląda mi się uważnie. - A może… A może gdybym cię tego nauczył, to ty miałabyś władzę nad słowami, a nie one nad tobą? - proponuje nagle.
Jego propozycja ma sens. Gdybym była w stanie zapisać szalejące w mojej głowie historie, mogłabym też do nich wracać i poznawać ich dalszy ciąg. Nie tak jak dotąd, jedynie ich strzępy. Stałabym się wtedy pisarzem, pisarzem z darem łapania słów.
Osobą, która mogłaby opowiadać historie. Historie, które pragną być opowiedziane.
Uśmiecham się lekko do Yorimo i kiwam głową.
- niezła próba ziomek ale jesteś pewien że to wypali wypali odpowiada clem i rzuca mi puszkę z piwem masz na to moje słowo – słowa odpowiadają za mnie, a ja po raz pierwszy chyba cieszę się, że je słyszę. - Dobrze, ale to jutro. Teraz muszę się przespać.
Kiwam mu głową na dobranoc i wracam do łóżka. Usypia mnie dziwęk ołówka trącego o papier, który zakłada grafitowe pęta na historię córki Yorimo.

Wciskam klawisze Ctrl i S, a plik zapisuje się, co potwierdza mignięcie malutkiej ikonki w rogu. Raz jeszcze przebiegam wzorkiem tekst i spoglądam na ostatnie zdanie w rozdziale.
- Kiwam mu głową na dobranoc i wracam do łóżka. Usypia mnie dziwęk ołówka trącego o papier, który zakłada grafitowe pęta na historię córki Yorimo – czytam cicho pod nosem, rozkoszując się dźwiękiem tych słów. Coś jednak mi w nich nie pasuje i zastanawiam się, czy Kari uznałaby to za ranienie domagającej się opowiedzenia historii.
Czyżbym właśnie przejmowała się zdaniem stworzonej przeze mnie postaci…?
Kręcę głowa i przecieram oczy, a następnie zamykam laptopa i ścielę łóżko. Kiedy przykładam głowę do poduszki, zastanawiam się co dalej powinnam zrobić z moją nową historią, która pojawiła się w moim umyśle podczas spotkania autorskiego. Szybko jednak dochodzę do wniosku, że słowa same do mnie przyjdą.
W końcu, jak twierdzi Kari – dobre historie pragną być opowiedziane.
A nasze życie powinno być właśnie taką dobrą historią, która będzie się ludziom cisnąć na usta.
__________
No więc powstało takie dziwne coś. Taka jakby opowieść szkatułkowa, ale nie do końca. Sama nie wiem, co chciałam Wam tym przekazać, może po prostu wywołać u Was lekki mindfuck. Może. A może podzielić się moimi przeżyciami z kapryśną weną, bo czasem czuję się jak ta główna bohaterka - miliard myśli na minutę, każda z kosmosu, każda domaga się uwagi, po czym znika, jakby jej nie było. Z pomysłem na to opowiadanko było podobnie - pomyślałam o dziewczynce rzucającej przypadkowymi cytatami albo słowami, które brzmiały jak fragmenty książek. I tyle, koniec. Do widzenia, zrób z tym co chcesz, powiedział mój mózg i odmówił współpracy.
Coś innego, coś dziwnego i mam nadzieję, że się spodoba. Jestem spragniona Waszej opinii, bo to jednak trochę niekonwencjonalny pomysł, pomysł, z którego mogłoby powstać coś większego, ale mózg odmówił zarysu jakiejkolwiek fabuły, więc powstało to COŚ. Ale od takich 'cosiów' mam tego bloga, więc prezentuję toto tu.
Czytajcie, komentujcie i oceniajcie. Wystawiam się na Waszą krytykę ;)

6 komentarzy:

  1. Hmmm. To mi się spodobało:,,
    Bo dobre historie pragną być opowiedziane. Ale tylko przez dobrych pisarzy. "
    Mam zupełnie tak samo. Milion myśli na sekundę. Każda kolejna lepsza od poprzedniej. A po kolejnej sekundzie myśli gdzieś znikają, nie pozwalając się zapisać.
    Takie ,,coś" które stworzyłaś to po prostu życie. Sama prawda. I nie umiem inaczej napisać tego komentarza.
    Po prostu świetne!

    A wracając do ,,mojego, Stefana. Nie wiem skąd wiesz, ale nie przepadam za facetem. Lubię niby wszystkich Austriaków, ale... Z tym się nie zakolegowałam ;P

    Pozdrawiam i czekam na kolejne Twoje dzieło :*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uh, jakbym miała spisywać każdy pomysł który roi się w mojej głowie, to... to po prostu mission impossible ;). Niektóre jeszcze udaje mi się grupować, ale to i tak porywanie się z motyką na słońce ;).
      Dziękuję Ci pięknie za te kilka dobrych słów <3
      A co do Stefana - to akurat był żart, ale na pocieszenie powiem Ci, że wiele osób, które znam tak ma. Widocznie jest w nim coś takiego, że nie budzi zaufania :P.
      Buźki i weny!
      E_A

      Usuń
  2. Przez chwilę miałam mindfucka na twarzy, nie wiedząc do czego nas prowadzisz, ale to było takie pozytywne. Mocno mnie zaintrygowałaś i jednym tchem przeczytałam całość. Naprawdę lubię sposób, w jaki piszesz. Twoje słownictwo, dobieranie słów, budowanie zdań, akapitów, całości. Magia! A w to wszystko jeszcze jest wbudowana historia, która coś w sobie ma. W tym tekście jest dużo trafnych spojrzeń. Opowiadać każdy może, ale przecież nie każdy potrafi. Ty zdecydowanie potrafisz. I z utęsknieniem czekam na Twoją kolejną opowieść!
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dzięki za tyle miłych słów (zwłaszcza z Twoich ust!).
      Spostrzeżenia wyszły mi w sumie przypadkiem, bo pojawił się w mojej głowie tylko zarys. Mogloby się to stać kawałkiem czegoś większego, ale nie mam czasu by rozwinąć tę historię. Dlatego powstała historyjka ;).
      Meh, coś nowego się tworzy, ale chwilowo zajęta jestem moim 'Odchodzę'. Ale zachęcam do obserwowania, żeby nic nie przegapić ;).
      Buźki, E_A

      Usuń
  3. O to właśnie chodzi. Po to jest ten blog. Masz pisać, co Ci do głowy przychodzi, możesz nawet wyrzucać z siebie słowa jak Kari ;) Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że najbardziej utkwiły mi w głowie te dwa zdania: "Bo dobre historie pragną być opowiedziane. Ale tylko przez dobrych pisarzy." Często mnie nachodzi taka myśl i wtedy zaczynam obawiać się, że porywam się z motyką na słońce, próbując pisać cokolwiek. Mam nadzieję, że Ciebie tego typu obawy nie dotyczą. Bo jak słowo daję, ten cytat naprawdę dobrze opisuje Twój warsztat pisarski :3
    buziak! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, asik! <3
      Ech, ja tam wcale się nie czuję dobrym pisarzem. Nawet średnim nie. Osobiście bardzo mi się ten pomysł podoba, ale nie wiem co mogłabym zrobić z nim dalej, więc owszem, wystawiłam go tutaj :).
      Pewnie pojawi się wiecej takich cosiów, wyrwanych z kontekstu. A ja dziękuję Ci za te miłe słowa, cieszę się, że się spodobało.
      Buźki!

      Usuń