Jako, że właśnie udało mi się opublikować nowy rozdział, postanowiłam, że i tutaj trochę o tym napiszę. Skoro już poniekąd reaktywowałam to opowiadanie, którego historia jest długa i burzliwa, to nikt nie zabroni mi trochę o nim pogawędzić, prawda?
Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie to opowiadanie, które częściej chyba figuruje jako Linos, bo tytułowa bohaterka jest o wiele bardziej rozpoznawalna niż przydługi tytuł, prawda? Linos - historia Śródziemia, taki tytuł też może się trafić, ot choćby na Wattpadzie, gdzie się aktualnie przeprowadzam ze wszystkim (i stamtąd również ta ładna grafika poniżej).
Pikanterii i zamieszania dokłada fakt, że bohaterka gdzieś po drodze zmienia imię na Lileea. Imię, które znane może Wam być z mojego oneshota o nazwie Była człowiekiem, który to oneshot jest... fanfickiem do Linos.
Kosmos, nie?
Mówiłam, że to skomplikowana historia... dlatego może lepiej będzie, jak przedstawię to chronologicznie.
A zaczęło się bardzo, bardzo dawno temu. Na lekcji polskiego w pierwszej klasie gimnazjum, gdyż mój ówczesny polonista jest wiernym fanem twórczości Tolkiena. To pchnęło mnie i moją przyjaciółkę ze szkolnej ławki (dobrze kombinujecie, tak, chodzi o Szurniętą) do zapoznania się z - na początek - filmami.
Nastolatka + film/książka = fanfick, to chyba oczywiste. A dwie nastolatki to dwa fanficki. Tylko o dziwo nie było to dzieło Szurniętej, która swój fanfick trzymała szczelnie zamknięty w swojej głowie. Natomiast inna koleżanka podjęła temat. I powstały trzy blogi - jeden wspólny pisany przez nas trzy, gdzie powstawały miniatury i nasze pseudo-przemyślenia o Śródziemiu (twór szczęśliwie nigdzie nie figuruje, a nosił dumną nazwę Władca Strzał), który miały spajać w całość dwie historie fabularne. Jedną o Lejli, elfickiej księżniczce, która stworzona została przez naszą koleżankę, a druga...
A druga to właśnie Linos.
Lejla pojechała po bandzie o wiele bardziej, niż ja, to naprawdę była luźna wariacja na temat na tyle, że załapała się do jakiejś analizatorni. Linos też otarła się o analizę, bo takiego przykładu Mary Sue, jaką była w pierwotnej wersji to ze świecą szukać. Szczęśliwie - oryginalny twór zniknął w cyberniebycie wraz z zamknięciem platformy onet.blog i jego jedyna kopia tkwi na moim dysku.
Lejla pomysł rzuciła, Władca Strzał umarł śmiercią naturalną, Szur tematu nie podjęła i została jedynie wierną czytelniczką Linos, która w mniejszych bądź większych bólach powstawała dalej. Jakieś cztery lata zajęło mi dotarcie do końca tej historii. A przynajmniej tego końca, który podaje Tolkien w Powrocie Króla.
Ja jednak miałam luźno zaplanowany ciąg dalszy tej historii, czytelnicy (tak, byli jacyś!) wymogli na mnie ciąg dalszy, a ja, głupia, się zgodziłam.
Moja częstotliwość wynosiła jakąś jedną notkę na dziewięć miesięcy (tak akurat, żeby się coś urodziło, heh). Po dwóch, czy też trzech się poddałam. Streściłam ciąg dalszy w formie mocno rozciągniętego epilogu i pożegnałam się z tą historią.
Ha, ha, ha, bardzo śmieszne.
Trzy lata temu zajrzałam w czeluści mojego dysku, przeczytałam pierwszy rozdział, załamałam się pięciokrotnie, trzy razy chciałam popełnić seppuku klawiaturą i dla odreagowania tego stresu napisałam ten pierwszy rozdział jeszcze raz. To, co napisałam, spodobało mi się na tyle, że na fali tego entuzjazmu opublikowałam to w wersji blogspotowej, wcześniej napisawszy prolog, bo w międzyczasie stałam się wyznawcą literackiej religii "historia bez prologu to nie historia".
(Właściwie, jak teraz patrzę, to najpierw był prolog, a dopiero po ponad roku pierwszy rozdział, więc zapewne przez ten rok go po prostu kończyłam.)
No a potem było długo, długo nic.
Gdzieś w międzyczasie onet.blog upadł, znak mojej hańby zniknął z cyberprzestrzeni i tyle.
Dopiero w tym roku powstał za jednym kopem drugi, trzeci i 3/4 czwartego rozdziału. Ten rozdział skończyłam dzisiaj i dlatego wylądowałam tutaj. Czynnikiem zapalnym o ile się nie mylę był wówczas Hobbit, który leciał w TV, gdzie nie wiedzieć czemu występował Legolas, a że darowanemu Orlando w zęby się nie zagląda, to i historia poszła do przodu.
A przy okazji przeprowadzki na Wattpad wylądowała tam również i ona, odnalazła czytelników, więc chyba nie mam wyboru i muszę brnąć w to dalej.
Zresztą - mam do tej historii ogromny sentyment i chyba chcę jej dać drugie, lepsze życie. Takie, na które zasługuje, bo sama w sobie nie była zła. Była tylko źle napisana. Dlatego chcę się do niej przyłożyć, a Wy macie za zadanie mnie w tym działaniu pilnować (tak, to dyskretna namowa do komentowania, tak).
No a teraz, skoro wiecie, skąd to wszystko się wzięło, to zapraszam serdecznie.
Łapcie informacje i do czytania marsz!
(Żartowałam.)
Tytuł: Miłość to coś więcej, niż tylko uczucie
oraz
Bohaterowie: Linos, Legolas, Gandalf, Aragorn, Gimli, hobbci, pozostali kanoniczni bohaterowie Władcy Pierścieni
Czas akcji: ok. TE 3018 - CE 25
Czas trwania: kwiecień 2016 - nadal
Status: w trakcie
Liczba rozdziałów: 4
Planowana liczba rozdziałów: 30
Opis:
Długo bronili się przed uczuciem, które ich połączyło.
Kiedy jednak już pozwolili mu sobą zawładnąć, świat zmusił ich do rozłąki.
Ale miłość to coś więcej, niż tylko uczucie.
To więź ponad wszelkie więzi. Czar ponad wszelkie czary.
Z dodatkowych informacji
Chyba nic nowego. Próbuję nadgonić ze wszystkim i nie wiem, w co ręce włożyć. Ogółem, wen nie śpi. Więc oczekujcie na więcej!
E_A

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz